Od jakiegoś czasu zaobserwować można narastającą po cichu paranoję w obawie przed potencjalnym wybuchem wojny.
O ile obawy te są w zasadzie uzasadnione, a przezorność w tej kwestii w pełni aprobuję, o tyle moją uwagę nie po raz pierwszy zwracają zjawiska wykraczające poza instynkt przetrwania, mające swoje korzenie w nazareńskiej zgniliźnie kulturowej.
Mam na myśli oczywiście nastroje ideologiczno-moralne jakie towarzyszą społeczeństwu w obliczu hipotetycznego konfliktu.
Pacyfistyczna ideologia oraz naiwna myśl o możliwości powstrzymania wojen i wymazania ich z przyszłości jest stałym elementem światopoglądu przeciętnego mundanina.
Jest to rzecz jasna spowodowane kulturą i ideologią, w której tenże przeciętny mundanin został wychowany.
Etos współczesnej cywilizacji zachodu został wieki temu zdeformowany poprzez uczynienie jej kamieniem węgielnym ideologii bazującej na klasycznej filozofii grecko-rzymskiej i chrześcijaństwie.
Te wpływy zdefiniowały konwencjonalną, dominującą moralność oraz stały się wykładnią tego co dobre, a co złe.
Wraz z postępem technologicznym i urbanizacją, oraz z powodu braku pielęgnacji i kontemplacji Natury we wspomnianym etosie, ludzie zaczęli coraz mocniej oddalać się od korzeni, a tym samym coraz łatwiej wierzyć w słuszność wpojonych im idei oraz możliwość realizacji nawet najbardziej nierealnych z nich.
Jednym z takich nierealnych poglądów, na który ludzie (podobnie jak na wszelką moralność) wciąż się nabierają jest Pacyfizm.
Ideologia o wzajemnej miłości, pokoju, słownym rozwiązywaniu konfliktów, a najlepiej całkowitym ich braku.
Dla śniących o dobru i pragnących przeżyć życie bez cienia dyskomfortu brzmi to pięknie, dla mnie natomiast obrzydliwie.
Jako Satanista Tradycyjny nie tylko uważam zasadę Pathei Mathos za jedną z najmądrzejszych i esencjonalnych dla ścieżek pokroju Satanizmu, ale również w pełni akceptuję Naturę i Jej realia takimi, jakie są.
Ci pogrążeni w iluzji wierzą jednak, że bólu można się pozbyć. Jest to bardzo wygodne założenie z ich perspektywy.
Przekonywanie siebie samego oraz innych, że ból, którego wszyscy oni się boją, jest tylko karą za grzechy i wyrzekając się Natury można mu uciec jest dla nich złudną nadzieją, że kiedyś będzie im lepiej.
Taka postawa jest wyrazem kilku koszmarnie niekorzystnych dla realizacji osobistego potencjału cech:
1. Strachu przed jakimkolwiek zaburzeniem własnego komfortu - a więc tym samym strachu przed Życiem, którego struktura oparta jest na walce, zdobywaniu, podboju i zawsze obecnej niepewności.
2. Wiary w kłamliwy etos nazareńskiej cywilizacji, negujący prawa Natury, a tym samym utrzymujący zawierzonych mu ludzi w wiecznym dystansie od Jej prawdziwego oblicza.
3. Mniej lub bardziej świadomej niechęci do tego co ziemskie i naturalne, a więc zupełnego niezrozumienia Rzeczywistości, oraz idącej za tym chęci wyzbycia się tego co daje Życie.
Nie ma bowiem Życia bez wojny, podboju, działania i bólu; oraz Rozwoju bez rewolucji, ryzyka, kreatywności i geniuszu.
Pacyfizm jest jedną z najbardziej nieudolnych i naiwnych idei o jakich słyszałem.
Nie tylko uważam jego założenia za niemądre, ale przede wszystkim ułudne, niemożliwe do realizacji.
Żeby się o tym przekonać wystarczy obserwować dziką Naturę, która swoimi mechanizmami upokarza ideologię omawianych jednostek, a je same potrafi oburzać.
Zarówno w mikro i makro świecie przyrody dostrzeżemy nieustanną walkę o dominację, okupioną ofiarami, stratą i zniszczeniem.
Owe zniszczenie jednak nigdy nie owocuje stratą, trzeba jedynie umieć spojrzeć z szerszej perspektywy.
Drapieżniki by przeżyć muszą nieustannie atakować, ścigać i zabijać roślinożerców, a ci usprawniać muszą swoje strategie obronne, by przeżyć.
Podczas pogoni ofiarą prawie zawsze pada również najsłabsze ogniwo - osobnik chory, stary lub po prostu o najsłabszej kondycji.
Predatorzy eliminują najsłabsze ogniwo nie ze wspaniałomyślności, lecz wyrachowania - mniejsza szansa niepowodzenia lub kontuzji, a zatem większa szansa na sukces.
Matki niemal wszystkich gatunków, zarówno ssaków jak i ptaków lub gadów, instynktownie eliminują swoje potomstwo, które okaże się w jakiś sposób wadliwe, do czego są ewolucyjnie przystosowane, potrafiąc poznać upośledzonego noworodka nawet po zapachu.
Robią to, aby kosztem jednego osobnika, który nie miałby szans na przetrwanie, zwiększyć owe szanse dla siebie i pozostałych dzieci - zabite młode np. lwa, jest zazwyczaj zjadane przez matkę, by po pierwsze nie zjedli go padlinożercy, a po drugie (ważniejsze) by zyskać dodatkową energię i składniki odżywcze potrzebne do opieki nad dziećmi oraz produkcji mleka w przypadku ssaków.
Robotnice szerszeni dedykują natomiast swój żywot królowej gniazda. Czynią to, ponieważ zapewnia im to pośredni sukces własnych genów - bronią gniazda i dokarmiają swoje rodzeństwo w fazie larwalnej, ponieważ w przyszłości to jemu przyjdzie stać się nowymi, płodnymi królowymi.
W imię królowej szerszenie bez wahania oddają swoje życie, a dla zapewnienia jak najlepszego pokarmu larwom dokonują nie tylko zabójstw na innych, napotkanych owadach, ale również są zdolne do skoordynowanych ataków.
Szerszenie przeprowadzają bowiem istny Blitzkrieg, którego celem są pszczele ule.
Kilka szerszeni potrafi wymordować podczas takiego nalotu kilka tysięcy pszczół.
Robią to dla skarbu, który znajduje się w środku - bezbronne i pożywne larwy.
Podobnych ataków potrafią dokonywać również mrówki, a ich celem są inne kolonie. Z zajętych mrowisk owady biorą nawet zakładników, którzy następnie niewolniczo pracują dla nieswojego rodu.
Te działania jednak mają swój wymiar ponadjednostkowy, bezprzyczynowy. Tym wymiarem jest schemat, który rządzi Naturą całego Wszechświata, a jego akauzalnym źródłem jest nie kto inny, jak sam Szatan.
Tym mechanizmem jest Chaos i jego manifestacje, z których każda wyraża ten sam schemat - irracjonalny, szaleńczy i nieokiełznany pęd do zmiany, ewolucji i rozwoju.
Na naszym ziemskim globie, w sferze przyczynowej ten schemat przybiera formę konstruktu, znanego nam jako Selekcja Naturalna, choć w zasadzie jest ona już końcowym skutkiem tego procesu.
Za nią stoi bowiem dokładnie ta sama zasada - pierwotna Siła, pchająca ewolucję do przodu, napędzająca i odżywiająca ją.
Jest to siła gwałtowna, nieobliczalna, przybierająca różne formy i obierająca różne kierunki w swym działaniu.
Wszystkie te zdarzenia zmierzają ku jednemu - wiecznej Transformacji.
Dlaczego jednak zdecydowałem się na tak długie opracowanie Energii leżącej u podstaw Natury Bytu?
Ponieważ zrozumienie tej energii jest esencjonalne i kluczowe dla zrozumienia faktu konieczności i wieczności zjawiska Wojny.
Wojna, którą znamy, jest niczym innym jak współczesnym, ludzkim odpowiednikiem tych samych schematów, które rządzą w Naturze.
Dla wielu jest to ciężkie do wyobrażenia, ze względu na wyraźne różnice pomiędzy działaniem człowieka, a innych zwierząt.
Celowo więc zdecydowałem się na zabieg ubrania działań owadów (tak bardzo zdawałoby się obcych człowiekowi) w typowo "ludzkie" pojęcia, takie jak: zabójstwo, niewolnictwo, zakładnicy oraz Blitzkrieg.
Czym bowiem różni się nalot Messerschmittów od ataku szerszeni na pszczele gniazdo?
Różni się jedynie skalą i poziomem zaawansowania zastosowanych środków.
Ataki szerszeni na gniazda pszczół przytoczyłem szczególnie wyraźnie, bo nie widzę lepszego i bardziej wymownego porównania do ludzkiej wojny.
Z jednej strony mamy ludzi, a z drugiej zdawałoby się nic nie znaczące (dla idiotów) owady, a jednak motywacje, przeprowadzone działania oraz ich skutki są niemalże takie same.
W obu przypadkach mamy do czynienia ze skoordynowanym atakiem, zazwyczaj lepiej przygotowanego oprawcy na słabsze ofiary. Mamy do czynienia z krwawą i brutalną walką, zaciętą defensywą, która nawet jeśli przyniesie zwycięstwo będzie kosztowała wiele żyć.
Gdy jednak zakończy się przegraną skutki będą katastrofalne. Wróg kroczyć będzie pomiędzy tysiącami jeszcze ciepłych trucheł, by zabrać to po co przyszedł.
Bowiem zarówno w przypadku ludzkich wojen oraz nalotów szerszeni, mord i tysiące ofiar nie są nawet celem ataku. Są jedynie konieczną do odwalenia mokrą robotą, która umożliwi osiągnięcie prawdziwego celu - zdobycia surowców, pożywnych larw, terytorium obcego państwa, przejęcia cudzego gniazda.
Wojna i związane z nią okrucieństwa są wpisane w naturę Wszechświata czy tego chcemy, czy nie.
Brutalność Natury jest częścią Jej Doskonałości, Wieczności i Piękna.
Nazareńczycy w swoim rozumowaniu postępują żałośnie.
Pomijam już fakt bezczelnego przypisywania owej Natury swojemu zmyślonemu, wstrętnemu pseudobogu, ale szczególną kpiną jest wybiórcze podejście.
Dziełem "Boga" jest tylko to co ładne, przyjemne i miłe (z perspektywy rzecz jasna WYŁĄCZNIE człowieka, dla którego PRZECIEŻ cały Wszechświat został stworzony), zaś wszystko co trudne, bolesne, niewygodne i przerażające jest winą grzechu pierwszych ludzi, winą Szatana i wielkiego ZŁA.
Według nich w Naturze wciąż można dostrzec "piękno" boskiego stworzenia "dokonanego" przez ich jahwe, ale wszystko to jest przykryte płaszczem grzechu i Zła
ŻAŁOSNE...
Wracając do Prawdy.
Całością mojego tekstu mam na celu uwydatnić bardzo niewygodne, lecz bardzo prawdziwe stwierdzenie - Wojna jest nie tylko naturalna, ona jest KONIECZNA.
I tak, brzmi to może paskudnie, ale czy na pewno?
Niechęć do globalnej wojny, spowodowanej politycznymi nieporozumieniami jest jak najbardziej uzasadniona, chociaż mało kto rozumie dlaczego. Większość ludzi reaguje strachem instynktownie, co również ma swoje uzasadnienie.
Każdy konflikt, niezależnie od formy, niesie za sobą ryzyko straty i porażki. Konflikt będący poza naszą kontrolą jest natomiast czymś, co drogą pierwotnego instynktu przetrwania budzi lęk.
Mało kto w momencie obawy o własne życie będzie myślał o abstrakcyjnych ideach takich jak naród.
Każdy skupi się na przetrwaniu swoim i swoich bliskich, bo z perspektywy biologicznej tylko oni powinni go obchodzić. Oczywiście mamy wiele zaprogramowanych abstrakcyjnymi ideami moralności czy państwa jednostek, które będą gotowe za flagę i godło ryzykować życiem.
Osobiście nie żywię pogardy do zjawiska Wojny.
Jako Satanista o rozwiniętym Wglądzie jestem z nim pogodzony i oswojony.
Dobrze rozumiem (i stale poznaję głębiej) motywacje, które stoją za jego występowaniem, oraz naturę samego zjawiska.
Z lubością wojuję, sam ze sobą oraz z innymi. Jestem gotów wszczynać konflikty, zarówno między jednostkami jak i całymi grupami ludzi.
Walka jako bezprzyczynowy żywioł jest przeze mnie wręcz ukochana, a to ze względu na Jednię z Szatanem, który JEST ową Walką, jest Rewolucją i Zrywem.
Uwielbiam patrzeć jak wszystko płonie, bo wiem, że w tym ogniu wykuwa się Zmiana, Ponadosobowa Zmiana. Dopóki wojny, konflikty, rewolucje i strajki trwają; naturalny Sataniczny Duch w jednostkach pozostaje żywy mimo, iż jest u nich w zaniku.
Nie obchodzi mnie los przypadkowych ludzi. Są mi tak samo obcy jak inne organizmy żywe, które mam okazję obserwować.
Dzika Natura jest moim domem, a Jej mieszkańcy moimi sprzymierzeńcami - znacznie bardziej szatańskimi od większości przedstawicieli homo sapiens.
Nie zmienia to jednak faktu, że napotkana w lesie sarna jest mi obca - nie znam jej, a ona nie zna mnie.
Nie mamy ze sobą bliskiej relacji ani więzi, wobec czego nie będę płakał, gdy zobaczę ją zabijaną przez drapieżniki. Wręcz przeciwnie - będę patrzył ze wzruszeniem i zachwytem na prawdziwe Piękno Natury, bo tak wyglądają Jej realia.
Tak samo jest z ludźmi - nie ruszają mnie informacje na temat ofiar wojen czy chociażby ostatnich zamieszek w Meksyku.
Nie znam tych ludzi, oni nie znają mnie, nie mam pojęcia kim byli ani nawet jak się nazywali.
Doskonale wiem, że tam rozgrywają się dramaty i tragedie rodzin, ale nie moich rodzin, nie moich bliskich.
Zatem ofiary w ludziach nie są czynnikiem, który odraża mnie od zjawiska Wojny.
Owszem, często większość z tych ofiar jest zbędna, ale taka już przypadkowa kolej rzeczy
Takie rozwiązania jak zrzucanie ładunków wybuchowych, stosowane przez państwa podczas wojen, są wygodnym rozwiązaniem, które naraża ich na najmniejsze ryzyko straty w swoich ludziach - to wyrachowana kalkulacja, której wynik jest wygodny dla słabeuszy, jakimi bez wątpienia jest chociażby większość rosyjskich żołnierzy, którzy nie mogąc stawić oporu ukraińskiej armii wolą atakować cywilów.
Dlatego też ja wszelaki atak z mojej strony zawsze wymierzę w jednostki, które mam powód i cel zaatakować.
Chcąc zabić jedną osobę nie wysadzę w powietrze budynku, w którym przebywa 200 innych przypadkowych osób.
Pociąga to za sobą bezsensowne ofiary w ludziach, którzy potencjalnie mogliby okazać się wartościowi.
Jednak do selektywnej eliminacji potrzeba odwagi i determinacji, czego brakuje pizdom chcącym jedynie osiągnąć polityczny cel, używając mięsa armatniego.
Mówiąc jednak te jakże oburzające z humanistycznej perspektywy słowa nie jestem jebanym hipokrytą, który jest obojętny gdy giną inni, ale będzie miał pretensje gdy będą ginąć jego ludzie.
Każdy dba o swoją skórę, swoje przetrwanie i ważne dla siebie sprawy.
Dobrze wiem, że ja również mogę stać się jutro czy pojutrze celem znacznie lepiej przygotowanego komandosa, a może nawet ładunku, który zabije mnie razem z całym budynkiem, który zniszczy, nie wiedząc nawet kim są ludzie w środku.
Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba wojny bym został zaatakowany na ulicy przez przypadkowego frajera, którego sam z chęcią bym zabił, ale który w tej sytuacji ma nade mną przewagę.
Bliskie mi osoby każdego dnia mogą zostać skrzywdzone lub ulec wypadkowi, w każdej chwili mogę odebrać telefon z informacją o czyjejś brutalnej śmierci.
Nie jest to jednak powodem do przerażenia czy narzekania. Na "Marność Życia" i doczesności narzekają jedynie nazarejczycy, dopatrujący się gdzieś poza tym "niedoskonałym" światem "lepszej" rzeczywistości.
Takowa jednak nie istnieje i nigdy nie zaistnieje. Świat, który nas otacza, zarówno ten Przyczynowy jak i Bezprzyczynowy, to przepastna i złożona Rzeczywistość, która w takiej formie jaką przybiera, również brutalnej, bezwzględnej i egoistycznej jest Wieczna, Kompletna i Doskonała.
Nie uznaję więc tandetnego pojęcia marności - Życie jest dla mnie barwną i intensywną mozaiką skrajności i wielowątkowości. Nie boję się bólu czy śmierci - jestem pogodzony z ich koniecznością i niezbywalnością.
Ponad wszystko w Życiu cenię jego Dary i Możliwości, zrywam wszystkie jego owoce, zarówno te lśniące, soczyste, przynoszące Ekstazę, Rozkosz i Uniesienie, jak i te pachnące zgnilizną, bolesne przy przeżuwaniu i powodujące szalone, koszmarne wręcz wizje.
Moim rozwiązaniem zamiast narzekania, jest Działanie - i tak powinien funkcjonować każdy Prawdziwy Satanista.
Jeśli chcemy być spójni z Naturą naszego Mistrza Szatana, zwłaszcza jeśli staliśmy się czymś więcej niż tylko Adeptem Satanizmu - Zjawiskiem Satanisty, musimy akceptować wszystkie następstwa Jego działania, pokochać je i samemu wywoływać zapewniając im ekspansję.
Akceptować i pokochać zjawiska takie jak Trudność, Zmaganie, Walka, Wojna, Kreatywność, Selekcja, Indywidualny Geniusz.
Zamiast błagać żałośnie niczym konająca owca o litość, pokój i pozwolenie na spokojne, milutkie życie, wolę przygotowywać się na najgorsze.
Wiedzieć, że gdy przyjdzie mi się zmierzyć z krwawymi realiami, nie polegnę.
Zachęcam więc do ćwiczeń fizycznych, rozwijania sprawności, umiejętności samoobrony, survivalu, posiadania mniejszego lub większego arsenału i awaryjnego bagażu na wypadek nieprzewidywalnej sytuacji.
Powyższe działania powinny być według mnie elementem Tradycji każdego Satanisty.
ONA mówi o tym bardzo wyraźnie - "Naucz się samego siebie przerastać, byś nad wszystkimi mógł triumfować".
Wygodnie jest bowiem pisać o wojnie i brutalnych realiach siedząc w ciepłym domu na kanapie.
A nigdy nie wiadomo kiedy to nasz dom zacznie się walić na naszą bezcenną głowę.
Satanista musi być z tym pogodzony, a drogą swojej dynamicznej praktyki rozwoju i transgresji przygotowany na wszystko - gotowy fizycznie i psychicznie.
Gotowy na to by w sytuacji zagrożenia zachować zimną krew, obronić się przed napastnikiem, przetrwać w nieprzyjaznych warunkach, a gdy trzeba będzie, zabijać w imię własnego przetrwania.
(poniżej, jako poprzedni post, znajduje się mój wiersz zatytułowany "Oblicze", który idealnie ujmuje esencję całego powyższego tekstu.)
środa, 25 lutego 2026
GDY STANIEMY NA WOJENNYM FRONCIE
JEFFREY EPSTEIN A SATANIZM - O TYM JAK IGNORANCI NAPĘDZAJĄ SPIRALĘ FAŁSZU
Przyznam, iż nie śniło mi się nawet pisanie artykułu na taki temat, lecz po tym co ostatnio zobaczyłem i przeczytałem czuję się wręcz sprowo...
-
"Nie ma nic pięknego poza człowiekiem, lecz najpiękniejsza jest kobieta" Tak brzmi w tłumaczeniu na język p...
-
Od jakiegoś czasu zaobserwować można narastającą po cichu paranoję w obawie przed potencjalnym wybuchem wojny. O ile obawy te są w zasadzie ...
-
A więc rozpoczęło się lato! Dym świec i zapach kadzideł po wczorajszych celebracjach wciąż niesie się w powietrzu. Z okazji Przesilenia Let...