Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SATANIZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SATANIZM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2025

SATANISTYCZNA STRATEGIA

Postać samego Szatana jest powszechnie uważana za wywodzącą się z
religii opisanej w hebrajskim „Starym Testamencie”, a słowo „Szatan” jest uważane za
pochodzące od hebrajskiego słowa oznaczającego „Oskarżyciel”.

W rzeczywistości hebrajskie słowo, które często tłumaczone jest jako „Szatan”, pochodzi od innego słowa - starożytnego greckiego. Tym greckim słowem jest [aitia] – czyli „oskarżenie”.
Zasadniczo hebrajskie słowo „Szatan” jest zniekształconą formą
greckiego słowa oznaczającego „oskarżenie”.
W grece okresu klasycznego [aitia] i [diabole] były często
używane w tym samym znaczeniu, zwłaszcza w znaczeniu „złe” lub „niewłaściwe”, jak na przykład w „fałszywym oskarżeniu”.

Zatem w istocie słowo „Szatan” oznacza „Przeciwnika” w sensie sprzeciwu wobec normy, tego, co
akceptowane, i to znaczenie jest nadal zachowane w użyciu słowa „Diabeł”.
Słowo „Diabeł” pochodzi od powyższego greckiego słowa, poprzez łacińskie „diabolus”.

Postać Szatana nie jest zatem wynalazkiem hebrajskim, jak dotychczas sądzono, ale w rzeczywistości
reprezentacją opozycji, herezji: odmowy zaakceptowania tego, co „akceptowane”. Szatan jest postrzegany przez satanistów jako symbol – zarówno rzeczywistej postaci, jak i archetypiczny – buntu, dumy, odmowy pokłonu i potulnego podporządkowania się, a tym samym twórczej zmiany.
Z opozycji wywodzi się synteza, proces dialektycznej zmiany, który rządzi ewolucją.

Zasadniczo satanizm jest antyreligijny.
Religia oznacza podporządkowanie się bóstwu i jego „wyznaczonemu” autorytetowi/kościołowi. Oznacza również określony sposób postrzegania świata.
Droga religijna jest drogą dogmatów, objawień i ostatecznie strachu – istnieje troska o nagrodę i karę, pojęcia grzechu i tym podobne.
Istnieje i musi istnieć wiara.
Satanizm jest drogą wyzwolenia: wewnętrznego i zewnętrznego. Istnieje pragnienie poznania
oparte na doświadczeniu, a nie na wierze.
Istnieje pragnienie bycia dumnym i radosnym, cieszenia się życiem
i wykorzystywania możliwości, jakie oferuje życie.
Innymi słowy, prawdziwego życia, w pełni, i poszerzania granic egzystencji: osiągania sukcesów, prosperowania, doskonalenia się.
Wyznaczania standardów, dawania wzorca innym, zamiast podążać za standardami wyznaczonymi przez kogoś innego.

Tak więc, ze względu na „ludzką naturę”, satanizm jest odpowiedni dla mniejszości – nielicznych, którzy naprawdę potrafią przeciwstawić się
i sprzeciwić przyjętym normom.
Fundamentalną zasadą satanizmu jest bowiem to, że każdy satanista odnajduje swoje własne granice i żyje, a w razie potrzeby umiera, zgodnie z własną moralnością lub etyką. Oznacza to, że satanista nie akceptuje żadnych standardów, kodeksu etycznego ani moralności: tworzy własne standardy i żyje zgodnie z własną moralnością, bez względu na to, jak mroczna lub zła może się ona wydawać
innym lub „społeczeństwu”. 

Zasada ta oznacza, że sataniści są amoralni w konwencjonalnym sensie: nie akceptują żadnych ograniczeń poza tymi, które sami sobie nakładają.
Nie ma i nigdy nie będzie czegoś takiego jak „etyka satanistyczna” lub autorytet satanistyczny, który poszczególni sataniści musieliby akceptować i któremu musieliby być posłuszni – ponieważ jest to sprzeczne z istotą satanizmu.

Satanizm jest indywidualnym buntem, indywidualnym poszukiwaniem – jest zasadą ewolucji w praktyce ludzkiej: silni przetrwają, wygrywają, podczas gdy słabi giną.
Nie oznacza to jednak tego, co zakłada większość przeciwników satanizmu – pozwolenia na anarchiczną pobłażliwość wobec siebie i pogrążania się w pożądaniu/deprawacji i tak dalej.
Satanista ma cel, ukryty motyw wykraczający poza zaspokojenie „ego” i oddanie się nieświadomym impulsom.

Celem tym jest doskonalenie się – wykraczanie poza to, kim się jest. Aby to osiągnąć, potrzebna jest samokontrola, prawdziwa samodyscyplina. Obie te cechy można nabyć jedynie poprzez doświadczenie w prawdziwym życiu.
Satanista pragnie ewoluować – wymaga to siły charakteru, determinacji. To, co robi satanista, w prawdziwym życiu lub podczas rytuałów, to badanie granic siebie i świata – doświadczanie i dzięki temu rozwój, realizacja potencjału istnienia, boskości drzemiącej w nim.
Rytuały, inni ludzie i samo społeczeństwo - wszystko jest środkiem do tego celu.

W wyniku ukrytych motywów pojawia się perspektywa ku zrozumieniu wykraczającemu poza impulsy/uczucia/pragnienia chwili lub doświadczenia.
Krótko mówiąc, pojawia się prawdziwa wnikliwość i osąd, samoświadomość. Oczywiście nie jest to łatwe. Nieudacznicy zostają uwięzieni w chwili i pragnieniach/impulsach/uczuciach chwili lub nigdy nie wykraczają poza nie. Mówiąc prościej, nieudacznicy, pseudo-satanistyczni pogrążają się w swojej ciemnej stronie i „społeczeństwie” bez zrozumienia tego lub przekroczenia tego.

Zasadniczo satanista wie i rozumie, dokąd zmierza i co robi / dlaczego to robi: nieudacznicy i pozerzy są uwięzieni przez działania, czynności lub doświadczenia.

Satanista jest silny, dumny, niepokorny, samodyscyplinowany i panuje nad sobą; nieudacznicy czy pseudonataniści są niewolnikami swoich uczuć, emocji i nie mają prawdziwej samodyscypliny, a tym samym wglądu.

Oczywiście droga satanizmu nie jest łatwa: metody, doświadczenia itp., których satanista używa, aby osiągnąć swój cel, są ryzykowne i niebezpieczne.
Łatwo jest ponieść porażkę, dać się złapać w pułapkę lub cokolwiek innego. Nie ma nic, co pomogłoby satanistom w ich dążeniach – nic, co ułatwiłoby im to lub wygładziło drogę: jest tylko ich determinacja i nauka płynąca z doświadczenia; stopniowy rozwój charakteru wynikający z niego, a tym samym prawdziwa ewolucja. 

Satanizm oferuje różne uczące przeżycia, ujawnia różne techniki ezoteryczne i zapewnia ezoteryczny wgląd w życie, jednostki i sam Wszechświat. Satanizm jest praktycznym sposobem życia, od początkowych etapów obejmuje on różne praktyki. Są to doświadczenia, rozwój pewnych umiejętności ezoterycznych i nauka „zakazanych” sztuk. Umożliwiają one również oddawanie się ziemskim przyjemnościom – cielesnym, materialnym i innym. Jednak takie rytuały nie mają charakteru fetyszystycznego ani religijnego – są środkami, które należy wykorzystać, z których należy czerpać naukę, a następnie je przekroczyć. Satanista zawsze bowiem zmierza naprzód – ku nowym doświadczeniom, nowej wiedzy, nowym spostrzeżeniom, nowym wyzwaniom.

Dla większości płytsze aspekty okultyzmu – obejmujące udział w grupowych rytuałach ceremonialnych i prowadzenie (a tym samym manipulowanie) własną grupą/świątynią – trwają kilka lat. Potem spełniają one swoją rolę i zostają porzucone.
Następnie satanista angażuje się w inne praktyki satanistyczne w celu dalszego rozwoju swojego charakteru i umiejętności oraz wyrażania poprzez swoje działania i sposób życia ciemnej strony egzystencji.
Niektóre z tych satanistycznych praktyk są, z konwencjonalnego punktu widzenia, złe, a niektóre są „nielegalne” lub co najmniej mają dość wątpliwy charakter. Są one wybierane przez satanistów w celu dalszego rozwoju i wspierania tego, co znane jest jako „Złowieszcza Dialektyka Historii”.


Są one wybierane, aby pomóc w realizacji wyjątkowego Przeznaczenia, które satanista pragnie osiągnąć – aby wypełnić swój egzystencjalny potencjał w wyjątkowy sposób.
Każdy satanista pragnie odcisnąć swoje piętno na świecie – osiągnąć coś w swoim życiu i aby osiągnięcie to było znaczące. Pragną zmienić rzeczywistość – aby ich życie miało wpływ: aby w znaczący sposób uczestniczyć w ewolucji.

Tak więc satanista, świadomy swojego Przeznaczenia i pragnący je osiągnąć – poszukuje doświadczeń, które pomogą mu w realizacji tego przeznaczenia, które umożliwią jego całkowite spełnienie.
Wybór należy do nich i tylko do nich – nie ma żadnych ograniczeń, poza tym, że
powinni pracować i posuwać się naprzód celem tego Przeznaczenia.

W konsekwencji niektóre z czynów, które mogą podjąć, mogą być – i naprawdę powinny być – złe.
To znaczy, naruszające normy, zarówno osobiste, jak i ponadosobowe (tj. oparte na „społeczeństwie”). Niektóre mogą wiązać się z selekcją [culling]  (tj. usuwaniem ludzkich odpadków lub tych, którzy sprzeciwiają się Przeznaczeniu satanisty – poprzez ofiary lub cokolwiek innego). Niektóre mogą wiązać się z działaniami „nielegalnymi”/terrorystycznymi/amoralnymi. Ważne jest to, że wybrane i podjęte działania
(a) pomagają lub realizują przeznaczenie satanisty, który dokonuje wyboru i działa; i/lub (b) pomagają satanizmowi w ogóle, tj. pomagają zrealizować „złowieszczą dialektykę historii”.

Nie ma innych względów – etycznych, moralnych, religijnych czy jakichkolwiek innych. 

„Złowieszcza dialektyka historii” to nazwa używana do opisania strategii satanistycznej.
Celem tej strategii jest wspomaganie ewolucji – tj. ewolucji naszego gatunku i samego kosmosu poprzez interakcję.
Ewolucja ta zmierza w kierunku „złowieszczym” – tj. w kierunku większej indywidualności i kreatywności.
Aby to osiągnąć, należy zniszczyć ograniczenia. Oznacza to między innymi restrukturyzację społeczeństw.
Zasadniczo celem jest stworzenie nowego gatunku ludzkiego – rozwinięcie potencjału drzemiącego w nas jako jednostkach: osiągnięcie boskości.
Innymi słowy, pozwolenie gatunkowi ludzkiemu na osiągnięcie wyższej dojrzałości – obecnie zdecydowana większość to nadal niedojrzałe dzieci.
Są one utrzymywane w tym stanie przez ograniczenia, narzucone zasady i kontrolę społeczeństw, religii i innych struktur (takich jak polityka): przez etykę i dogmaty. 

Archetypem tej zmiany i jej przewodnikiem jest Szatan – Przeciwnik, Heretyk, Dumny, który odmawia
pokłonu przed jakimkolwiek „bogiem”; który odmawia podporządkowania się.
Aby osiągnąć ową zmianę, konieczna jest nauka – stopniowy wzrost liczby prawdziwych satanistów, tj. tych, którzy są wolni od zewnętrznych i wewnętrznych ograniczeń i którzy są lojalni wobec energii twórczej, która stwarza wszelkie życie i powoduje jego zmiany, a tym samym ewolucję, i która w związku z tym jest esencją istnienia.

Każdy satanista, żyjąc w sposób satanistyczny, wspiera dialektykę, a tym samym ewolucyjną zmianę – uczy wcielania w rolę boga.
Co do reszty – mogą oni uczestniczyć, a tym samym uczyć się i ewoluować do innego istnienia.
Mogą też być wykorzystywani przez satanistów do wprowadzania zmian większych niż oni sami.
Nie ma żadnych ograniczeń, chyba że sami je stworzymy – a jeśli stworzą je inni, to są one po to, aby je przekraczać.
Radować się doskonałością to nazwa jedynej gry, w którą warto grać: Satanistycznej.


The Satanic Game (Order Of Nine Angles 1992)
[tłumaczenie: Matmerd]

poniedziałek, 10 listopada 2025

POJEDYNEK BIEGUNÓW - SATANIZM KONTRA MUNDANIE

Podejrzewam, że większość z Nas doskonale zna uczucie jakie towarzyszy kroczeniu między mundanami:
świadomość bycia w ich oczach przeklętym, jednocześnie w oczach Prawdy będąc błogosławionym.
Nosimy w sobie Ducha Szatana, dumni z przynależności do Ziemi i zrywania kajdan, a według nich jesteśmy zagubionymi i opętanymi ofiarami.

Każdego niemal dnia przemierzamy Naszą Ziemię poprzez nie-nasze tereny, a więc tereny należące do nazareńskiej cywilizacji. To jak wizyta w obcym świecie, odwiedziny intruza pod przykrywką by coś zdziałać, coś zdobyć.
Widzimy jak dysfunkcyjne jest to środowisko, widzimy jakie skutki przyniosło ze sobą chrześcijańskie zatrucie, a jednocześnie wiemy, że w oczach tych zaprogramowanych mas tak właśnie ma to wyglądać.
Ich zdaniem to my jesteśmy tymi, których należy się pozbyć - niebezpieczni, zbuntowani, mizantropiczni i antagonistyczni względem nich. 
W zasadzie należymy do jednych z najbardziej nienawidzonych i przerażających osób, w każdych czasach i każdym miejscu.

Problem współczesnej cywilizacji polega na tym, że ma ona kruche i przepełnione fałszem fundamenty.
Jednostki ludzkie wyprodukowane przez owe fundamenty traktują je jako podstawę życia, w naszych oczach iluzorycznego, jednak w ich oczach właściwego.
Z tego też powodu mają oni tendencję do mierzenia wszystkich swoją miarą, postrzegania każdego w przeciętny, szary sposób.

Egalitaryzm i promowane szeroko idee równości, negowanie wyższości pewnych jednostek nad innymi, lub sprowadzanie świata duchowego (który istnieje niezależnie od nas) do jakiejś osobistej wizji każdego człowieka, tworzą nijaki i bezmyślny wzór człowieka.
Odzierają z ambicji, każą ci wstydzić się triumfu i poczucia wyższości, każdy szatański zew natury krzyczący "możesz być kimś więcej!" jest tłumiony wpojoną myślą: "a co z innymi?".

My, Sataniści, zdajemy sobie sprawę z naszej przewagi.
Celebrujemy ją, ale nie popadamy w narcyzm, gdyż brak zdolności do samokrytyki i zatracenie równowagi pomiędzy kalkulacją a satanistyczną arogancją uniemożliwia dalszy rozwój.
Pewnym jest jednak nasz ciągły postęp i przekraczanie granic, doświadczanie tego czego większość nigdy nie doświadczy, bo albo nie mają takiej potrzeby, albo są na to zbyt głupi, albo zbyt zniewoleni dogmatem.
Gdy mundanin usłyszy od nas, że jesteśmy kimś więcej, wówczas uzna nas za przemądrzałych i zapatrzonych w siebie, ponieważ "przecież to skandal, by ktoś czuł wyższość, wszyscy są równi!".
Problem w tym, że to my w tej sytuacji mamy rację.

Domyślam się, że wielu Satanistów miało w swoim życiu (lub regularnie miewa) poczucie, że chcą się oderwać od tej rzeczywistości, że chcą zerwać z otoczeniem, które próbuje ich ograniczać, że chcą odciąć się od schematów cywilizacji, które niczym kajdany próbują związać mu ręce na drodze do własnej potęgi (poprzez na przykład prawo, panujące zasady i system).
Każdy, kto posiada kreatywnego, a zarazem niszczycielskiego Ducha Szatana w sobie na pewno wie o czym mówię.
Kochamy życie jednocześnie go nienawidząc, bo żyjemy na terenie zawłaszczonym przez wroga.
Gdybyśmy ujawnili się z tym kim jesteśmy, zostalibyśmy potępieni.
Działamy w sekrecie i introwersji, ukryci przed wzrokiem słabych, którzy stanowią większość.

Ludzie nie mają rozwiniętego bezprzyczynowego myślenia, nie rozumieją praw, które rządzą w rzeczywistości duchowej, zamiast tego konsumują bajeczki serwowane przez ich zakłamane religie.
Nasz Mistrz - Szatan, którego żywioł Chaosu stanowi esencję istnienia, w ich religii został sprowadzony do roli postaci stworzonej przez ich fałszywego boga, jego anioła, który zbuntował się i za karę stał się brzydkim potworem reprezentującym ich wymyślone, moralne Zło.
Pomijając fakt, że posłaniec w postaci anioła nie mógłby się zbuntować, ponieważ buntu może dokonać jedynie wolna jednostka, to oczywistą jest nieprawdziwość takiej wersji Szatana.

Mroczni Bogowie stanowią Siły rządzące Wszechświatem od niezmierzonego czasu, ale w religii, która rządzi cywilizacją, są oni postrzegani jako niewarty uwagi śmietnik, a zamiast nich bezmyślnie czczą fałszywego nie-boga jakim jest Jahwe.
Jest to oburzające, ale niestety prawdziwe - większość ludzi, których codziennie mijamy ma taką właśnie wizję rzeczywistości. 
Są przekonani, że Dobro i Zło istnieją, oczywiście dla dokarmienia swojej potrzeby stagnacji i złudnego komfortu wmawiają sobie, że Dobro zniszczy Zło.
I niestety na nic się zdają próby poczynienia jakiejkolwiek zmiany, ponieważ zwyczajnie nie są oni w stanie pojąć tego, co do nich mówimy i odpowiedzieć na nasze niewygodne pytania.
Wolą zasłonić oczy i iść dalej, a zatem nie warto się nimi interesować.
Ich wizja rzeczywistości duchowej jest podobnie idiotyczna, co wizja Natury w oczach ludzi z Syndromem Bambiego.
Z rozbawieniem, lecz jednak nieodpartą frustracją wysłuchuję co ci ludzie mają do powiedzenia o satanistach.

Ty, Satanista, który przemierzyłeś już długą drogę, a jeszcze dłuższa przed tobą, zdobyłeś Wgląd w siebie i otoczenie, stale rośniesz w Siłę, Mądrość i Wolność, poznałeś Prawdę o Naturze, który masz kontakt ze swoimi Mrocznymi Bogami, czujesz ich energię, ich odpowiedzi i wzmacniający twoje praktyki prąd; nagle słyszysz od losowego mundańskiego obywatela, że jesteś nieświadomą jednostką, zepsutą i zmarnowaną, której trzeba pomóc w chrześcijański sposób...Dlaczego?
Bo tak im mówi ich religia, a oni - bez poszukiwań, wglądu i świadomości - odtwarzają ten wzorzec.
Nieświadomi nazywają świadomych zmarnowanymi, Owca nazywa Wilka słabszym od siebie...

To bardziej żenujące niż starcie doświadczonego astronoma z płaskoziemcą.

Jak zatem funkcjonuje skuteczny Satanista w tak nieprzyjaznym środowisku?
Zakłada maskę, nie wyłania się z cienia gdy nie jest to konieczne.
Snajper na wojnie robi wszystko by nie zostać zauważonym, ponieważ jego celem jest Zabić, a nie Pokazać Się.
Tak samo wygląda to w relacji między nami a światem mundanów.
Naszym celem jest rozwijać się, zdobywać wgląd i świadomość, zwyciężać i doświadczać na SWOJEJ, nie CZYJEJŚ ścieżce.
Dlaczego miałoby nas obchodzić co ma do powiedzenia podrzędna ludzka jednostka, która nie ma żadnego pojęcia na temat tego co robimy?
Nie należy ani się tym przejmować, ani nawet interesować - zamiast tego robić Swoje.

Dystans pomiędzy Nami a Nimi jest nieunikniony, jest to jeden z aspektów ceny za wiedzę i świadomość.
Wybraliśmy swoją drogę wiedząc, iż biegnie ona samotnym szlakiem.
Niewielu ludzi będzie chciało nas, a jeszcze mniej My będziemy ich chcieli.
Byliśmy i będziemy znienawidzeni, zatem warto pozostać w ukryciu, by mieć wstęp pomiędzy nich gdy zajdzie potrzeba.
Jeśli dobrze się ukrywasz owce nie powinny zauważyć, że jesteś wilkiem.

I na koniec do neofitów: ja wiem, że jest to frustrujące - jesteś ambitnym, rozwijającym się i wyzwolonym satanistą, odnalazłeś swoją ścieżkę i nie możesz pochwalić się swoim triumfem.
Każdy z nas na początku swojej drogi odczuwał potrzebę ekspresji, jest to naturalny proces.
Tak jak z innymi sferami życia: jeśli coś w nich osiągniesz to chcesz się pokazać.
Jednak niestety muszę zmartwić, jedyne co zyskasz to problemy lub nic.
Niektórzy się ciebie przestraszą, niektórzy nie zrozumieją co do nich mówisz, a pozostali będą mieli to w dupie jak całą resztę swojego nędznego życia.
Zatem zapamiętaj - nie warto.
Skoncentruj się na sobie, uczyń swój Satanizm introwertycznym, bo ostatecznie jest on Dla Ciebie, nie dla innych.
Prawdziwy Satanista nie potrzebuje głaskania po plecach i tłumu wspólnoty, wmawiającej mu jaki jest wspaniały - On sam powinien znać siebie.
Zaakceptuj tą wieczną samotność i obejmij ją, niech będzie ona świadectwem twojego Satanistycznego Życia, Buntu i wewnętrznej Przemiany.

A co przyniesie przyszłość to się okaże.

Czego by nie przyniosła, musisz pozostać Sobą i w zgodzie ze swoją ścieżką, choćby miało to oznaczać zerwanie relacji z całym światem - tak jak Satanista postąpiłby z każdą toksyczną relacją.

 

wtorek, 28 października 2025

NATURA ZŁA

W świecie zatrutym nazareńskim etosem i jego schematami, "dobro" i "zło" są nadmiernie przywoływane w przypadku wszelakich morlano etycznych dylematów.

Prawda jest jednak taka, że tak jak samo pojęcie moralności jest ludzkim tworem, czystą abstrakcją i pojęciem tak względnym jak tylko możliwe, tak również jego dwa najważniejsze filary takimi są.


Dobro i Zło nie istnieją poza subiektywną perspektywą, a iluzja ich istnienia skutecznie dławi ludzki potencjał.
Wobec tego Satanizm radykalnie zrywa z tymi bezsensownymi wzorcami, rezygnując całkowicie z pojęć Dobra i Zła.

(Osobiście używam słowa Dobry lub Zły wyłącznie w znaczeniu "udany/nieudany", tak jak zła decyzja, zły kierunek etc.)

Na potrzebę tego artykułu przyjmę jednak prawdziwość Zła w rozumieniu nazareńskim.

Jeśli przyjmiemy taki założenie dostrzeżemy cos interesującego - Natura jest Złem

Czasami zdarza mi się rozmawiać, bądź słuchać rozmów ludzi i poznawać ich poglądy na temat rzeczywistości.
Stosunkowo często daje się zauważyć, że ludzie w pewnych sferach zdają się mieć podobnie ekstremalne i okrutne poglądy co ja.
I opowiadają o nich z nonszalancją i uśmiechem na twarzy.
Rzecz w tym, że nie są satanistami. Mało tego, często są niereligijnymi nazareńczykami.
Jest to oczywiście przejaw tego co zdążyłem już zaznaczyć - to co zwane jest Złem w rzeczywistości leży w naszej naturze, wypływa z naszego wnętrza.
Głód krwi mamy we własnej krwi, a abstrakcyjna i subiektywna idea zwana Złem, w swojej konwencjonalnej odsłonie zdaje się być ulotną kurtyną, zza której coraz częściej widać prawdziwy ludzki charakter.
Ludzie lubią dominować, nierzadko lubią się znęcać, lubią przemoc i okrucieństwo.
I ciężko się temu dziwić, w głębi duszy niemal każdy nosi te pragnienia, a odpowiednio stymulowane wypływają na powierzchnię w najmniej spodziewanym momencie.
Gdy przekroczona zostanie granica, gdy spłonie lont wówczas człowiek, którego nigdy byśmy o to nie podejrzewali zamienia się w bestię.

Jest to również przykład tego co niezmiennie łączy nas z innymi gatunkami zwierząt - każdy z nas ma w sobie skrytą agresję.
Dzik odpowiednio sprowokowany może zmienić się w maszynę do zabijania. Nawet jeleń, zazwyczaj płochliwy i niegroźny gdy zostanie postawiony pod ścianą może doprowadzić przeciwnika do bram śmierci.

Ustaliliśmy zatem, że moralny wymysł zwany Złem jest fikcją.
Dlaczego zatem ludzie wciąż w niego wierzą? I co ważniejsze - chcą wierzyć.

Żeby zrozumieć tę kwestię trzeba prześwietlić przeciętnego mundana od podstaw.
Zdaje się bowiem, że w charakter mundanów nie wynika w pierwszej kolejności z ich wnętrza, a jest kształtowany przez otoczenie.
Ludzi postępujących w dany sposób, czasem nawet nie rozumiejąc dlaczego, którzy robią to bo ktoś kiedyś ich tego nauczył jest cała masa.
Wynika to z wszechobecnego konformizmu i tendencji do owczego pędu - pokłosia wpływu etosu nazareńskiego na kształtowanie się współczesnej kultury.
Naturalny ludzki indywidualizm i drapieżność, chęć wglądu w siebie i poszukiwań została upośledzona, zastąpiona przez postawy godne owiec na pastwisku.

Jest to spowodowane oczywiście iluzją komfortu jaki daje takie środowisko.
Człowiek niestety ma tendencję do popadania w stagnację, pragnienia pokoju i bezpieczeństwa nawet jeśli ceną za nie będzie ofiara z własnej autonomii i siły.
Ludzie nie chcą czuć zagrożenia, nie specjalnie lubią również wysiłek i determinację.
Wielu z nich uznaje, że w obliczu nowych możliwości można się obyć bez zmagań i przejść przez życie spokojnie, bez trudu.
Taka postawa prowadzi do stagnacji, a tym samym degradacji jednostek.
Postępujący w ten sposób ludzie uczą tych postaw swoje dzieci, przez co każde kolejne pokolenie pogrąża się głębiej w tej moralnej konwencji.

Nie bez znaczenia jest również to, że żyjemy w nazareńskiej, ewentualnie post-nazareńskiej cywilizacji.
Etos nazarejczyka nakłada bowiem kolejne ograniczenia na dynamizm życia, tym samym oddalając ludzi od ich własnej natury jeszcze bardziej.
Ewolucja i dążenie do siły przeważnie poza trudem i wysiłkiem pociąga również za sobą ofiary.
Gdy jest ona naszym nadrzędnym celem, a My sami najważniejszą personą w naszym życiu nie możemy przesadnie oglądać się na innych, nigdy nie możemy postawić czyjegoś dobra przed naszym.
Jeśli poświęcenie czegoś jest konieczne dla naszego rozwoju, wówczas powinniśmy tę rzecz poświęcić.
Jest to surowa lecz logiczna kolej rzeczy, która w nazareńskim etosie jest niedopuszczalna.
Tam króluje egalitaryzm oraz kult poświęcenia, jednak nie czegoś/kogoś a SIEBIE.

Gdy Satanista postawiony w sytuacji zagrożenia życia może uratować się jedynie poświęcając życie innej osoby - zrobi to.
Tymczasem wzorowy nazareńczyk, choćby była to całkiem obca osoba, powinien drogą swojego etosu wystawić siebie na ofiarę.
Według tej ideologii każdy człowiek jest warty tyle samo, a poświęcenie własnego życia za czyjeś jest zachowaniem pożądanym.
Jest to oczywiście nieprawda - każdy z nas samodzielnie wykuwa swoją wartość a życiem, które powinno być dla nas najważniejsze jest nasze własne.
Życie samo w sobie jest częścią natury, procesem którego wartość zależy od tego co w owym życiu zbudujemy.
Ponieważ tak - każde życie warte jest tyle samo, każde można pielęgnować i każde można przerwać.
Różni się natomiast wartość jednostek.
Życie moje i przeciętnego nazareńskiego mundana, czy nawet losowego ludzkiego odpadku ma tę samą wartość na poziomie biologicznym, lecz na poziomie duchowym/psyche Moje jest cenniejsze.

Słowa Blasfemii w czystej postaci!

Przedstawione przeze mnie podejście mimo, iż w społeczeństwie nazareńskim tak skandaliczne, to jednak po prostu Prawdziwe - wiem to ja i wiedzą to również oni.

Zatem pseudosatanistyczne grupy ateistów, często niewiele różniący się od nazareńczyków, próbujące udowodnić, że Satanizm nie jest zły mylą się.
Bowiem spoglądając na prawdziwy satanizm z perspektywy nazareńskiej moralności, a zatem również adaptowanej przez ateistycznych pseudosatanistów wynika jasno:

Satanizm jest Zły, Sataniści są Źli

Cała powyższa treść prowadzi do następującej esencji - tak długo jak ludzie będą wypierać tak zwane Zło, tak długo będą się z nim zmagać.
Jeśli kultura, etyka, obyczaje a nawet psychologia pozostaną przesiąknięte nazareńskim etosem i będą drżeć z przerażenia na samą myśl o tak zwanych Dark Personalities, wówczas nigdy nie zostanie zatrzymany proces społecznej degradacji.
Poglądy takie jak egalitaryzm i patologiczny humanizm prowadzą do bezwartościowej destrukcji, zamiast szerzyć twórczą destrukcję.

Jako przykład podać mogę morderstwo dokonane w USA na ukraińskiej dziewczynie przez recydywistę degenerata.
Człowiek, który dokonał tego zabójstwa przejawiał cechy ludzkiego odpadku, bezwartościowego życia i szkodnika, co więcej - dawał jasne sygnały służbom.
Trafiał i wychodził z więzienia wielokrotnie.
Gdyby tylko humanitarne owieczki nie bały się odebrać życia temu człowiekowi, wówczas on nie odebrałby go młodej dziewczynie, dokonując tej bezsensownej zbrodni.
Ludzie próbujący uciec od naturalnej selekcji mierzą się ze skutkami takiej decyzji - jednostki zdegenerowane, słabe i szkodliwe zatruwają społeczeństwo, często przeszkadzając silnym ludziom w realizowaniu ich celów.
Wszak ofiarą morderstwa z rąk takiego śmietnika może stać się obiecujący Satanistyczny Inicjowany, który mimo swoje sprytu i zdolności raczej nie ma szans przeżyć strzału w tył głowy w przypadkowej uliczce, a niestety tego można spodziewać się chociażby w USA.
Niestety tendencja ta zdaje się postępować - bardziej humanitarne metody egzekucji, bezcelowe wołanie o pokój na świecie i podobne zachowania są tego przejawem.

Ludzkość musi zatem otworzyć się na Naturę, a tym samym otworzyć się na swoje abstrakcyjne Zło, być gotowym na odstrzał, ofiary i w ten sposób napędzać ewolucję.
Przegraną jest bowiem strach przed samym sobą, przed nikczemnym obliczem, które w nas drzemie.
Podczas gdy nazareńczycy wzbraniają się przed Złem, kumulują je w sobie by następnie dawać mu się ponieść jak największej słabości, Sataniści eksplorują swoją nikczemną stronę, zgłębiają brutalność swojej natury i pielęgnują ją.
Karmienie Bestii i przyjaźń z nią przynosi skutek - jesteśmy bardziej opanowani, ogarnięci samokontrolą.
Potrafimy zdobyć wgląd i zapanować nad energią swego okrucieństwa, by następnie użyć go zgodnie z naszą wolą (na przykład by unicestwić wroga za pomocą Śmiertelnego Rytuału lub Cullingu)
Ewolucja i przemiana jest bowiem esencją Satanizmu, a Selekcja esencją Natury.
Jeśli dobrze przyjrzeć się samej Naturze zauważyć można, że analogicznie to co zwane jest powszechnie dobrem w niej nie obowiązuje.
Iluzoryczna ludzka empatia, współczucie, wybaczanie, pokój? Nic z tych rzeczy!
Nawet wszechobecna Miłość w Naturze przybiera inne oblicze.
Miłość jest narkotykiem, a nie rozwiązaniem, jednak odpowiednio użyta przynieść może wielkie i soczyste owoce, trzeba jednak umieć nią władać.
Ponadto Prawdziwa Miłość opiera się na negowanej przez pojęcia takie jak spokój czy bezpieczeństwo Pasji i Namiętności.
Miłość pozbawiona tej ostrej krawędzi, która pozbawia zaangażowane w związek jednostki możliwości rozwoju i wzajemnego poznania, zamiast tego jedynie rozmiękczając ich serca nie jest korzystna.
Ta prawdziwa jest zaś niewygodna, a mimo to tak pociągająca, ponieważ jest naszym Instynktem!

Wszystko co Naturalne, Wielkie i Namiętne jest niewygodne z perspektywy nazareńskiego etosu cywilizacji, jest Złem - testuje, selekcjonuje, prowokuje reakcję i wybuchy uczuć.
To co wygodne i Dobre, jest słabe i prowadzi do stagnacji.

Natura jest Złem, a Dobro nie jest Naturą

środa, 22 października 2025

CZARNA MSZA

Nie znam żadnego innego powiązanego z Satanizmem terminu (poza Satanizmem samym w sobie), który byłby bardziej niezrozumiany niż Czarna Msza.
Wokół tego pojęcia narosły niezliczone ilości błędnych interpretacji i oszczerstw, że nawet ciężko zebrać je wszystkie w jedno miejsce.

Czarna Msza jako pojęcie wywodzi się jeszcze z czasów średniowiecza, kiedy to funkcjonowała w formie oskarżenia jakie nazareński lud stosował na swoich wrogach wobec ich praktyk i czynów, bezmyślnie oskarżając ich o Satanizm.
Ofiarami takich pomówień padały przeważnie czarownice i ich sabaty, które zazwyczaj nie były nawet z satanizmem powiązane, lecz jak wiadomo nazareńczycy uwielbiają wrzucać wszystkich czarowników i czarownice do jednego worka.
Wychodzi więc na to, że Czarna Msza u samych podstaw jest terminem opartym na niedopowiedzeniach i niezrozumieniu.

Obecnie termin Czarnej Mszy w popularnym myśleniu używany jako synonim Satanistycznego Rytuału.
Nie mające pojęcia o sataniźmie nazareńskie masy uznają, że Czarna Msza to po prostu nazwa bazowa Satanistycznego Rytuału, co wynika zapewne z ich niezrozumienia samego satanizmu.
Z racji iż w ich wizji satanizm jawi się jako proste i płytkie odwrócenie ich własnej religii, wobec tego Czarna Msza jawi im się jako odpowiednik mszy chrześcijańskiej w owej religii.
Takie myślenie wynika oczywiście z jej nauk, jak również nazareńskiego schematu myślowego.
Ci ludzie mają tendencję do mierzenia wszystkich swoją miarą. Co to znaczy?

Znaczy to, że nie tylko widzą naszego Prawdziwego Szatana z perspektywy swojej biblijnej karykatury, ale również satanizm rozumieją według schematu: MY czcimy naszego boga w pokorze, modlitwie i na kolanach, zatem Sataniści również tak robią.
Czarna Msza jest z tego powodu rozumiana jako parodia mszy nazareńskiej.
Takie myślenie wynika nie tylko z niezrozumienia satanizmu, ale również niezrozumienia samego działania magii.

Zatem czym jest Prawdziwa Czarna Msza i jakie ma znaczenie?

Czarna Msza jest JEDNYM Z WIELU rytuałów satanistycznych, przyjmujących różną formę w zależności od tradycji.
Przede wszystkim jest to rytuał, który Satanista wykonywać MOŻE, a nie MUSI.
Jest to spowodowane tym, że Czarna Msza zalicza się do rytuałów Magii Zewnętrznej, podczas gdy osobisty satanistyczny rozwój duchowy (a więc to co stanowi jego główną oś) sprawowany jest przede wszystkim za pomocą Magii Wewnętrznej.

Rytuał ten jest czymś znacznie głębszym niż tylko parodią.
Jest on antagonizacją nazareńskiej energii, jej przemianą.
Energia nazareńska tworzona jest i rozsiewana każdego dnia, każdej godziny na całym świecie.
Tworzą ją sprawowane w kościołach nazareńskie rytuały, a konkretniej ludzie w nich uczestniczący.
Powstaje ona w chwili, gdy wiele osób o podobnych przekonaniach gromadzi się w jednym miejscu i z mniejszym bądź większym zaangażowaniem uczestniczy w takowej kreacji.
Wytwarzana w ten sposób energia nie tylko topi samych uczestników głębiej w nazareńskim duchowym bagnie, ale również zasila cały Egregor w postaci judeo-chrześcijańskiego etosu.
Ten etos, który jego wyznawcy noszą w sobie ma wpływ na cywilizację i kulturę, a konkretniej na jej stagnację i regres.

Ponadto jak doskonale wiadomo nazareński etos zaprzecza naturalnemu dla wszechświata i ziemskiego istnienia etosowi satanistycznemu.
Wobec tego funkcja Czarnej Mszy staje się jasna: jej celem jest dostrojenie się do owej nazareńskiej energii, by następnie szatańską siłą woli przekształcić ją we wrogą, nienawistną, satanistyczną energię.
Czarna Msza używa energii wytworzonej przez wierzenia nazareńskie by następnie wykorzystać ją przeciwko nim i ich wyznawcom.
Tak przekształcona energia jest kierunkowana tam skąd została pozyskana, tym samym uszkadzając etos nazareński i jego energię.

Rytuał Czarnej Mszy przybiera różne formy, jednak każda z nich zawsze zawiera główny element w postaci bluźnierstwa wobec chrześcijańskich ideałów oraz zniszczenia Artefaktu Nazareńczyka (konsekrowanej hostii, krucyfiksu etc.)
Taki artefakt zazwyczaj pozyskiwany jest w tym celu z nazareńskiego miejsca kultu, a to z uwagi na fakt, że te przedmioty bezpośrednio absorbują nazareńską energię.
Ich pozyskiwanie może ponadto stanowić formę osobistego wyzwania i transgresji, w postaci popełnienia przestępstwa kradzieży lub/i wandalizmu.

Dlaczego zatem przypisano jej tę właśnie kontrowersyjną, niedopowiedzianą nazwę?
Prawdopodobnie właśnie DLATEGO.
Wszelkie nazwy, imiona i terminy w magii są jedynie przyczynową, egzoteryczną formą stosowaną celem konkretnego wpływu na sprawujący magiczną praktykę umysł Maga.
Nasi Mroczni Bogowie nie mają imion, nie posługują się językiem ani żadnym z naszych Przyczynowych Zmysłów.
Stosujemy je jednak w komunikacji z nimi, a to ze względu na nas - jako ludzie jesteśmy istotami materialnymi, a więc nawet aspekty Bezprzyczynowy pobudzany jest w nas za pośrednictwem fizycznych bodźców.
Termin Czarnej Mszy został więc zaadaptowany przez Tradycyjny Satanizm, ponieważ doskonale oddaje naturę tego rytuału: jest on oczernieniem, zepsuciem i destrukcją nazareńskiej energii tworzonej podczas kościelnych mszy.

Jaki jest w tym cel? Celów jest wiele.
One również były przez wieki źle rozumiane, ponieważ ludzie nie znający Tradycji mają duże problemy z abstrakcyjnym, magicznym i duchowym myśleniem.
Z tego też powodu Czarną Mszę sprowadzano do roli parodii, lub w najlepszym przypadku walki z wrogiem.
Ta druga rola jest w zasadzie po części prawdą, ale jednak tylko po części.
Bowiem nie chodzi nam o walkę z wrogiem na poziomie płytkiego, biblijnego wyobrażenia.
Walka z wrogiem jest tutaj wyrazem Ducha Szatana.

Szatan w swej naturze reprezentuje ewolucję i zmianę, okupioną zniszczeniem, by na zgliszczach tworzyć.
Religie nazareńskie i cała nazareńska moralność poza owe religie wykraczająca jest w swojej naturze negacją tych wartości i naturalną przeszkodą, zarówno dla cywilizacji jak i manifestacji naturalnych energii.

Celem Czarnej Mszy nie jest więc błaha potyczka z wrogiem, co bezpośrednie ugodzenie w jego energię, spowodowanie w niej korozji. 
Ponadto jest ona przy tym środkiem do zemsty, pomszczenia naszych Mrocznych Bogów, których chwała została porzucona, by zrobić miejsce dla upokarzającego kultu nazareńskiego.
Tyczy się to w szczególności Szatana, którego energia jest ponadczasową esencją istnienia, a który w religii nazareńskiej stał się antagonistą ich boga.
Jest to przeinaczenie faktów, ponieważ to ich kłamliwy bóg-pasożyt jest wrogiem naturalnego satanistycznego etosu, a przede wszystkim upokarzają oni Szatana, sprowadzając go do podrzędnego anioła, stworzonego rzekomo przez ich bezwartościowe ścierwo znane jako IHVH.

Każdy Satanista wykonujący rytuał Czarnej Mszy przykłada swoją rękę do zmiany, jest jak uderzenie młotem w sypiący się i tak pod własnym ciężarem nazareński mur.
Jest to również dobry sposób na zdobycie doświadczenia i hartowanie satanistycznego ducha.
Przygotowanie takiego rytuału a następnie jego poprawne wykonanie, ukierunkowanie swojej nienawiści w destrukcyjny cel i podjęcie broni w tej ewolucyjnej walce pozwala na duchowe naostrzenie naszego charakteru.
Sprawując wszelkie Satanistyczne rytuały, szczególnie gdy korzystamy z energii przesyłanej nam przez samego Szatana, stajemy się w pewien sposób Jego częścią, przedłużeniem Jego oraz Naszej osobistej Woli.
Rytuały pokroju Czarnej Mszy lub szeroko pojętej Magii Eonicznej pozwala natomiast bezpośrednio wcielić się w Jego pozycję, objąć rolę kogoś na miarę Szatana, kto przyczynia się do kreowania przyszłości na skale szerszą niż jego własne Życie!

Czarna Msza jest również dobrym elementem treningu dla satanistycznych neofitów, którzy mogą w ten sposób zintensyfikować proces zrywania nazareńskich kajdan, które mimo bycia pozornie zerwanymi nadal mogą pałętać się gdzieś u jego stóp, zważywszy na wszechobecną nazareńską kulturę, w której się wychował.

Uważam, że każdy Satanista bez względu na poziom zainteresowania powinien mieć w swoim życiowym doświadczeniu wykonanie Czarnej Mszy.
Ugodzenie w duchowe ciało wroga, skopanie leżącego i umierającego nazareńskiego etosu, możliwość uzewnętrznienia swojej nienawiści i złości jest nie tylko satysfakcjonujące - ono buduje przyszłość!
Umożliwia szlifowanie satanistycznego charakteru bez względu na stopień wtajemniczenia, osłabia etos wroga i pozwala nam przywdziać buty naszego Szatana.

Szatan jest bowiem ewolucją, zmianą i Naturą.
Sprawując rytuał Czarnej Mszy stajemy jako jego wojownicy w obronie tych wartości, niszcząc to co stoi im na przeszkodzie, mszcząc się na nazareństwie, dążąc do przywrócenia praw Natury.

Czarna Msza jest rytuałem budującym i oczyszczającym nas, jednocześnie niszczącym i brudzącym znienawidzonych.
W trakcie jego trwania stajemy na wojennym froncie z naszymi Bogami, wspólnie zadając tortury i śmierć nazareńskiemu etosowi.
Jest to oczywiście tylko jeden z wielu satanistycznych rytuałów, jednak ze względu na jego "popularność" i równie wielkie niezrozumienie uważam, że warto poświęcić mu więcej uwagi, by dobrze zrozumieć jego cele.
Ta wiedza przyda się każdemu z was podczas jego wykonywania.

I pamiętajcie - żadnym zwycięstwem ani sztuką nie jest pokonanie wroga na płaszczyźnie przyczynowej. To, że zabudowali całą ziemię swoją pseudo-sakralną architekturą nie ma żadnego przełożenia na aspekt duchowy.
W tym aspekcie to My, skryci w Cieniu, zachowujemy pozycję na samym szczycie.
Niewielka, jednopokojowa Satanistyczna Świątynia jest warta duchowo o wiele więcej niż wypełniony duchowym szambem gigantyczny gmach gotyckiego kościoła nazareńskiego.
Kieruję te słowa do potencjalnych nowicjuszy, którym pozornie może się wydawać, że mają za mało.

Idealnym tego przykładem, jest element Czarnej Mszy w postaci zniszczenia Artefaktu Nazarejczyka.
Dobrze poprowadzona Magia potrafi wysłać duże pokłady niszczącej energii przy wykorzystaniu małego kawałka ciasta, lub wykradzionego z kaplicy krucyfiksu.
Chodzi o symbol, przyczynową formę, która ma na celu jedynie poprowadzenie naszej Woli.
Nie musimy w tym celu palić kościoła, jak to mieli w zwyczaju muzycy norweskiego Black Metalu w latach 90-tych chyba, że chcemy stać się łatwym celem dla służb.

Lepiej pozostać w Cieniu.

"Zwyciężyć nie oznacza tylko pokonać wrogów, ale przede wszystkim pozostać w zgodzie z samym sobą do końca" ~ Albruna, Ordo Arcani Diaboli






czwartek, 2 października 2025

BUNT - ESENCJA ISTNIENIA

Na początku był Chaos - pierwotny Chaos, uśpiona Czerń, która wypełniała przestrzeń czyniąc ją bezkreśnie pustą.
Gdy w tej ciężkiej do zwizualizowania przestrzeni zaistniał ruch, nastąpiła zmiana, po której nic nie było takie jak wcześniej.
Nastał Chaos Rozszalały - mknący naprzód prąd zmian i ewolucji, który tak jak wcześniejsza pustka wypełnił każdy cal obu wymiarów wszechświata.
Esencję owego Chaosu stanowi wydestylowany, czysty i wszechstronny Bunt - Szatan.
On właśnie, jako obdarzony czymś na kształt naszej świadomości wir Chaosu w sercu Mroku napędzał, napędza i po wieczność napędzać będzie rzeczywistość.
Pierwiastek Szatana dostrzec można w każdym aspekcie Natury, w każdym aspekcie Życia.
Obszar Jego wpływu wchodzi nawet na tereny nazareńskich owczych zagród, objawiając się buntem, sprzeciwem i walką.
Natury, z której się zrodziliśmy nie da się oszukać. Naturalny dla Ziemi i Wszechświata szatański duch godzi we wszelkie moralne pozory.
Choćby nie wiedzieć jak się opierali, większość nazareńczyków nie będzie zgodnie ze swoją doktryną klęczeć w przebaczeniu przed batożącym ich wrogiem. Chwycą oni za broń i będą walczyć zlani krwią i potem.
Ta właśnie Namiętność i Bunt są Esencją Istnienia. 
Żaden system, religia ani moralne absoluty nie są w stanie ich powstrzymać.
Choćby nie wiadomo jak bardzo ludzie wierzyli w "dobro" i "zło", choćby nie wiem jak chcieli być wypasani na łonie ignorancji, karmieni obietnicami pokoju i spokoju - Bunt i Wojna trwać będą zawsze, gdyż są naturalnym elementem życia.

Niedawno miałem możliwość obserwować dyskusję grupy osób na temat tezy: Bunt - siła destrukcyjna czy twórcza?
W milczeniu przysłuchiwałem się wymianie poglądów, od siebie dodając zaledwie jedno zdanie, zawierające odpowiedź - Bunt niszczy ale i tworzy, zawsze!

Ludzie, którzy ową rozmowę prowadzili (jak nietrudno się domyśleć) postrzegali destrukcję jako coś co nie powinno mieć miejsca, nie zdając sobie widocznie sprawy, że ich życie będzie wypełnione tym zjawiskiem nawet, jeśli tego nie zauważają.
Tworząc coś nowego, czyniąc zmiany niszczyć będą zastany, dawny porządek by na jego miejsce powstało coś nowego.
Jest to wyraz stałego i niemożliwego do okiełznania procesu ewolucji - zarówno naturalnej/ziemskiej jak i osobistej/wewnętrznej.

Każdy akt Buntu pociąga za sobą zmianę, nigdy nie pozostawia obojętnym.
Szatan jako najstarszy, ezoteryczny buntownik w dziejach uosabia ową ewolucję.
Nieposiadający żadnej ludzkiej emocji ucieleśnia On Chaos w czystej postaci, a każda istota żywa, będąca naturalnym miejscem przejścia pomiędzy światami (nexion) posiada w sobie jego pierwiastek.

Większość ludzi nie jest tego świadoma, inny wręcz wypierają go ze względu na nazareński sposób myślenia.
Pragną niemożliwej utopii, miłości i spokoju.
Taki stan rzeczy nigdy się jednak nie urzeczywistni - w naturze rzeczywistości leży walka, a za nią przemoc i zwycięstwo silniejszych.
Zamiast wypierać i zamykać oczy na Naturę można otworzyć się na nią, pozwolić jej się pochłonąć, stać się na nowo jej częścią.

My - Sataniści jesteśmy tymi właśnie ludźmi.
Nie oglądając się na moralne wymysły i zmagania ogarniętego iluzją tłumu eksplorujemy surową, nieumazaną ludzkim pędzlem rzeczywistość.
Poznanie rzeczywistości, choćby najcięższej i najbardziej przerażającej jest naszym życiowym celem.
Dowiadując się skąd pochodzimy, akceptując tę ukrytą, drapieżną stronę i przejmując kontrolę nad swym charakterem dosięgamy osobistej boskości.
Poprzez Czarną Magię, transgresję, poszukiwania i trudne satanistyczne pytania osiągamy Czarną Gnozę - najcenniejszy skarb.
Nasza ścieżka jest zazwyczaj sekretna, ukryta przed oczami ludu.
Tak było od zawsze i tak również pozostanie, ponieważ większość ludzi nigdy nie będzie gotowa na ciężką rzeczywistość, a ich wyobraźnia przeważnie będzie zbyt wąska, by ją pojąć.

Ludzie od wieków szukają odpowiedzi tam gdzie jej nie ma, ponieważ boją się łamać schematy.
Być może czują podświadomie, że żyją w bańce, jednak wybierają komfort przebywania w niej obawiając się tego co czeka ich na zewnątrz.
Ich życia omijają sfery Mrocznych Bogów - naszych nauczycieli o twardych rękach, których lekcje potrafią wyrwać nas z iluzji, pokazać kim naprawdę jesteśmy i kim możemy się stać będąc jednocześnie małym trybikiem w wielkiej, bezkresnej Otchłani.

Satanista nie może bać się prawdy, nie może zamykać się w wygodnym legowisku.
Zawsze wybiera on triumf i wiedzę, zamiast spokoju i umiarkowania.
Szatan reprezentuje ruch i postęp sprzeciwiając się stagnacji, do której większość ma tendencję.
Gdy człowiek staje się Satanistą, gdy przekracza granice, gdy porzuca "normalne życie" w imię wymagającego, namiętnego i mrocznego życia na pograniczu światów zauważa, że owi "normalnie żyjący" ludzie tak naprawdę toną w podstawionej rzeczywistości.
Z tego powodu powstaje wyraźny i realny podział: MY i ONI.

ONI stoją w miejscu, słuchają i powtarzają, konsumują co im podane, oddają się wyuczonym nawykom i kierunkom myślenia.

MY sprzeciwiamy się, poszukujemy, wnikamy i pragniemy wglądu.

Szatan jako nasz Mroczny Mistrz i esencja Buntu karmi nas energią do zmian i rozwoju.
Choćby ścieżka ta usłana była brutalnymi lekcjami i zniszczeniem, to będziemy w nią wyruszać.
Ci, którzy pragną odkrywać i zdobywać winni być gotowi na wszystko, a jak to w Naturze bywa - słabi odpadną, silni zostaną.

Vindex - człowiek płonący ogniem Szatana, człowiek o mrocznej duchowej empatii, buntownik i satanistyczny wojownik.
Ten wzór jest naszym celem, a każdy z Nas stanowi jego część.
Szatan jest iskrą, a Vindex ogniem - Czarnym Płomieniem, który w nas satanistach płonie i płonąć będzie póki my będziemy otwarci na iskry.
Niech płonie na wieczność!


Na zakończenie zacytuję polskiego poetę. 
Oto fragment z jego "Synagogi Szatana", w której wyjątkowo, ekscytująco trafnie wręcz opisał on sylwetkę Szatana mimo, iż nie był satanistą. A może?...



"On jest ojcem życia, rozwoju, rozmnażania i wiecznego powrotu. Nie zło bowiem, lecz dobro jest "negacją" Dobro jest negacją namiętności, z której wszystko powstaje. Dobro jest negacją życia, gdyż samo życie jest złem.
Szatan jest czymś pozytywnym, wiecznym samym w sobie. Prześladowany i niszczony odradzał się ciągle na nowo z własnych popiołów, piękniejszy jeszcze i potężniejszy niż przedtem. I ten wiecznie zwyciężany pozostał wiecznym zwycięzcą.
Szatan jest wiecznym złem, a wieczne zło jest życiem."

Stanisław Przybyszewski, "Synagoga Szatana" (1897)

Agios o Satanas!






środa, 24 września 2025

NARASTAJĄCY GŁÓD KRWI

Jako Satanista trzymam się jak najdalej od polityki.
Pomijam fakt, że swoim stylem życia spycham stanowienie wspólnoty ze stadem bezmyślnych owiec i co więcej wybieranie kto będzie mną rządził, ale przede wszystkim dlatego, że ciężko poza ogółem nazareńskiego systemu znaleźć przestrzeń tak obficie przepełnioną bredniami, utopią i wszelakiej maści przekrętami.
W politykę najlepiej grają ci zapatrzeni w zysk, udający jedynie emocjonalne zaangażowanie, potrafiący zmienić swoje poglądy gdy będzie to dla nich korzystne.
Zaś najbardziej podatni na tę grę pozostają ludzie, którzy w głębi duszy nie czują kontroli na tyle, że potrzebne im jest słowo pokrzepienia.
Nasze polskie wybory pokazały, że kto by tego słowa nie wypowiedział to będzie całowany po rękach dopóki pochodzi z zaakceptowanej przez owce partii. My zaś żyjemy w cieniu tej cywilizacji, od czasu do czasu pojawiamy się na nie swoim terenie by zasiać jakąś zmianę, jednak przez większość czasu pozostajemy na dobrowolnym wygnaniu.   

Niemniej jednak ostatnie okołopolityczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych zainteresowały mnie z perspektywy satanistycznej, a to za sprawą zauważalnej zmiany w mentalności cywilizacji zachodniej.   10 września w Utah rozległ się pojedynczy strzał, który za sprawą medialnego poruszenia do chwili obecnej i zapewne jeszcze przez jakiś czas wybrzmiewać będzie na całym świecie, a zapach rozlanej krwi wciąż wisi nad ziemią USA.   

Tego właśnie dnia na kampusie uniwersytetu Utah Valley odbywało się spotkanie z konserwatywnym chrześcijańskim nacjonalistą Charlie'm Kirkiem.
Jak na ironię człowiek ten miał na sobie koszulkę z hasłem "Freedom"...
Ze swojej wolności działania postanowił skorzystać ktoś inny - zamachowiec.
Zaledwie 20 minut po rozpoczęciu konferecji rozległ się strzał, aktywista osunął się na krześle, a jego biała koszulka skąpała się w strumieniu krwi, który niczym ze szlauchu rozlał się z dziury w jego szyi. Zarówno na miejscu zdarzenia, jak i później w całych mediach zapanowała panika.   

I tu zaczyna robić się ciekawie... W kałuży krwi wręcz natychmiastowo pojawiły się osoby, które niczym dzieci po deszczu zaczęły w niej wesoło skakać.  Mam na myśli filmy, które zalały media społecznościowe. 
Przeciwnicy Kirka tańczący w euforii, przepełnieni energią i radością nad stygnącym truchłem mężczyzny.
Czy to już się przypadkiem nie wydarzyło? I to stosunkowo niedawno?   

W zeszłym roku zakapturzony mężczyzna z zimną krwią zastrzelił na ulicy CEO amerykańskiej firmy zajmującej sie ubezpieczeniami zdrowotnymi United Healthcare.
Następstwo tego wydarzenia w mediach było zbliżone - ludzie wiwatowali, gratulowali, cieszyli się.  Jedyną różnicą jest tło wydarzeń - tam chodziło o walkę z hierarchizacją i wyrwanie z rąk biurokracji odpowiedzialności za swoje zdrowie, tutaj natomiast mamy do czynienia z manifestem politycznym.  To co łączy te sytuacje to głód krwi, który zdaje się wzrastać w amerykanach.
Głębszy sens tej sytuacji nadaje ponadto sama postać Charliego Kirka. 

Był on konserwatywnym chrześcijańskim nacjonalistą, uwielbionym przez amerykańskich prawicowych polityków.
Przy tym jednak warto nadmienić kluczowy dla tej sytuacji fakt - Charlie w swoich chrześcijańskich przekonianiach, na temat tego ze bez nazareńskiej religii nie ma cywilizacji był wielkim zwolennikiem POKOJU.
Dokładnie, pokoju - jednej z największych iluzji w jakie nazareński sytem wciąż ślepo wierzy.
Charlie głosił ze bez względu na poglądy chciałby, aby polityczne rozmowy odbywały się w pokoju. Facet mógłby na scenie sugerować swoim zwolennikom najgłupsze, najbardziej idiotyczne stanowiska, sugerować kobietom, że powinny rodzić dzieci swoich gwałcicieli, sugerować homoseksualistom, że ich występująca u innych niż człowiek gatunków orientacja jest powodem do wstydu, bo jego nienawidzący wszelkiej seksualności bożek tak "powiedział", a przynajmniej tak głosi jego etos.
I słuchając tego wszystkiego mielibyśmy go tolerować. 
Najlepiej przecież tolerować wszystkich...   

Zamachowiec czatujący z bronią na dachu raz na zawsze zamknął mordę temu człowiekowi.   Jeśli odejdziemy od myślenia czysto przyczynowego, ludzkiego, a skupimy się na bezprzyczynowym wówczas ujrzymy coś interesującego.
Na potrzebę opisu tego schematu ubiorę w skórę Charliego archetyp dawnego amerykańskiego systemu wartości. Charlie Kirk to ucieleśnienie chrześcijańsjiego zachodu, który połączony z kapitalizmem i spowitą oparami hipokryzji "WOLNOŚCIĄ", dominował w USA w minionych stuleciach.   Zamachowiec z Utah jawi się jako głos sprzeciwu nowej Ameryki, dając jasno do zrozumienia, że rządy iluzji dobiegają końca.
Oczywiście trzeba być głąbem zbliżonego kalibrem do omawianych postaci, żeby uwierzyć w odrodzenie naturalnego, satanistycznego wręcz etosu, ponieważ to z czym mamy do czynienia nazwałbym raczej post-nazareństwem.   

Nie zmienia to faktu, że owy głód krwi w USA jest właśnie niejakim zwycięstwem tegoż naturalnego dla Ziemi etosu. Czasy myślenia "Nie zgadzam się z tym co mówi/robi, ale nie toleruję wobec niego przemocy" zdają się mijać. Ilu to współchrześcijan cieszyło się z zabójstwa Kirka, dzieląc z nim jednocześnie swojego fałszywego, idiotycznego boga. 
I to w dodatku w chwili gdy cały jego etos zamienili w padlinę, upajając się radością z czyjejś śmierci. 

Widać gołym okiem, że ludzie podświadomie chcą oddawać się swojej krwiożerczej naturze, choćby niewiadomo jak się bronili. Wciąż będą wierzyć w głupie ideologie, wciąż będą strachliwi, niepewni i otępiali, ale natura zawsze wyjdzie na powierzchnię.   
Jest to mimo swoich niewielkich rozmiarów dość ożywczy moment, a przede wszystkim etap w historii. Stany Zjednoczone, a wraz z nimi cały świat ocieka krwią, jej strumienie leją się z różnych miejsc, jeden w odpowiedzi na drugi.
Bitwy i wojny trwają, a Szatan z owego buntu, poruszenia i konfliktu przeciwieństw zbiera swoje chaotyczne żniwo i nikt jemu ani Ziemi tego nie  odbierze, choćby nie wiadomo jak wierzył w "dobro" i "zło"

poniedziałek, 30 czerwca 2025

POTĘGA RĘKODZIEŁA W MAGII

Nie dokonam spektakularnego odkrycia gdy powiem, że największą wartość ma rękodzieło.
Jest to fakt, z którym ciężko dyskutować.
O czym byśmy nie mówili - ubrania, ozdoby, instrumenty muzyczne - te stworzone z precyzją i szacunkiem rękami ludzi zawsze będą górować nad tymi z masowej, mechanicznej produkcji.
Nie inaczej jest w magii z tym, że jak to zazwyczaj bywa, w zupełnie innym sensie...

Nie trzeba wiele wysiłku by znaleźć i nabyć wszelakiej maści magiczne utensylia. Kielichy, noże, kadzielnice, świece etc. Wszystkie je możemy z łatwością znaleźć w internetowych marketach.
Takie rozwiązanie często wybierają neofici, którzy nie są jeszcze obyci w nawet podstawowych założeniach magii.
Magia bowiem u swoich podstaw oparta jest na manipulacji, przekształcaniu, przemianie, a co za tym idzie - tworzeniu.
Wszelakiej maści działania magiczne niosą za sobą energię i w przypadku różnorakich przedmiotów nie jest inaczej.

Zatem według mnie pozyskiwanie magicznych przedmiotów w postaci masowo produkowanych produktów jest chodzeniem na łatwiznę i nieco mija się z celem.
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że każde nasze narzędzie do praktyki magicznej powinno być wykonane od podstaw naszymi rękami. Gdyby tak miało być to każdy mag musiałby przy okazji być kowalem, jubilerem i parać się wieloma innymi dziedzinami rzemiosła.
Sam posiadam wśród swoich narzędzi kilka kupnych przedmiotów.
Jednak tym co chcę przekazać jest niezwykła moc własnego wkładu w tworzenie magicznych przedmiotów.
Jako przykład posłużę się moją osobą.
Jestem człowiekiem zajmującym się szeroko pojętymi sztukami plastycznymi. Od lat wykonuję wszelakiej maści rękodzieło.
Zatem w swoim magicznym zbiorze posiadam wiele figurek, instalacji czy obrazków wykonanych własnoręcznie, a oprócz nich np. plecione z patyków pentagramy, malowane czaszki, świeczniki itp.
Co do narzędzi takich jak Athame, czyli jakby nie patrzeć jednego z podstawowych przedmiotów w praktyce magicznej, to oczywiście nie wykonałem swojego od zera - nie mam zdolności do obróbki metalu i wytwarzania narzędzi.
Jednak również tutaj postanowiłem dołożyć coś od siebie. Moje sztylety Athame są wykonane na bazie kupnych noży, które zostały przeze mnie przerobione poprzez umieszczenie przy jelcu małego odwróconego pentagramu oraz okręcenia rękojeści rzemykiem.
Jaki w tym cel?

Otóż każdy akt tworzenia, każdy wykonany przez nas przedmiot, każda stworzona sztuka niesie w sobie energię.
Szeroko pojęta sztuka od strony duchowej nie jest niczym innym niż dosłownym i jedynym sposobem na materializację naszej duszy.
W wytwarzanych przedmiotach utrwalamy naszą wizję, nasze emocje i samych siebie.
Zatem tworzenie narzędzi magicznych wypełnia je naszą bezprzyczynową energią, czyniąc je tym samym nieporównywalnie lepszymi i potężniejszymi od rozwiązań gotowych.
Oczywiście gotowe rozwiązania również są w stanie służyć świetnie, wszak każdy magiczny przedmiot przeważnie poddaje się rytuałowi konsekracji.
Jednak zawsze warto stawiać na rękodzieło gdy tylko jest to możliwe, nie tylko swoje ale również cudze.

I teraz ktoś mógłby westchnąć mówiąc: przecież ja nie mam żadnych zdolności manualnych.
Według mnie zdolność do tworzenia, czegokolwiek, jest w każdym z nas.
Zresztą nie ma to większego znaczenia, bowiem magia nie wymaga użycia materiałów za wielkie pieniądze i wyspecjalizowanych narzędzi.
Nawet te proste ale przygotowane z szacunkiem i oddaniem narzędzia mogą służyć świetnie.
To samo tyczy się ofiar dla wszelakich Duchów i Mrocznych Bogów.
Możemy obkładać ołtarz kwiatami, owocami, krwią i inną materią, a i tak będzie to miało moc niewielką, gdy zestawimy ją z potęgą jaką niesie za sobą wykonanie na przykład statuetki, obrazu, napisanie wiersza lub utworu muzycznego.
Tego typu dzieła, zawierające naszą energię, powstające za naszą sprawą zawsze mają największą wartość, bowiem powstają z zaangażowania i chęci, a to one są najbardziej cenione przez wszelkie istoty.

Moc tych przedmiotów wzrasta tym bardziej gdy dodamy do nich substancje o dużej magicznej mocy takie jak krew, kości czy kamienie szlachetne - ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia.

Satanizm Tradycyjny wiąże się nierozłącznie z tworzeniem. 

W tradycji ONA możemy znaleźć wzmianki o Złowieszczym Tarocie, którego talię każdy powinien na pewnym etapie przygotować samemu, samodzielnie malując obrazki w niej zawarte  posiłkując się jedynie wytycznymi co do mających się tam znajdować postaci czy obiektów.
Jest to ważny element Złowieszczej Tradycji, ponieważ stworzenie własnej talii kart i zaszczepienie w niej naszego ducha, poprzez tworzenie własnych interpretacji konkretnych jej elementów pozwala zajrzeć w siebie.

Każdy stworzony przez nas przedmiot magiczny, poza materializacją naszej duszy, zawiera w sobie również nasz osobisty przekaz, esencję naszej indywidualnej relacji z Tradycją i Mrocznymi Bogami.
Gdy otwieramy się na nich i zapraszamy do siebie, wówczas ich energia zaczyna zamieszkiwać naszą duszę.

Otworzywszy się na Szatana tworzymy z nim Jedność, Jego energia łączy się z Naszą energią. Sztuka nawiązująca do tego łącza pozwala uchwycić naszą więź w artefakcie, który później może być bardzo pomocny w Inwokacji.

Zatem krótko i dosadnie zachęcam wszystkich:

Twórzcie!

niedziela, 22 czerwca 2025

WYPRAWA MAGICZNA

 A więc rozpoczęło się lato!
Dym świec i zapach kadzideł po wczorajszych celebracjach wciąż niesie się w powietrzu.
Z okazji Przesilenia Letniego chciałbym opisać po krótce moją satanistyczną wyprawę magiczną, w ramach wyżej wspomnianej celebracji.
Nie będę unosił nadmiernie kurtyny mojej praktyki ze względu na introwersję Satanizmu, podzielę się natomiast ogółem historii, jak również kilkoma zdjęciami, które mam nadzieję będą inspirujące.
(rozmycie niektórych zdjęć jest zamierzone)

 Zapraszam!



Cała wyprawa odbyła się pieszo. Jej przebieg był nieco inspirowany tzw. Dark Pilgrimages, o których przeczytać możemy w pismach O9A.

Wędrówkę rozpocząłem w okolicach godziny 13:00
Już od pierwszych kroków dało się odczuć wagę mojego ekwipunku.
Mój plecak był bowiem wypełniony po brzegi.
Znalazły się w nim przede wszystkim satanistyczne utensylia, jak również zapas wody, prowiant oraz kilka innych niezbędnych przyborów.
Ubrany byłem od stóp do głów na czarno.
Na szyi zaś miałem swój naszyjnik z pentagramem, oraz drugi z Satanistyczną Swastyką (ze względu na czekające mnie tego dnia zjednoczenie ze Słońcem i bóstwem, którego owa swastyka w różnych wersjach jest symbolem)

Wyruszywszy w drogę czułem ekscytację, jednak póki co nie zagłębiałem się jeszcze w żadną praktykę, ponieważ do miejsca docelowego pozostało mi do przejścia około 4 kilometrów.
Szedłem naprzemiennie lasem i terenem miejskim.
Po cichu snułem refleksje na tematy okołomagiczne, jak również na temat tego typu samotnych wycieczek.
Skupiałem się na celu mojej wyprawy, a owym celem była Sataniczna Celebracja Sabatu Litha, oraz zjednoczenie z Naturą, kolejny mały krok w mym rozwoju.
Po około godzinie drogi dotarłem do stacji kolejowej w niewielkiej miejscowości.
Droga do niej wiodła przez las, pomiędzy szumiącymi od gwaru mrowiskami.
Przez cały czas koncentrowałem się na Naturze i Mrocznej Bogini Baphomet, której łono przemierzać miałem przez kolejne godziny.

Przeszedłem przez tory i ruszyłem dalej.
Po około 15 minutach marszu wzdłuż ulicy opuściłem teren miejski i znalazłem się u bram wielkiego lasu, który to miał być centrum mojej wyprawy.

Witając Duchy lasu i nucąc pod nosem Satanistyczne Błogosławieństwo ruszyłem przed siebie.



Idąc wzdłuż szerokiej ścieżki co rusz mijałem ogrodzenia wydzielające strefy leśnych upraw.
Ludzi nie było zbyt wiele, jednak mijając którąś już osobę zdecydowałem się zejść z głównej drogi pomiędzy drzewa. Jak zdecydowałem tak zrobiłem!
Moim kolejnym celem był duży teren podmokły, na którym znajdowało się niewielkie jezioro (choć jak miało się okazać później mało z owego "jeziora" zostało)



Las, w którym się znajdowałem był strefą silnie zmilitaryzowaną. 
Na jego terenie znajdują się zarówno stare bunkry z czasów wojny, jak również współczesna jednostka wojskowa ze strzelnicą. Owa jednostka odegra jeszcze pewną rolę, jednak na tą chwilę dawała o sobie znać jedynie poprzez słyszane co jakiś czas z oddali strzały.
Zatrzymałem się i usiadłem na wygiętym pniu brzozy, medytując przez chwilę nad otoczeniem i Ziemią.
Pozdrowiłem Duchy otaczającej mnie przyrody i wykonałem Satanistyczne Błogosławieństwo, tym razem już za pomocą mojego Athame.

Po około 15 minutach dalszej drogi dotarłem do wspomnianego jeziora. To co ujrzałem nieco mijało się z wyobrażeniami. Jezioro, które widziałem na mapie było na obecną chwilę pełnym błota bagnem, co nie ujęło wcale jego specyficznemu urokowi.
Nad jeziorem krążyły roje ważek, a gdy tylko się do niego zbliżyłem nagle znikąd wyskoczyło kilka żab i dało susa prosto do wody. Jakby tego było mało moment później spod nadbrzeżnego konaru, poruszając się zgrabną lokomocją serpentynową wyszedł wodny zaskroniec, znikając po chwili w odmętach czarnej wody.
Przyjemne spotkanie z wodną fauną.
Usiadłem na zwalonym pniu naprzeciw jeziora by napić się i zjeść jabłko.
Ogryzek ułożyłem obok pnia, ponieważ zauważyłem gromadę mrówek. 
Uznałem więc, że może na tym skorzystają.
Ruszyłem dalej...



Po kolejnych 15 minutach spaceru chód stawał się bardziej męczący, a to ze względu na powierzchnię.
Znalazłem się na piaszczystym terenie, co nie było dziwne z uwagi na to, że byłem u stóp wydmy.
Wkraczając na wydmę postanowiłem zdjąć buty.
Dla wygody? Także, ale przede wszystkim dla zjednoczenia się ciałem z Ziemią.
Przestrzeń ta była do tego odpowiednia, ponieważ w piasku nie spodziewałem się raczej niemiłych niespodzianek, jednak wciąż miałem baczenie na potencjalne szkła...
Irytującą myślą był sam fakt konieczności uważania na takie rzeczy, jednak wiadomo do czego zdolni są degeneraci.





Po kilku minutach przemierzania wydmy zdecydowałem się zejść z niej w gęste zarośla.
Około 100m w głąb, stojąc na nieuczęszczanej (sądząc po stanie roślinności) drodze, dostrzegłem miejsce, które wydało mi się odpowiednie do pierwszego z dwóch zaplanowanych na ten dzień rytuałów. Dochodziła godzina 16:30.

W małym zagajniku, oświetlonym spomiędzy drzew promieniami słońca rozłożyłem ołtarz.
Rozpocząłem rytuał...
Spędziłem w tym miejscu kolejną godzinę wykonując Inwokację do Demona Soratha - emanacji wielkiego Solarnego bóstwa, znanego chociażby przez Słowian jako Swaróg.
Wykonałem Medytację i złożyłem ofiary.
Efekty tej rytualnej pracy pozostawię dla siebie, wspomnę jedynie, że kilkukrotnie rozpraszały mnie odgłosy z jednostki wojskowej, jednak samą Inwokację uważam za udaną.
Poczułem potęgę Słońca oraz wcieliłem się w żniwiarza.
A taki był cel.
Zebrałem swoje rzeczy, ołtarz i ruszyłem dalej.



Oddaliłem się od wydm idąc dalej boso przez piaszczystą drogę.
Schodząc z niej zatrzymałem się by założyć buty, a wtedy dostrzegłem siedzącą na kawałku gałęzi, wpatrującą się we mnie (a przynajmniej taką iluzję tworzyły plamki na jej ciele) gąsienicę Widłogonki Siwicy.




Moim kolejnym punktem na mapie było stare wyrobisko, które na mapie było jeszcze pokazane jako zbiornik wody, jednak obecnie znajduje się tam pustynia, wymieszana z iście stepowym krajobrazem.









Przemierzając ten teren, czując we włosach ciepły wiatr i przyglądając się z wolna obniżającemu Słońcu poczułem nostalgiczny, melancholijny klimat.
Rozmyślałem nad tym, że moja wyprawa jest tak samotna jak satanistyczna praktyka, która jest drogą do przebycia samemu, bez niczyjej pomocy.
Poczułem jak daleko jestem zarówno od początku, jak i końca.
Będąc niemal w centrum mojej drogi poczułem zadumę i zachwyt przepływający przez moją duszę.
Odwróciłem się obok niewielkiego drzewa o powyginanych korzeniach i rzuciłem ostatnie spojrzenie na tę malowniczą okolicę, by chwilę później zniknąć w zaroślach.


Kilka minut później, po przebiciu się przez gęste krzaki trafiłem na dojazd pożarowy.
Idąc nim przez około 10 minut zobaczyłem w oddali ogrodzenie z żółtą plakietką.
Oczywistym było, że to granica terenu wojskowego.
Jednak to co czekało mnie chwile później dość mocno mnie zaskoczyło.
Ogrodzenie biegło wzdłuż wielkiej, piaszczystej drogi pokrytej śladami gąsienic.
Od razu było widać, że ciągnie się na przynajmniej 2-3 kilometry.
A była to moja jedyna trasa.
Ponownie, tym razem głównie dla wygody, zdjąłem buty i ruszyłem przed siebie.
Po drodze zatrzymałem się raz aby zjeść, a cała droga przebiegła bez ciekawych wydarzeń.

Po około godzinie męczącej wędrówki, czując już przemożnie ciężar mojego bagażu i wrzynające się w moje barki ramiona plecaka dotarłem do rozdroża.
Dzięki Szatanowi!
Wreszcie, po 2 kilometrach trasy po piachu, skręciłem w spokojniejszą, bardziej zalesioną drogę.
Tam usiadłem na zlokalizowanym po środku wrzosowiska kamieniu i wykonałem niedługą medytację.
Chwilę po niej rozpocząłem poszukiwanie miejsca do finalnego rytuału.
Wybrałem na nie niewielką płaską przestrzeń pomiędzy sosnami.
Na usłanej szyszkami ściółce rozłożyłem ołtarz.
Tym razem czekała mnie docelowa Celebracja Sabatu Litha, w towarzystwie Mrocznych Bogów.
Przygotowałem siebie, ołtarz i rozpocząłem rytuał.


W pewnym momencie rytuału, kilka minut po jego kulminacyjnym momencie i tym samym rozpoczęciu lata usłyszałem ruch w krzakach nieopodal.
Usiadłem nieruchomo nasłuchując i obserwując.
Po chwili spomiędzy roślin wyłonił się zając.
Rozejrzał się i ruszył w moją stronę.
Minęła około minuta odkąd go dostrzegłem, a teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy z odległości raptem kilku metrów.
Przyjrzał mi się i powoli oddalił, ale nie wyglądał na przestraszonego.
Czyżby przyciągnęła go energia mojego rytuału, Szatan, Bogini?
Któż to wie...

Zakończyłem rytuał i zebrałem swoje rzeczy po czym ruszyłem w drogę powrotną.
Przede mną było kilka kilometrów pieszej wędrówki.
Słońce zachodziło a dzień ustępował nocy.
Moją ostatnią drogę tego dnia przecięły dwa niezwykłe spotkania z dziką przyrodą.

Zaledwie kilkanaście minut po opuszczeniu miejsca rytuału ścieżkę przecięła mi klępa z młodym łoszakiem.
Początkowo myślałem, że znowu spotkałem spacerujących profanów.
Już prawie zdążyłem się zirytować naruszeniem mojej samotności, gdy okazało się jak bardzo sie pomyliłem.
Pomyłka zaszła bowiem przez kolor sierści łoszaka, która w swoim kasztanowym brązie lśniła na czerwono, a ja uznałem to za czerwoną koszulkę pieszego lub rowerzysty.
Łosie uciekły na mój widok między drzewa, jednak jak to one mają w zwyczaju po odbiegnięciu klępa odwróciła się i patrzyła...
Ja na nią, ona na mnie.
Staliśmy tak otoczeni ciszą lasu przez około minutę, po czym oddaliłem się.
Klępa wciąż nieufna wpatrywała się we mnie w dalszym ciągu, jednak czy odbiegła? To już mogły widzieć tylko moje plecy.

Przez kolejne 2 kilometry słyszałem z różnych stron niezidentyfikowany dźwięk, coś na pograniczu chrząknięć niedźwiedzia i ryków godowych jelenia.
Podejrzewam, że pochodziły z jednostki militarnej ale pewności mieć nie mogę.

Około 3 kilometry od spotkania z łosiami wyszedłem na drogę obok ogrodzonej polany, gdy nagle ni stąd ni z owąd otoczyła mnie chmara nietoperzy.
Kilkukrotnie schodziły praktycznie do ziemi by po chwili podrywać się do dalszego lotu, zmuszając mnie do zrobienia kilku uników.
Chwilę później rozleciały się w swoje strony, a ze mną pozostało tylko kilka buczących nad moją głową guniaków czerwczyków.
Około kilometr dalej zobaczyłem przed sobą żeliwne barierki, wyjście z lasu.
Moja podróż dobiegła końca.



Ostatkiem sił w nogach doczłapałem na przystanek autobusowy, by skierować się w dalszą drogę, teraz już do domu.

Przesilenie Letnie zostało uczczone, cele wyznaczone i lato powitane.
Była to wyjątkowa podróż zarówno egzoterycznie, jak i przede wszystkim ezoterycznie.
Oby więcej takich i bardziej udanych w przyszłości.
Zachęcam każdego Adepta satanizmu lub innej formy magii do podobnych aktywności.
Przynoszą one nowe doświadczenia i inspiracje, a nad tak zebranym duchowym materiałem nic tylko pracować dalej!

Agios o Satanas! Agios o Baphomet!

sobota, 3 maja 2025

ARTYKUŁ SPOD SZYLDU: Falcifer's Watch, Nexion ov Satanas

Witam czytelników, dziś miast własnego tekstu chciałbym podzielić się artykułem spod szyldu Falcifer's Watch, Nexion ov Satanas, w którym dwie z moich własnoręcznie wykonanych figurek "miały przyjemność" się pojawić. Artykuł dotyczy tematu Ołtarzy oraz właśnie ołtarzowych Idoli i w takim kontekście zostały one przytoczone. Zapraszam!

https://sinistertradition.substack.com/p/practical-altar-keeping?r=4d4s4k&utm_campaign=post&utm_medium=web&triedRedirect=true

Sirius al-Ghul - Practical Altar-Keeping

CURSUM PERFICIO

Każdy Prawdziwy Satanista powinien zdawać sobie sprawę z tego, iż po przekroczeniu pewnej linii jego życie zostanie owładnięte Tańcem Transf...