poniedziałek, 8 czerwca 2026

CURSUM PERFICIO

Każdy Prawdziwy Satanista powinien zdawać sobie sprawę z tego, iż po przekroczeniu pewnej linii jego życie zostanie owładnięte Tańcem Transformacji, a on już na zawsze pozostanie liniejącym wężem.

Różnorakie formy przyczynowe, jakich Satanista będzie w swoim życiu używał, będą przez niego adaptowane, wykorzystywane, a następnie porzucane niczym zużyta skóra, by nadstawić swe podniebienie ku nowym, ekscytującym i doskonalszym formom.

Prowadzenie tej niszowej na skalę (niewielkiego samego w sobie) polskiego środowiska Satanizmu Tradycyjnego strony umożliwiło mi przekazanie oraz utrwalenie w przestrzeni publicznej pewnych myśli
i osiągnięć, które postanowiłem wypuścić spod uniesionej kurtyny swojej podróży.
Swoją pracą chciałem inspirować, prowokować do działania i zachęcać potencjalnych neofitów do stawiania odważnych kroków w Złowieszczej Tradycji.

Teraz jednak przyszedł na mnie czas...

Przede mną otwiera się intensywny okres Przemian i Prób podejmowanych na rzecz rozwoju mojego Sinistrum - wiele zmagań, ekscytacji, namiętności i niebezpieczeństw.
Muszę poświęcić się im w pełni, znikając na pewien czas w Otchłani.
Wiedza, Zrozumienie oraz Wgląd, których spodziewam się uświadczyć dzięki tej przeprawie będą kolejnym etapem, kolejnym bezcennym skarbem, który wyląduje na mych barkach, a ja ponownie stanę się kimś innym niż byłem - moja struktura Przyczynowa oraz Bezprzyczynowa ulegnie nieodwracalnej zmianie, zmuszając mnie do pozostawienia starej skóry za sobą.

Tutaj więc kończy się moja działalność związana z blogiem Sinister Art Of Satanas, a ja ruszam w swój dalszy podbój. Żywię nadzieję, iż tych kilku, którzy odwiedzali tę stronę, odnalazło na niej inspirację i motywację do swych własnych poszukiwań.

Zawartość strony pozostawiam jako archiwum, by zarówno moje refleksje, tłumaczenia, jak również głębokie artykuły mogły wciąż oddziaływać na tych, którzy natrafią na nie w odmętach przestrzeni internetowej.

Nie jest to jednak ostatnie słowo, jakie wypowiem publicznie na chwałę mojej Tradycji - wręcz przeciwnie. Każdy koniec jest bowiem początkiem czegoś nowego, a w przypadku Satanizmu czegoś większego, piękniejszego i doskonalszego.

Dobrze wiem już co przyniosę ze sobą, gdy przyjdzie pora rozpoczęcia nowego projektu.
Powiedzieć mogę jedynie, iż będzie on znacznie bardziej ambitny, głęboki, natchniony i proporcjonalny swą klasą do tego, kim sam stanę się w czasie mojej nieobecności.

Tymczasem bieżący rozdział mojej działalności zamykam i ruszam z Szatanem w dalszą drogę.

Valete!

WYZNANIE SATANISTYCZNEGO MISTRZA

[Poniższy tekst jest zbiorem myśli i wspomnień członka ONA, który jak sam twierdzi osiągnął stopień Mistrza - być może jest to sam Anton Long].

Jestem – i to od wielu już lat – Satanistycznym Mistrzem.

Co to oznacza? Czy oznacza to, że byłem egocentrycznym frajerem, który deprawował innych i podążał ścieżką perwersji? Czy oznacza to, że ubierałem się w określony sposób i pielęgnowałem stereotypowy wizerunek? Że byłem bogaty i potężny? 

Niekoniecznie. Oznacza to etap, osiągnięty cel, sposób bycia, WGLĄD...

Niewiele jest rzeczy, które dają taką perspektywę i świadomość znaczenia (a tym samym prawdziwy Wgląd) jak przebywanie w lichym namiocie, podczas burzy, w czasie Zimy, bez jedzenia, z niewielką ilością wody, wiele mil od jakichkolwiek ludzi, gdy nikt nie wie ani nie interesuje się tym, gdzie jesteś,
a ciebie atakuje gorączka... Albo siedzenie na ciepłej trawie w ciepły, słoneczny wiosenny dzień na rozdrożu, tuż po tym jak uwolniono cię z bezbarwnego, ponurego i przytłaczającego życia w więzieniu, 
a ty uświadamiasz sobie, że jesteś wolny i możesz obrać dowolną drogę...
Albo próba cichej ucieczki w objęciach chłodu nocy z domu, w którym właśnie kogoś zastrzeliłeś,
gdzie ludzie krzyczą i wrzeszczą a ty wiesz, że pościg za tobą wkrótce ponownie się rozpocznie...
Albo patrzenie, jak twój przyjaciel, którego znasz zaledwie od kilku dni, ale który w tym czasie zbliżył się do ciebie, ginie ratując ci życie, a jego wnętrzności pulsują w błocie, wyrwane z ciała przez grad kul... Albo słuchanie z ukochaną osobą hipnotyzującego wykonania IX symfonii Beethovena, by potem nieść razem tę radość, intensywność i afirmację, uprawiając ekscytującą miłość i dotykając Esencji... 

Wiele lat temu osiągnąłem stopień Adeptury (lub „indywidualizacji”, by użyć innego, choć mniej trafnego terminu), swoistą syntezę. Oznaczało to osiągnięcie empatii, umiejętności, wiedzy – równowagi wewnątrz konfliktu przeciwieństw, które to osiągnięcie oznaczało zmianę względem tego, kim byłem wcześniej. Osiągnąłem to dzięki doświadczeniu.

Byłem fanatykiem (nie ma znaczenia, czy „politycznym”, czy „satanistycznym”) – brutalnym, bezwzględnym, ZAWIERZONYM DZIAŁANIU, doświadczaniu.
Aby osiągnąć więcej, musiałem pójść dalej, wydobyć inne aspekty siebie, z których niektóre były już częścią mojej osobowości (pozostając w uśpieniu), a inne nie.
Ponieważ byłem tym, kim byłem, osiągałem to poprzez ekstremalne doświadczenia: izolację, włóczęgę, życie mnicha...

Przeważnie była to moja świadoma decyzja lub proces, zrodzony z mojej Inicjacji i ścieżki, którą podążałem, lecz czasami był to instynkt. Doświadczenia te przyniosły głębszy wgląd, nowe doświadczenia, a tym samym zmianę: nastąpiło wzbogacenie, przeniesienie życia w inne sfery istnienia. Zawsze wierzyłem w siebie, zawsze rozumiałem, że mam Przeznaczenie (a Inicjacja była jego częścią) nawet jeśli czasami nie byłem do końca pewien, jakie ono jest.

Być może właśnie dlatego przetrwałem.

Rdzeniem mojej opowieści jest Satanizm – ten Prawdziwy – a zrozumienie mnie oznacza jednoczesne zrozumienie tego tak często błędnie interpretowanego sposobu życia.
Satanizm to nazwa nadana praktycznemu stylowi życia: dążeniu do osiągnięć, doskonałości, wartości, buntu, w którym jednostka zmaga się ze światem, własną nieświadomością oraz pierwotnymi Siłami Ciemności wykraczającymi poza psychikę.

Magiczny stopień lub tytuł to etap osiągnięcia, reprezentujący pewien poziom wglądu, umiejętności, doświadczenia i zdobytej wiedzy.

Zatem „Mistrz” to nie osoba w czarnym płaszczu, która spogląda (lub próbuje spoglądać) demonicznym wzrokiem; która udaje, że jest wszechwiedząca i nieomylna, i która z potrzeby wypacza innych.

W istocie Satanistyczny Mistrz (lub Mistrzyni) to ktoś, kto osiągnął pewien poziom mądrości i doświadczenia: on lub ona, podobnie jak wszyscy Prawdziwi Sataniści, będzie wnikliwy, opanowany i intensywny.

Im wyższy (lub bardziej zaawansowany) Stopień, tym bardziej wyraziste będą te cechy.
Mistrz lub Mistrzyni będą jeszcze czymś innym – będą naturalni. Obdarzeni indywidualnym charakterem i spontaniczni właśnie z tego powodu. I oczywiście wciąż ludźmi...

Wielki Mistrz (lub Wielka Mistrzyni) wykraczają poza tę formę, będąc niemal niewytłumaczalnymi.

Jako Mistrz zrozumiałem, że moje przeczucie dotyczące mądrości było słuszne: że w mądrości tkwi głęboki smutek; w tym, że wie się zbyt wiele, widziało się zbyt wiele, czuło zbyt wiele. Ale nie pozwoliłem, by ta wiedza o mądrości mnie zasmuciła: z wyjątkiem tych kilku wyjątkowych chwil, kiedy moja istota napięła się do granic możliwości, gdy samotnie spacerowałem po jakimś ponurym lub słonecznym wrzosowisku lub odległym wzgórzu, kiedy WIEDZIAŁEM, co jeszcze pozostało do osiągnięcia, przeze mnie i wszystkich innych; co pozostaje do zbadania, odkrycia oraz co może nadejść.

Ja i inni podobni do mnie jesteśmy Ciemnością, która jest konieczna i bez której ewolucja oraz wiedza są niemożliwe. Jestem również swoim własnym przeciwieństwem, a jednocześnie wykraczam poza jedno i drugie. Nie jest to zagadka, lecz dowód Mistrzostwa, które, niestety, tak niewielu jest w stanie zrozumieć.


piątek, 8 maja 2026

Z MANUSKRYPTU ONA

Zasadniczo, człowiek staje się Satanistą poprzez Satanistyczne czyny. 
Satanista z pewnym doświadczeniem powiedziałby co najmniej jedną z poniższych rzeczy: 

'Doświadczyłem walki; zabijałem i patrzyłem jak giną moi towarzysze.  Kochałem i nienawidziłem. Odkryłem coś po raz pierwszy.  Żyłem sam przez wiele miesięcy, pozbawiony większości wygód, i dzięki temu poznałem siebie.  Stałem przed obliczem własnej, nieuchronnej śmierci, nie raz, lecz wiele razy.  
Osiągnąłem swym ciałem rzeczy, które uznawałem za niemożliwe.  Cieszyłem się pokonywaniem fizycznych, intelektualnych i psychicznych wyzwań.  Znam pasję, która motywowała Beethovena, van Gogha i Nietzschego, oraz znam uczucia i wielkość Cezara, Adolfa Hitlera i Aleksandra Wielkiego...
Słyszałem muzykę galaktyki oraz gwiazd i planet znajdujących się w niej. Eliminowałem ludzki ściek.  Popełniłem przestępstwa - by się uczyć i rzucać wyzwania.'


W kontraście, samozwańczy "sataniści" są płytcy - dużo mówią, lecz posiadają niewiele lub wcale nie mają prawdziwego doświadczenia życia na krawędzi. Unikają prawdziwego wysiłku, prawdziwego pokonywania siebie i budują sobie fantazyjne światy, w których znajdują ukojenie. Potrzebują towarzystwa innych, tak samo jak podbudowywania swojego ego przez tych, których uważają za swoich pobratymców.
Przesadnie dużo rozmawiają z innymi o Satanizmie i prawdopodobnie, nauczywszy się sporo "teorii" z książek i różnych organizacji, piszą własne "satanistyczne" rytuały, które następnie wykonują z lubością nekrofilów.

Prawdziwi Sataniści są zaś na pierwszej linii frontu: oni Działają.
Dążą do realizacji osobistego Przeznaczenia i pracują nad realizacją Złowieszczej Strategii. Oznacza to, że swoim życiem i stylem bycia aktywnie wspierają twórcze siły Ciemności. Innymi słowy, wykonują dzieło Księcia Ciemności. Natomiast amatorzy i pozerzy trzymają się swoich bezpiecznych, wyimaginowanych i fantazyjnych "satanistycznych" światów - poprzez korespondencje, spotkania, konklawe, dyskusje; poprzez wykonywanie i pisanie/czytanie o bezwartościowych rytuałach okultystycznych; poprzez paplaniny o swoich pseudomistycznych fantazjach.
Satanista będzie żył satanicznie - i z tego powodu będzie niebezpieczny w prawdziwym świecie.
Będzie dokonywał satanistycznych czynów, aniżeli tylko o nich mówił lub pisał. Będzie on/ona, dla przykładu, praktycznie zakłócał porządek społeczny lub pracował nad aktywnym tworzeniem nowego, rewolucyjnego społeczeństwa, które będzie bardziej satanistyczne. Mogą być autentycznymi heretykami - walczącymi przeciwko państwu poprzez politykę lub walkę zbrojną, jeśli owe państwo (jak większość państw zachodnich) podtrzymuje nazareńską chorobę ducha (widoczną wyraźnie we współczesnych ideach, takich jak liberalizm, humanizm, oraz równość: triumf tego co bezwartościowe kosztem tego, co szlachetne).
Mogą również przyczyniać się do upadku takiego państwa i podsycać reakcję, podważając je moralnie, na przykład handlując narkotykami lub pornografią.
Być może będą nauczycielami na wpływowych stanowiskach, potajemnie nakłaniając innych do Satanizmu, lub przejściowych form, jakie Satanizm często przybiera, aby zdobyć kontrolę i wpływ.
Mogą także aktywnie eliminować ludzki ściek - jako strażnik porządku publicznego lub gorliwy, honorowy funkcjonariusz policji...

Tak czy inaczej, będą mieli obrany kierunek, cel i zamiar wykraczający poza budowanie własnego ego. Będą dążyć do osiągnięcia rzeczy wielkich, dzięki którym będą mogli osiągnąć realny sukces w swoim życiu i żyć jego pełnią.
Będą rozwijać i wykorzystywać swój potencjał, swoje umiejętności - i w ten sposób czerpać radość z życia i pokonywania wyzwań. Będą wpływać na własną ewolucję oraz ewolucję samego istnienia, ponieważ korzystają z Ciemnych Sił w praktycznym wymiarze. Ich celem będzie Satanistyczna Strategia lub Eonika.
Racjonalne, a tym samym świadome zrozumienie tych sił, które kształtują i zmieniają ewolucję oraz formy przyjmowane przez świadome organizmy, od jednostek, przez społeczeństwa, po cywilizacje i eony.
Każdy członek ONA jest zatem Nexionem do Bezprzyczynowości - uczestniczy w dziele ewolucji poprzez podążanie Ścieżką i rytuały, które odprawia: czyni swoje życie narzędziem bezprzyczynowej zmiany. Mówiąc prościej, realizuje swój ukryty potencjał. Wnosi pozytywny wkład w ewolucję - wykorzystuje swoje życie w jakimś celu. Członkowie ONA działają i osiągają sukcesy - odgrywają znaczące role i kształtują przyszłe wydarzenia. Tworzą historię.
W zestawieniu w nimi, inne grupy są nieistotne.

                                                     

                                                   Order of Nine Angles

środa, 18 marca 2026

JEFFREY EPSTEIN A SATANIZM - O TYM JAK IGNORANCI NAPĘDZAJĄ SPIRALĘ FAŁSZU

Przyznam, iż nie śniło mi się nawet pisanie artykułu na taki temat, lecz po tym co ostatnio zobaczyłem i przeczytałem czuję się wręcz sprowokowany.

Zakładam, że każda osoba z dostępem do internetu słyszała już nie raz o wybrykach J. Epsteina i jego żałosnych towarzyszy.
Nie będę więc skupiał się tutaj na analizie ich działań, bo niczym nowym, ani godnym zainteresowania, nie jest fakt istnienia słabych, zboczonych jednostek, które dzięki wpływom i pieniądzom mogą bez obaw o schwytanie realizować swoje fantazje.

To co jednak zasługuje na moją (i czytelników) uwagę, to medialna nagonka i plotki krążące wokół tego tematu. Bowiem z różnych źródeł można dowiedzieć się, że w kręgu pana Epsteina dochodziło do wielu ekscentrycznych wybryków. Usłyszeć można chociażby o rzekomych "kanibalistycznych rytuałach", ćwiartowaniu dzieci przez tzw. elity światowe (sic!) oraz innych podobnych rewelacjach.
Czy rzeczywiście miało to miejsce? - według mnie ma to niewielkie znaczenie, bo zabawiać się w ten sposób może każdy debil, a tym bardziej taki z kontaktami, pieniądzem i wpływami.

Oczywistym jest jednak, że nazareńskie media przerażone tymi doniesieniami zaczną łączyć Epsteina i jego kumpli z satanizmem. Celowo pomijając fakt, że żadna z czyniących takie połączenia jednostek nie ma zielonego pojęcia o Satanizmie, mam zamiar wykazać dlaczego każdy kto głosi takie rewelacje jest pierdolonym ignorantem, podobnego sortu intelektualnego co sam Epstein. 

(od razu zaznaczam, że nie jest moim celem walka z uporem maniaka przeciwko chochołom, a raczej dotarcie do nieco bardziej wnikliwych jednostek jakie spodziewam się gościć na swoim blogu)

Dla solidnego wprowadzenia w temat warto z góry nakreślić mój stosunek do Epsteina i podobnych person, oraz rozważyć na ile taki człowiek mógłby mieć cokolwiek wspólnego z Satanizmem.
Nie muszę fatygować się osobiście, ponieważ przeszło 30 lat temu zrobił to Anton Long w manuskrypcie o wymownym tytule "Satanism and Child Abuse", który zamieszczam w całości poniżej, by później płynnie przejść do meritum.



    
    


Z powyższego tekstu (pod którym podpisuję się obiema rękami) jasno wynika, że skłonnościami do zachowań pedofilskich cechują się jednostki słabe, o nierozwiniętej samoświadomości, wglądzie i zrozumieniu, niezdolne do świadomej ewolucji i podejmowania osobistych zmagań w celu wewnętrznego rozwoju. Jest to zatem ostateczny gwóźdź do trumny w kwestii łączenia Epsteina z jakąkolwiek formą magii - ten człowiek zwyczajnie nie byłby zdolny do jej świadomego praktykowania. Ponadto przy swoim wygodnictwie i próżności nie widzę go w roli wojującego ze sobą maga. To kim się stał - lanserskim zboczeńcem uzależnionym od bogactw i wygód - dobitnie to potwierdza.

I żeby było jasne - każdy może nazwać siebie kimkolwiek zechce. Gruby i pryszczaty czternastolatek z upośledzeniem, bity w szkole przez rówieśników, malujący sprayem pentagramy i zabijający koty licząc, że "wielki Pan Szatan" wysłucha jego modlitw i przywróci mu kontrolę nad jego własnym, żałosnym życiem, może jak najbardziej nazywać sam siebie "SATANISTĄ" i nie ma możliwości by mu tego zabronić. Istnieje jednak możliwość weryfikacji. Po jej przeprowadzeniu wyjdzie czarno na białym, że osobnik ten nie tylko nie jest satanistą, lecz przede wszystkim, że posiada on WSZYSTKIE sprzeczne z Satanizmem cechy jakie można sobie wyobrazić - jest dzieciakiem, jest niezbyt inteligentny, zakompleksiony, słaby psychicznie i zdesperowany.
Nasz hipotetyczny samozwańczy "satanista" nie jest nim dokładnie tak samo, jak laveyański hedonista, klifotyczny kabalista czy kolorowowłosa nastolatka o zmiennych zaimkach, należąca do grupy Global Order Of Satan na Facebooku. Każdą z tych jednostek można by zweryfikować w dokładnie ten sam sposób, a wyniki nie pozostawiłyby złudzeń.

Ciężko jest zweryfikować czym były rzekome rytuały Epsteina (o ile w ogóle miały miejsce), ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że koło magii to nawet nie stało.
Rzecz jasna takie doniesienia wzbudzają fascynację, grozę i pobudzają wyobraźnię lecz, jak to zazwyczaj bywa, nie wszystko jest takie jakie się wydaje na pierwszy rzut oka, a oczy łatwo dają się oszukać.
Każdy bowiem może w tym momencie w pomalowanym na czarno pomieszczeniu z pentagramem na ścianie rozpalić świece, kadzidło i co tam mu jeszcze przyjdzie do głowy, a następnie zebrać tam grupkę ludzi i wspólnie zamordować na stole dziecko uprowadzone z placu zabaw, robiąc dla każdego członka grupy szalik z jego jelit. Mogą oni wierzyć, że w ten sposób otrzymają mądrość, bogactwo, że to co robią to prawdziwa, mroczna magia, a noszone przez nich "szaliki" będą przynosić im szczęście.
Co więcej, jeśli posiadają wystarczającą siłę woli, ich przekonania mogą przynieść jakiś śladowy skutek. Będzie to jednak WYŁĄCZNIE efekt ich ułudy i potencjalnego, nieświadomego użycia własnej energii.

Nie ma więc dla mnie znaczenia w co wierzyli amerykańscy bogacze oddający się tym dziwacznym praktykom. Mogę natomiast z absolutną pewnością stwierdzić, że byli nikim więcej niż idiotami.
Powody mojego stanowiska znajdują się powyżej. Ponadto każdy kto zna treść Satanizmu Tradycyjnego wie, jak wygląda podejście do ofiar z ludzi i w jaki sposób są one praktykowane.
Spoglądając w tradycyjne kryteria doboru ofiar (Culling) spostrzeżemy, że według tychże kryteriów (jak również moich własnych) to właśnie Epstein, a także jego żona, Donald Trump i pozostała część tej wesołej ferajny nadawałaby się idealnie do złożenia w ofierze. Wyeliminowanie TAKICH jednostek byłoby przysługą dla Natury oraz wsparłoby Satanistyczną Złowieszczą Dialektykę.
Usuwanie ludzkich śmieci to jeden z najważniejszych jej punktów.

Jeśli chodzi o to skąd biorą się pomysły głoszące, że omawiane jednostki miałyby mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek mroczną tradycją, nie trzeba być mistrzem dedukcji by to zrozumieć.
Ludzie to zwykli ignoranci, którzy rzadko decydują się na rzetelną analizę. Zamiast tego wolą wydawać ślepe werdykty, ponieważ jest im to na rękę. Chrześcijanie z wielką chęcią łączą te wydarzenia z satanizmem, przy okazji wiążąc sam Satanizm z masonami i (nieistniejącymi od końca XVIII wieku) iluminatami. Teorie o tajnych stowarzyszeniach rządzących światem słyszał chyba każdy.

Ci ignoranci nie tylko nie są w stanie poświęcić czasu na zagłębienie się w temat Satanizmu (lub przełamać strachu przed czytaniem takiej herezji), ale przede wszystkim zupełnie nie zdają sobie sprawy z natury tej i wielu innych mrocznych tradycji. Nie zdają sobie sprawy z tego jak wymagające i trudne są to ścieżki. Pan J. Epstein wymiękłby już na samym starcie - po pierwsze nie będąc w stanie ogarnąć ich intelektualnie, po drugie nie chcąc opuszczać swojej ciepłej pozłacanej sauny w celu zmierzenia się z niebezpiecznymi wyzwaniami jakie owe ścieżki rzucają.
Jego zdegenerowany umysł nie byłby w stanie sam siebie zrozumieć i przejąć nad sobą kontroli, czego jak wiadomo WYMAGA Satanizm Tradycyjny.

Co więcej - Satanizm to jedno, a Szatan to drugie. Prawdziwy Szatan (jako Energia, a nie jakaś "duchowa persona") objawia się tam, gdzie jego Bezprzyczynowa Energia odnajduje sprzężenie z Przyczynowością. W praktyce chodzi o to, że energia Szatana (przenikająca ogół Bytu) zamieszkuje pewne rejony Rzeczywistości, a co za tym idzie - może powodować zmiany i zjawiska.
Energia Szatana pojawi się tam gdzie Chaos, Bunt, Wojna, Rewolucja, Przemoc, Ekstaza i Intensywność.
Żałośni pedofile ani sobą jako jednostkami, ani swoimi czynami nie przyciągają energii Szatana. Zapewne niektórzy zapytają "jak to, skoro wymieniłem Przemoc jako jedno z siedlisk jego energii?".
Otóż przemoc przemocy nie równa. Wystarczy spojrzeć w tym celu na Naturę. W jej brutalnych realiach zdarzają się różne sytuacje, również te obiektywnie negatywne w swych skutkach, np. wadliwe jednostki powodujące bezsensowną destrukcję wśród osobników swojego gatunku. Jednak Natura ma na to odpowiedź - Selekcję Naturalną. Czy jest to Przemoc? W rzeczy samej. Czy jednak pozbawiona zasadności - nic z tych rzeczy!
Podobnie sprawy mają się w kwestii Energii Szatana. Jego zmienna, chaotyczna i odżywiająca ewolucję energia raczej nie znajdzie punktów styku z jednostką przejawiającą deewolucję.
Szatan i Jego Energia to Zwycięstwo obmyte we Krwi. Los przegranych to efekt Jej działania, a nie przejaw.

Warto nakreślić również jedną ważną kwestię. Satanizm w swej naturze jest rzecz jasna Złem (w konwencjonalnym, nazareńskim rozumieniu moralnym). Jest Złem dokładnie tak jak całość Natury i Wszechświata. Zatem nie należy zapominać, że w swej Tradycji obejmuje on przemoc, mord i przekraczanie granic.

Dlaczego więc zachowania, których dopuszczał się Epstein i inni są przeze mnie jawnie potępiane?

Zostało to już nakreślone w tekście Longa, ale ja dołożę do tego swoją perspektywę.
Satanizm obejmuje wiele działań, które przez nazareńskie jednostki postrzegane będą jako Złe. Nie robi tego jednak bezcelowo i przypadkowo. Warto zauważyć, że satanistyczne "Akty Zła" są głęboko przemyślane i esencjonalnie potrzebne z perspektywy świadomej Ewolucji.

Podobnie jest w Naturze, z którą Satanizm Tradycyjny jest mocno powiązany - przemoc, walka i zabijanie są w nią wpisane jako niezbędny element. Jednak żaden z ich przejawów nie dzieje się z przypadku, lecz jest głęboko uzasadniony w mechanizmie Przyrody. I tu dochodzimy do sedna.
Z perspektywy tej samej Natury, której Brutalność jest drugim imieniem, wszelakie zboczenia i zaburzenia psychiczne są PRZEGRANĄ JEDNOSTKI. Świadczą one albo o jej słabości, albo złych genach. W Dzikiej Naturze takie osobniki prędzej czy później giną, a przede wszystkim są odtrącane przez stado.
A Homo Sapiens jest z definicji systematycznej gatunkiem społecznym.

Zupełnie więc nie dziwi fakt, że NIKT, a już tym bardziej nikt kto ma dzieci, nie chce w swoim otoczeniu zboczonego pedofila, który z powodu swoich dewiacji stwarza zagrożenie dla jego potomstwa. Naturalną reakcją zdrowego człowieka jest chęć zabicia takiej jednostki i pogrzebanie jej istnienia na śmietnisku czasu i genów.

Jako Satanista odarty z abstrakcyjnej moralności nie potępiam więc pedofilów "bo są źli". Potępiam ich bo są obleśnymi, zdegenerowanymi jednostkami, nierzadko również niedorozwiniętymi umysłowo, niedojrzałymi, o niskim poczuciu własnej wartości. Oprócz tego stwarzają potencjalne zagrożenie dla dzieci, których ochrona jest wpisana w naturę każdego rodzica. Dno.

Jednak we współczesnym, zurbanizowanym i przeintelektualizowanym świecie, gdzie nie rządzą prawa Natury a ubzdurana moralność, media, populizm i pieniądze, jednostka tego typu może nie tylko przetrwać i nie zostać zdekapitowana. Może ona wręcz stać się bogatym i wpływowym finansistą, za którego majątkiem oglądać się będą głupawe tłumy owiec. Tych samych owiec, które później rozpalać będą pod nim stosy.

Co więcej, te same owce - oczarowane bogactwem oprawców - nierzadko sami pozwalają swoim dzieciom na kontakty z takimi ludźmi. Serio?!
Zagłębiając się w tą i podobne sprawy znajdziemy szereg relacji młodych dziewczynek, które w wieku nastoletnim dały się zmanipulować i wykorzystać. Pytam się - gdzie byli wtedy ich rodzice i jak bardzo musieli spierdolić w ich wychowaniu, że wyrosły one na naiwne i bezmyślne dzieciaki, które same pakują się w łapska takich degeneratów. 
Ktoś powie, że czepianie się nastolatków za naiwność nie ma podstaw, lecz ja uważam, że ma.
Nastolatki owszem, lubią się stawiać, buntować itd. ale jednocześnie są (a przynajmniej powinny być) nieco bardziej świadome, niż najmłodsze dzieci, które nierzadko już we wczesnym dzieciństwie wiedzą jak postępować z podejrzanymi obcymi.

Podejrzewam (choć to tylko moja teoria), że ten brak czujności wynika z iluzorycznego przekonania o dobroci i sprawiedliwości świata. Ludzie przestali węszyć zagrożenie za każdym rogiem. Większość nie czuje potrzeby wzmacniania się fizycznie, ćwiczeń samoobrony, noszenia przy sobie jakiegoś rodzaju broni na wypadek ataku. Gdy więc dojdzie do takiej sytuacji są oni bezradni. 
Prawda jest surowa i bolesna, lecz należy się z nią pogodzić - świat wręcz ocieka niebezpieczeństwami i nie ważne, czy mówimy o dzikim lesie czy gęsto zaludnionym mieście. To prawo Natury (jak i wiele innych) dogoni nas wszędzie, a my musimy być na to gotowi tak, jak gotowi są nasi dzicy kuzyni - czujni i zdolni do obrony.

Podsumowując - nie uważam sprawy Epsteina za wartą choćby chwili mojej uwagi więcej. Istnienie jednostek takich jak on nie jest niczym nadzwyczajnym. Po raz kolejny wzbudza natomiast mój śmiech i zażenowanie fakt, że oburzeni nazarejczycy nie widzą jak bardzo ich ideologia przyczyniła się do takiego stanu rzeczy. Jak bardzo ich oddalenie od Natury, połączone z biernością, miłowaniem ludzi, antropocentryzmem i egalitaryzmem, doprowadziło do tego, że jednostki silne i dumne mają skrępowane ręce, podczas gdy żałośni degeneraci mają władzę i wpływy. I nie kurwa, nie jest to zasługa Wielkiego Molocha, któremu naskładano odpowiednią liczbę dzieci w ofierze i teraz rozdaje prezenty swoim poddanym w zamian za duszę, sprzedaną kontraktem na byczej skórze. Wiara w takie bajeczki zarezerwowana jest dla dzieciaków w piaskownicy, w dodatku judeochrześcijańskiej.
Prawda jest natomiast prozaiczna i dotkliwie raniąca uczucia nazarejczyków - sami pozwolili degeneratom wejść sobie na głowę i nimi pomiatać, co zawdzięczają swojemu naiwnemu podejściu do życia i człowieka. To za sprawą ich ideologii rodzące się co jakiś czas "warzywa" muszą żyć, bo "życie ludzkie jest święte" (sic!), ludzie tępi, którzy nigdy nie powinni się rozmnożyć, dostają zasiłek zamiast kuli w łeb, a zdegenerowane geny i wzorce są utrwalane w przekroju naszego gatunku.
W Naturze takie jednostki długo by nie przeżyły, a już na pewno nie posłałyby genów dalej.

Nie jestem jednak w stanie przejść obojętnie obok faktu, że całą sprawę wiąże się nieopatrznie z Satanizmem - jest to dla mnie po prostu niesmaczne. Jest takie, ponieważ dobrze wiem czym jest moja Tradycja, ile wysiłku, energii i krwi jej poświęciłem i ile jeszcze poświęcę; jak trudna, wymagająca oraz niebezpieczna jest to ścieżka, a także jak bardzo ignoranci (których niestety stanowią większość) mylą się w swoich osądach, udowadniając jednocześnie swoją niechęć do myślenia i eksploracji.

Powyższy artykuł nie powstał w celu tworzenia głupawej przepychanki i przerzucania winy, ani także w celu wylania frustracji. Powstał, by pokazać jak społeczeństwo zasiedlone przez idiotów potrafi zapędzić się wzajemnie w zaułek fałszu i żyć w ignoranckim przekonaniu, że "wiedzą wszystko", bo przecież słyszeli, czytali (biblię), oglądali (filmiki na youtube) itd.

środa, 25 lutego 2026

GDY STANIEMY NA WOJENNYM FRONCIE

Od jakiegoś czasu zaobserwować można narastającą po cichu paranoję w obawie przed potencjalnym wybuchem wojny.

O ile obawy te są w zasadzie uzasadnione, a przezorność w tej kwestii w pełni aprobuję, o tyle moją uwagę nie po raz pierwszy zwracają zjawiska wykraczające poza instynkt przetrwania, mające swoje korzenie w nazareńskiej zgniliźnie kulturowej.

Mam na myśli oczywiście nastroje ideologiczno-moralne jakie towarzyszą społeczeństwu w obliczu hipotetycznego konfliktu.

Pacyfistyczna ideologia oraz naiwna myśl o możliwości powstrzymania wojen i wymazania ich z przyszłości jest stałym elementem światopoglądu przeciętnego mundanina.

Jest to rzecz jasna spowodowane kulturą i ideologią, w której tenże przeciętny mundanin został wychowany.
Etos współczesnej cywilizacji zachodu został wieki temu zdeformowany poprzez uczynienie jej kamieniem węgielnym ideologii bazującej na klasycznej filozofii grecko-rzymskiej i chrześcijaństwie.
Te wpływy zdefiniowały konwencjonalną, dominującą moralność oraz stały się wykładnią tego co dobre, a co złe.

Wraz z postępem technologicznym i urbanizacją, oraz z powodu braku pielęgnacji i kontemplacji Natury we wspomnianym etosie, ludzie zaczęli coraz mocniej oddalać się od korzeni, a tym samym coraz łatwiej wierzyć w słuszność wpojonych im idei oraz możliwość realizacji nawet najbardziej nierealnych z nich.

Jednym z takich nierealnych poglądów, na który ludzie (podobnie jak na wszelką moralność) wciąż się nabierają jest Pacyfizm.

Ideologia o wzajemnej miłości, pokoju, słownym rozwiązywaniu konfliktów, a najlepiej całkowitym ich braku.
Dla śniących o dobru i pragnących przeżyć życie bez cienia dyskomfortu brzmi to pięknie, dla mnie natomiast obrzydliwie.

Jako Satanista Tradycyjny nie tylko uważam zasadę Pathei Mathos za jedną z najmądrzejszych i esencjonalnych dla ścieżek pokroju Satanizmu, ale również w pełni akceptuję Naturę i Jej realia takimi, jakie są.

Ci pogrążeni w iluzji wierzą jednak, że bólu można się pozbyć. Jest to bardzo wygodne założenie z ich perspektywy.
Przekonywanie siebie samego oraz innych, że ból, którego wszyscy oni się boją, jest tylko karą za grzechy i wyrzekając się Natury można mu uciec jest dla nich złudną nadzieją, że kiedyś będzie im lepiej.

Taka postawa jest wyrazem kilku koszmarnie niekorzystnych dla realizacji osobistego potencjału cech:

1. Strachu przed jakimkolwiek zaburzeniem własnego komfortu - a więc tym samym strachu przed Życiem, którego struktura oparta jest na walce, zdobywaniu, podboju i zawsze obecnej niepewności.

2. Wiary w kłamliwy etos nazareńskiej cywilizacji, negujący prawa Natury, a tym samym utrzymujący zawierzonych mu ludzi w wiecznym dystansie od Jej prawdziwego oblicza.

3. Mniej lub bardziej świadomej niechęci do tego co ziemskie i naturalne, a więc zupełnego niezrozumienia Rzeczywistości, oraz idącej za tym chęci wyzbycia się tego co daje Życie.

Nie ma bowiem Życia bez wojny, podboju, działania i bólu; oraz Rozwoju bez rewolucji, ryzyka, kreatywności i geniuszu.

Pacyfizm jest jedną z najbardziej nieudolnych i naiwnych idei o jakich słyszałem.

Nie tylko uważam jego założenia za niemądre, ale przede wszystkim ułudne, niemożliwe do realizacji.

Żeby się o tym przekonać wystarczy obserwować dziką Naturę, która swoimi mechanizmami upokarza ideologię omawianych jednostek, a je same potrafi oburzać.

Zarówno w mikro i makro świecie przyrody dostrzeżemy nieustanną walkę o dominację, okupioną ofiarami, stratą i zniszczeniem.
Owe zniszczenie jednak nigdy nie owocuje stratą, trzeba jedynie umieć spojrzeć z szerszej perspektywy.

Drapieżniki by przeżyć muszą nieustannie atakować, ścigać i zabijać roślinożerców, a ci usprawniać muszą swoje strategie obronne, by przeżyć.
Podczas pogoni ofiarą prawie zawsze pada również najsłabsze ogniwo - osobnik chory, stary lub po prostu o najsłabszej kondycji.
Predatorzy eliminują najsłabsze ogniwo nie ze wspaniałomyślności, lecz wyrachowania - mniejsza szansa niepowodzenia lub kontuzji, a zatem większa szansa na sukces.

Matki niemal wszystkich gatunków, zarówno ssaków jak i ptaków lub gadów, instynktownie eliminują swoje potomstwo, które okaże się w jakiś sposób wadliwe, do czego są ewolucyjnie przystosowane, potrafiąc poznać upośledzonego noworodka nawet po zapachu.
Robią to, aby kosztem jednego osobnika, który nie miałby szans na przetrwanie, zwiększyć owe szanse dla siebie i pozostałych dzieci - zabite młode np. lwa, jest zazwyczaj zjadane przez matkę, by po pierwsze nie zjedli go padlinożercy, a po drugie (ważniejsze) by zyskać dodatkową energię i składniki odżywcze potrzebne do opieki nad dziećmi oraz produkcji mleka w przypadku ssaków.

Robotnice szerszeni dedykują natomiast swój żywot królowej gniazda. Czynią to, ponieważ zapewnia im to pośredni sukces własnych genów - bronią gniazda i dokarmiają swoje rodzeństwo w fazie larwalnej, ponieważ w przyszłości to jemu przyjdzie stać się nowymi, płodnymi królowymi.

W imię królowej szerszenie bez wahania oddają swoje życie, a dla zapewnienia jak najlepszego pokarmu larwom dokonują nie tylko zabójstw na innych, napotkanych owadach, ale również są zdolne do skoordynowanych ataków.

Szerszenie przeprowadzają bowiem istny Blitzkrieg, którego celem są pszczele ule.
Kilka szerszeni potrafi wymordować podczas takiego nalotu kilka tysięcy pszczół. 
Robią to dla skarbu, który znajduje się w środku - bezbronne i pożywne larwy.

Podobnych ataków potrafią dokonywać również mrówki, a ich celem są inne kolonie. Z zajętych mrowisk owady biorą nawet zakładników, którzy następnie niewolniczo pracują dla nieswojego rodu.

Te działania jednak mają swój wymiar ponadjednostkowy, bezprzyczynowy. Tym wymiarem jest schemat, który rządzi Naturą całego Wszechświata, a jego akauzalnym źródłem jest nie kto inny, jak sam Szatan.

Tym mechanizmem jest Chaos i jego manifestacje, z których każda wyraża ten sam schemat - irracjonalny, szaleńczy i nieokiełznany pęd do zmiany, ewolucji i rozwoju.

Na naszym ziemskim globie, w sferze przyczynowej ten schemat przybiera formę konstruktu, znanego nam jako Selekcja Naturalna, choć w zasadzie jest ona już końcowym skutkiem tego procesu.

Za nią stoi bowiem dokładnie ta sama zasada - pierwotna Siła, pchająca ewolucję do przodu, napędzająca i odżywiająca ją.
Jest to siła gwałtowna, nieobliczalna, przybierająca różne formy i obierająca różne kierunki w swym działaniu.
Wszystkie te zdarzenia zmierzają ku jednemu - wiecznej Transformacji.

Dlaczego jednak zdecydowałem się na tak długie opracowanie Energii leżącej u podstaw Natury Bytu?

Ponieważ zrozumienie tej energii jest esencjonalne i kluczowe dla zrozumienia faktu konieczności i wieczności zjawiska Wojny.

Wojna, którą znamy, jest niczym innym jak współczesnym, ludzkim odpowiednikiem tych samych schematów, które rządzą w Naturze.
Dla wielu jest to ciężkie do wyobrażenia, ze względu na wyraźne różnice pomiędzy działaniem człowieka, a innych zwierząt.

Celowo więc zdecydowałem się na zabieg ubrania działań owadów (tak bardzo zdawałoby się obcych człowiekowi) w typowo "ludzkie" pojęcia, takie jak: zabójstwo, niewolnictwo, zakładnicy oraz Blitzkrieg.

Czym bowiem różni się nalot Messerschmittów od ataku szerszeni na pszczele gniazdo?
Różni się jedynie skalą i poziomem zaawansowania zastosowanych środków.

Ataki szerszeni na gniazda pszczół przytoczyłem szczególnie wyraźnie, bo nie widzę lepszego i bardziej wymownego porównania do ludzkiej wojny.

Z jednej strony mamy ludzi, a z drugiej zdawałoby się nic nie znaczące (dla idiotów) owady, a jednak motywacje, przeprowadzone działania oraz ich skutki są niemalże takie same.

W obu przypadkach mamy do czynienia ze skoordynowanym atakiem, zazwyczaj lepiej przygotowanego oprawcy na słabsze ofiary. Mamy do czynienia z krwawą i brutalną walką, zaciętą defensywą, która nawet jeśli przyniesie zwycięstwo będzie kosztowała wiele żyć.
Gdy jednak zakończy się przegraną skutki będą katastrofalne. Wróg kroczyć będzie pomiędzy tysiącami jeszcze ciepłych trucheł, by zabrać to po co przyszedł.

Bowiem zarówno w przypadku ludzkich wojen oraz nalotów szerszeni, mord i tysiące ofiar nie są nawet celem ataku. Są jedynie konieczną do odwalenia mokrą robotą, która umożliwi osiągnięcie prawdziwego celu - zdobycia surowców, pożywnych larw, terytorium obcego państwa, przejęcia cudzego gniazda.

Wojna i związane z nią okrucieństwa są wpisane w naturę Wszechświata czy tego chcemy, czy nie.
Brutalność Natury jest częścią Jej Doskonałości, Wieczności i Piękna.

Nazareńczycy w swoim rozumowaniu postępują żałośnie.
Pomijam już fakt bezczelnego przypisywania owej Natury swojemu zmyślonemu, wstrętnemu pseudobogu, ale szczególną kpiną jest wybiórcze podejście.

Dziełem "Boga" jest tylko to co ładne, przyjemne i miłe (z perspektywy rzecz jasna WYŁĄCZNIE człowieka, dla którego PRZECIEŻ cały Wszechświat został stworzony), zaś wszystko co trudne, bolesne, niewygodne i przerażające jest winą grzechu pierwszych ludzi, winą Szatana i wielkiego ZŁA.

Według nich w Naturze wciąż można dostrzec "piękno" boskiego stworzenia "dokonanego" przez ich jahwe, ale wszystko to jest przykryte płaszczem grzechu i Zła

ŻAŁOSNE...

Wracając do Prawdy.

Całością mojego tekstu mam na celu uwydatnić bardzo niewygodne, lecz bardzo prawdziwe stwierdzenie - Wojna jest nie tylko naturalna, ona jest KONIECZNA.

I tak, brzmi to może paskudnie, ale czy na pewno?

Niechęć do globalnej wojny, spowodowanej politycznymi nieporozumieniami jest jak najbardziej uzasadniona, chociaż mało kto rozumie dlaczego. Większość ludzi reaguje strachem instynktownie, co również ma swoje uzasadnienie.
Każdy konflikt, niezależnie od formy, niesie za sobą ryzyko straty i porażki. Konflikt będący poza naszą kontrolą jest natomiast czymś, co drogą pierwotnego instynktu przetrwania budzi lęk.
Mało kto w momencie obawy o własne życie będzie myślał o abstrakcyjnych ideach takich jak naród.
Każdy skupi się na przetrwaniu swoim i swoich bliskich, bo z perspektywy biologicznej tylko oni powinni go obchodzić. Oczywiście mamy wiele zaprogramowanych abstrakcyjnymi ideami moralności czy państwa jednostek, które będą gotowe za flagę i godło ryzykować życiem.

Osobiście nie żywię pogardy do zjawiska Wojny.
Jako Satanista o rozwiniętym Wglądzie jestem z nim pogodzony i oswojony.
Dobrze rozumiem (i stale poznaję głębiej) motywacje, które stoją za jego występowaniem, oraz naturę samego zjawiska.

Z lubością wojuję, sam ze sobą oraz z innymi. Jestem gotów wszczynać konflikty, zarówno między jednostkami jak i całymi grupami ludzi.
Walka jako bezprzyczynowy żywioł jest przeze mnie wręcz ukochana, a to ze względu na Jednię z Szatanem, który JEST ową Walką, jest Rewolucją i Zrywem.

Uwielbiam patrzeć jak wszystko płonie, bo wiem, że w tym ogniu wykuwa się Zmiana, Ponadosobowa Zmiana. Dopóki wojny, konflikty, rewolucje i strajki trwają; naturalny Sataniczny Duch w jednostkach pozostaje żywy mimo, iż jest u nich w zaniku.

Nie obchodzi mnie los przypadkowych ludzi. Są mi tak samo obcy jak inne organizmy żywe, które mam okazję obserwować.
Dzika Natura jest moim domem, a Jej mieszkańcy moimi sprzymierzeńcami - znacznie bardziej szatańskimi od większości przedstawicieli homo sapiens.

Nie zmienia to jednak faktu, że napotkana w lesie sarna jest mi obca - nie znam jej, a ona nie zna mnie. 
Nie mamy ze sobą bliskiej relacji ani więzi, wobec czego nie będę płakał, gdy zobaczę ją zabijaną przez drapieżniki. Wręcz przeciwnie - będę patrzył ze wzruszeniem i zachwytem na prawdziwe Piękno Natury.


Tak samo jest z ludźmi - nie ruszają mnie informacje na temat ofiar wojen czy chociażby ostatnich zamieszek w Meksyku.
Nie znam tych ludzi, oni nie znają mnie, nie mam pojęcia kim byli ani nawet jak się nazywali.
Doskonale wiem, że tam rozgrywają się dramaty i tragedie rodzin, ale nie moich rodzin, nie moich bliskich.

Zatem ofiary w ludziach nie są czynnikiem, który odraża mnie od zjawiska Wojny.

Owszem, często większość z tych ofiar jest zbędna, ale taka już przypadkowa kolej rzeczy

Takie rozwiązania jak zrzucanie ładunków wybuchowych, stosowane przez państwa podczas wojen, są wygodnym rozwiązaniem, które naraża ich na najmniejsze ryzyko straty w swoich ludziach - to wyrachowana kalkulacja, której wynik jest wygodny dla słabeuszy, jakimi bez wątpienia jest chociażby większość rosyjskich żołnierzy, którzy nie mogąc stawić oporu ukraińskiej armii wolą atakować cywilów.

Dlatego też ja wszelaki atak z mojej strony zawsze wymierzę w jednostki, które mam powód i cel zaatakować.
Chcąc zabić jedną osobę nie wysadzę w powietrze budynku, w którym przebywa 200 innych przypadkowych osób.
Pociąga to za sobą bezsensowne ofiary w ludziach, którzy potencjalnie mogliby okazać się wartościowi.

Jednak do selektywnej eliminacji potrzeba odwagi i determinacji, czego brakuje pizdom chcącym jedynie osiągnąć polityczny cel, używając mięsa armatniego.


Mówiąc jednak te jakże oburzające z humanistycznej perspektywy słowa nie jestem jebanym hipokrytą, który jest obojętny gdy giną inni, ale będzie miał pretensje gdy będą ginąć jego ludzie.

Każdy dba o swoją skórę, swoje przetrwanie i ważne dla siebie sprawy.
Dobrze wiem, że ja również mogę stać się jutro czy pojutrze celem znacznie lepiej przygotowanego komandosa, a może nawet ładunku, który zabije mnie razem z całym budynkiem, który zniszczy, nie wiedząc nawet kim są ludzie w środku.
Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba wojny bym został zaatakowany na ulicy przez przypadkowego frajera, którego sam z chęcią bym zabił, ale który w tej sytuacji ma nade mną przewagę.

Bliskie mi osoby każdego dnia mogą zostać skrzywdzone lub ulec wypadkowi, w każdej chwili mogę odebrać telefon z informacją o czyjejś brutalnej śmierci.

Nie jest to jednak powodem do przerażenia czy narzekania. Na "Marność Życia" i doczesności narzekają jedynie nazarejczycy, dopatrujący się gdzieś poza tym "niedoskonałym" światem "lepszej" rzeczywistości.

Takowa jednak nie istnieje i nigdy nie zaistnieje. Świat, który nas otacza, zarówno ten Przyczynowy jak i Bezprzyczynowy, to przepastna i złożona Rzeczywistość, która w takiej formie jaką przybiera, również brutalnej, bezwzględnej i egoistycznej jest Wieczna, Kompletna i Doskonała.

Nie uznaję więc tandetnego pojęcia marności - Życie jest dla mnie barwną i intensywną mozaiką skrajności i wielowątkowości. Nie boję się bólu czy śmierci - jestem pogodzony z ich koniecznością i niezbywalnością.
Ponad wszystko w Życiu cenię jego Dary i Możliwości, zrywam wszystkie jego owoce, zarówno te lśniące, soczyste, przynoszące Ekstazę, Rozkosz i Uniesienie, jak i te pachnące zgnilizną, bolesne przy przeżuwaniu i powodujące szalone, koszmarne wręcz wizje.

Moim rozwiązaniem zamiast narzekania, jest Działanie - i tak powinien funkcjonować każdy Prawdziwy Satanista.

Jeśli chcemy być spójni z Naturą naszego Mistrza Szatana, zwłaszcza jeśli staliśmy się czymś więcej niż tylko Adeptem Satanizmu - Zjawiskiem Satanisty, musimy akceptować wszystkie następstwa Jego działania, pokochać je i samemu wywoływać zapewniając im ekspansję.

Akceptować i pokochać zjawiska takie jak Trudność, Zmaganie, Walka, Wojna, Kreatywność, Selekcja, Indywidualny Geniusz.

Zamiast błagać żałośnie niczym konająca owca o litość, pokój i pozwolenie na spokojne, milutkie życie, wolę przygotowywać się na najgorsze.
Wiedzieć, że gdy przyjdzie mi się zmierzyć z krwawymi realiami, nie polegnę.

Zachęcam więc do ćwiczeń fizycznych, rozwijania sprawności, umiejętności samoobrony, survivalu, posiadania mniejszego lub większego arsenału i awaryjnego bagażu na wypadek nieprzewidywalnej sytuacji.

Powyższe działania powinny być według mnie elementem Tradycji każdego Satanisty.
ONA mówi o tym bardzo wyraźnie - "Naucz się samego siebie przerastać, byś nad wszystkimi mógł triumfować".

Wygodnie jest bowiem pisać o wojnie i brutalnych realiach siedząc w ciepłym domu na kanapie. 
A nigdy nie wiadomo kiedy to nasz dom zacznie się walić na naszą bezcenną głowę.
Satanista musi być z tym pogodzony, a drogą swojej dynamicznej praktyki rozwoju i transgresji przygotowany na wszystko - gotowy fizycznie i psychicznie.

Gotowy na to by w sytuacji zagrożenia zachować zimną krew, obronić się przed napastnikiem, przetrwać w nieprzyjaznych warunkach, a gdy trzeba będzie, zabijać w imię własnego przetrwania.

(poniżej, jako poprzedni post, znajduje się mój wiersz zatytułowany "Oblicze", który idealnie ujmuje esencję całego powyższego tekstu.)






środa, 18 lutego 2026

OBLICZE

Tych, którzy o Dobru i Pokoju śnią ogarnie blady strach,
kiedy odkryć im przyjdzie, że nie uciekną Wojnie.
Gdy z hukiem walić się będzie następny gmach,
gdy znów lamentem przejdą ludzkie ubojnie.

Szukasz w mej Przyrodzie harmonii i spokoju,
podtrzymując wyrzeczenie przez twych przodków zasiane.
Nie jesteś Jej częścią nazareńska trzodo
Twe marzenia i nadzieje brutalnie zostaną odebrane.

Przed tobą w mundurach i czołgach pierwotne Jej prawo,
które gniewem ociekające,
okrucieństwem się karmiące,
Żniwo swego piękna zbierać będzie krwawo.

I trwa ono wszędzie, gdzie nie spojrzysz tam właśnie będzie.

Zauważ więc walkę ciała twojego,
które walczy nieustannie byś dożył dnia następnego.
Poczuj zapach świeżej krwi rozlewanej,
Gdy selekcja się odbywa na polanie nią usłanej.

I dostrzeż Piękno najwyższe tam, gdzie spojrzeć się lękasz,
i brzydotę tam, gdzie przed kłamstwem korzysz się i klękasz.

Ileż bólu ty doświadczysz na drodze swego Życia
nawet, gdy stagnacja twym sposobem bycia.

Nie godzien jesteś niedojdo spojrzeć w Jego oczy,
Tam gdzie rwący Chaos, Irracjonalny Pęd.
W oczy Tego, który od początku Czasu poza Przestrzenią kroczy
Swą bytnością Ekstazę budząc, Szaleństwo, Zachwyt, Wstręt.

Rewolucja i Bezprawie zaś Jego zasadą,
On zmianę powoduje, za bezprzyczynową skryty fasadą.
I to z Niego jest Namiętność, która życia pęd kreuje.
I w szaleńczy stan popada, kto go odnajduje.

I to Jego siłą tętni wszelki Byt nieokiełznany,
I zmienną Jego gwiazdą Perseusz rozświetlany.
Mroczna Jego moc napędza Wszechświat niezmierzony,
Niszczy by tworzyć i by niszczyć tworzy,


W cierpieniu wielkim skonasz, jeśli zechcesz skoczyć w Ogień.
Są zaś tacy, którzy Płoną i jednoczą ze swym Bogiem.

W lśniących kałużach krwi odbicie Jego dostrzeżesz,
w potach zwycięstwa, w potach walki i w nasieniu,
Żywego Go zaś dojrzysz w Życiu,
w Ciemności, Ekstazie i Złowieszczym Uniesieniu.

Koszmarna jest bowiem Natura dla każdego mundana,
którą Ja ukochałem, której częścią się stałem.
Największe Piękno się ziści, gdy Złem jest Prawda ukochana,
gdy spojrzysz głęboko i zatoniesz w Obliczu Szatana.



Matmerd



czwartek, 22 stycznia 2026

BAPHOMET

 Z krzykiem zbiegał po zboczu człowieka U stóp drzewa padł i ekstaza z niego ścieka Szaleństwem go naznaczyły szatańskie uniesienia Uświadamiając bezsłownie w Esencji Istnienia

Obmył lico swoje płomieniem oszałamiającym
Bezimienny i zmiennokształtny jak Oni
Miesiąc nań spogląda, petrichor z ziemi sączy
A on rękojeść rzemienną ściska w swej dłoni

Za kosmosu bezkresem tęsknota w nim zawodzi
Wycie Otchłani z dala doń przybywa.
Do konającego Mistrza sama Ziemia podchodzi.
Na jego ciele dłoń swą kładzie, gdy ten w jej oblicze spływa.

Spojrzał głęboko w oczy Bóstwa gwałtownego.
Pola historii przed nim, monsun krwawej pustyni.
Zapragnął z nią namiętności i zjednoczenia absolutnego
Bowiem nie był to Bóg, była to Bogini.
Miłością otoczona, nie strachem, nie czcią.
W złowieszczej ekstazie obmywa się krwią.
Zawiłość Życia Jej Naturą, nie Winą
Z Jej łona się rodzą i z Jej rąk później giną Matmerd

wtorek, 30 grudnia 2025

O JAKOŚCI LUDU

Obiektywnym, choć dla wielu niedopuszczalnym jest fakt, że ludzie różnią się Jakością.
Przejawia się to zarówno w ich sposobie myślenia, potrzebach, jak i w sposobie życia.
Natura nie jest sprawiedliwą i praworządną Siłą, jest bezlitosna, a o losie żyjącej w niej jednostki decydują zarówno kontrolowane zdolności adaptacyjne, jak również geny, których sekwencja jest kwiatem przodków, a która to potrafi przesądzić o całym jej życiu.

Zarówno całą przyrodą, jak również konkretnymi jej aspektami rządzi Chaos - siła napędowa ewolucji.
Owa ewolucja zaś odbywa się za sprawą Naturalnej Selekcji, a tę przetrwają tylko najlepiej przystosowani.
W błędzie są ci, którzy uważają, że to prawo nie dotyczy Człowieka.

Jakość ludzi zależy od wielu czynników. Jedni rodzą się upośledzeni i od momentu opuszczenia łona matki są spisani na straty.
Inni zaś są zdolni żyć dalej, jednak przez całe życie przechodzą będąc bezmyślnymi owcami, których jedynym celem jest zaspokajanie potrzeb fizjologicznych i zapewnienie sobie pozornego poczucia bezpieczeństwa.
Tacy ludzie są pod całkowitą władzą otoczenia. Ich los spoczywa w rękach polityków, rodzin, przywódców religijnych etc.
Oni sami zazwyczaj nie znają siebie, ponieważ nie potrafią wziąć za siebie odpowiedzialności i odkryć swojego życiowego potencjału.
Ich pragnienia i instynkt rządzą nimi zamiast nich.
Nie są na tyle ambitni, by zgłębić swe ukryte aspekty i wznieść się wyżej, nie potrafią zrozumieć swoich pragnień i instynktu tak, aby przejąć nad nimi kontrolę i zyskać umiejętność wykorzystywania ich do swoich celów.

Natura to bezwzględna Siła, co wie każdy kto umie ją zrozumieć. Jednym z naczelnych zjawisk jakie w niej panują jest zasada drapieżnika i ofiary, zabijania lub bycia zabijanym.
Nie inaczej jest w tym przypadku - albo to Ty będziesz rozgrywać swoje Życie, albo Ktoś będzie je rozgrywał za Ciebie.

Ci, których mentalna struktura przypomina owcze stado, stanowią większość społeczeństwa.
Jednostek wybitnych, których ambicje i zdolności intelektualne oraz poznawcze wykraczają poza granice przeciętnych jednostek stanowią mniejszość.

Ludzkość ze względu na swoje możliwości oddaliła się od Natury, zbudowała sztuczną, bezpieczną cywilizację, w której może zapomnieć o brutalnej rzeczywistości.
Cała współczesna kultura wyrosła ponadto na etosie nazareńskim, który zatruł swą doktryną i moralnością większość sfer życia publicznego.

Jedną z najbardziej rzucających się w oczy cech tego systemu wartości jest Egalitaryzm - pogląd, że wszystkie ludzkie jednostki są sobie równe, bez wyjątków.
Humanizm towarzyszący egalitarystycznej kulturze każe ludziom wierzyć, iż każda jednostka, bez względu na cokolwiek jest równa drugiej tylko dlatego, że jest Człowiekiem.

To oczywiście stoi w sprzeczności z perspektywą satanistyczną, która wyraźnie wskazuje różnice pomiędzy jednostkami.

Ludzie różnią się od siebie znacznie. Jedni są uległymi naiwniakami, inni bezmyślnymi konformistami, a jeszcze inni hipokrytami. Zdarzają się jednak wśród nich jednostki, które sięgają dalej, a ich ambicje wykraczają poza średnią.
Naukowcy, filozofowie, artyści, dyktatorzy, komandosi - to ludzie, którzy zmieniali bieg dziejów lub dokonywali wielkich rewolucji. 
Mimo, iż wielu z nich skażonych było nazareńskim ściekiem (przede wszystkim filozofowie) to jednak pchani ambicjami i szatańskim pędem rozwoju dążyli do Prawdy.
Niewielu z nich ją znalazło, niektórzy odkryli tylko jej część, lecz wciąż poczynili więcej kroków, niż szary tłum.

Niestety z biegiem czasu możemy dostrzec coraz głębszy dół, który kopie pod sobą ludzkość.
Według mnie ten ciągły regres ma jedną zasadniczą przyczynę - im łatwiej, tym gorzej.
Dożyliśmy czasów, w których nie trzeba się wiele starać, by przeżyć życie, często wręcz z wieloma wygodami.
Każdy średnio ogarnięty obywatel znajdzie sobie pracę, wynajmie gdzieś mieszkanie, uwierzy w religię, która go pokrzepi w słodkiej ignorancji przepłynie przez życie, zostawiając głęboko pod powierzchnią swój życiowy potencjał, na który nigdy nawet nie spojrzy. Niestety większości ludzi taki scenariusz życia w zupełności wystarcza.
Tak właśnie żyją urodzeni niewolnicy. Wystarczy, że mają zapewnione podstawowe potrzeby i tracą jakiekolwiek chęci, by zajść dalej. 
Większość ludzi jest koszmarnie leniwych mimo, iż ich nazareński etos wskazuje Lenistwo jako jeden z grzechów - problem jedynie w tym, że zamiast lenistwa proponuje wiernym bycie niewolnikiem.

Dominujący w cywilizacji gatunek Homo Nazarene odznacza się szczególną ignorancją: powiela schematy i zwyczaje, które mu wpojono i ani przez chwilę nie zastanowi się dlaczego właściwie to robi.
Dostosowuje się do reszty szarego społeczeństwa myśląc, że "tak trzeba postępować".
Ludzie są pozbawieni odwagi, by sięgać w nieznane - zwyczajnie boją się tego, co może tam na nich czekać. Pragną jedynie słuchać niespełniających się nigdy obietnic komfortu i pokoju, ponieważ w tym stanie nie muszą się wysilać i podejmować stresujących działań by zdobywać.
W trudniejszych czasach otępiałe masy MUSIAŁY działać, aby przetrwać.
Teraz, gdy wszystkiego mają pod dostatkiem jedynie MOGĄ działać i właśnie dlatego tego nie robią.
Idealnie widać to obecnie w czasach AI - ci nieco mądrzejsi szybko zorientowali się, że głupieją i zaczęli protestować.
Bezmyślni jednak pozostają zachwyceni faktem, że muszą jeszcze mniej.

Stworzyli cywilizację, w której słabi, a nawet genetycznie chorzy, którzy w naturze nie przeżyli by nawet godziny, dożywają sędziwego wieku dla samego Życia -  to właśnie efekt wszechobecnego egalitaryzmu.
Kiedyś usłyszałem zdanie, że "człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach". 
Pytam więc, kim niezwykłym jest owy "człowiek" i czym są te tajemnicze "ludzkie warunki"...
Oczywiście wystarczyłoby zamienić "ludzki" na "iluzoryczny", a całe zdanie nabiera nowego sensu.
Ludzie wierzą w iluzję wtedy, gdy mają do tego przestrzeń. Wystarczy wojna albo kataklizm, by miliony nazarejczyków popadały w zwątpienia religijno-moralne, bo w czasach pokoju nasłuchali się teologicznych i moralnych bzdur. My Sataniści w takich chwilach nie załamujemy rąk - planujemy i walczymy o Siebie by przetrwać.
Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie moralność nie istnieje, a religijne obietnice nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości.
O naszych Bogach nikt kompetentny nie kłamie, nie wymyśla bajeczek, ani nie tworzy fikcyjnego obrazu istot pragnących się nami opiekować.
Dobrze wiemy, że spotkanie z naszymi Mrocznymi Bogami jest jak spotkanie z dzikim zwierzęciem.
Czujemy wobec nich respekt, ale nie umniejszamy sobie przed nimi. Celem naszego spotkania jest zjednoczenie, wymiana energii i nauka. Owa nauka nie będzie jednak prosta ani teoretyczna - nasi Bogowie wystawią nas na ciężkie próby i surowe realia Natury, a my sami będziemy musieli dokończyć tę lekcję. Będą do nas mówić o rzeczach, o których wielu ludzi boi się nawet pomyśleć, a często nawet nie umie myśleć w tych kategoriach.
Ich umysły są stworzone do chłonięcia słów przywódców religijnych, którzy są takimi samymi ofiarami kłamstwa jak oni.
Tak samo jak ich wyznawcy będą szczerze wierzyć w swojego zmyślonego boga i klękać przed autorytetami swojej religii.
Nawet w obliczu zderzenia z brutalną rzeczywistością wielu z nich wyprze to z siebie, ponieważ nie będzie się w stanie pogodzić z Prawdą.
Zamiast tego, gdy już zapomną o prawdzie, wrócą na słodkie łono ignorancji, by upajać się kłamstwami i wspierać tych, którzy żyją za nich.



O nas Satanistach mówi się, że stanowimy odrębny "podgatunek" Nadczłowieka.
Jest to spowodowane satanistycznym sposobem życia i jego filozofią - naszym ostatecznym celem jest uczynienie siebie nowym rodzajem jednostki, istotą potężniejszą, świadomą i sprawczą.
Satanista musi być silny psychicznie, wytrzymały i gotowy na intensywne życie.

W swoim rozwoju stosujemy metody zarówno magiczne, psychiczne, jak i fizyczne.
Każda z nich służy innym celom, które przybliżają nas do tego ostatecznego.
Oprócz Magii Wewnętrznej stosujemy także Magię Zewnętrzną, a czasem jej najwyższą formę - Magię Eoniczną.

Satanista w swych działaniach dąży do zgłębiania każdej ukrytej sfery własnego Ja, eksploruje Ciemność, jej najtrudniej dostępne zakamarki. Komunikuje się i otacza energią Natury oraz potężnych istot znanych jako Mroczni Bogowie.
Stosuje techniki przemiany świadomości oraz doświadcza trudnych, czasem niebezpiecznych wyzwań (takich jak Grade Rituals).

Wszystko to sprowadza się do ostatecznego celu, którym jest stworzenie swoistego Nadczłowieka.
Sataniści należą do ludzi, którzy widzą więcej, a ich charakter pozwala im sięgać po to co dostrzegą w Ciemności.
Czarna Magia Tradycyjnego Satanizmu jest selektywna jak Natura - słabi zginą, silni przetrwają.

Historia zna wiele przykładów słabych i bezmyślnych ludzi, którzy wkraczali nieopatrznie na ścieżkę magii, a potem lądowali na pierwszych stronach gazet.
Albo oni kończą z magią (i w przerażeniu konwertują się na chrześcijaństwo) albo magia kończy z nimi.

Słyszy się czasem w mediach o tak zwanych "nawróconych satanistach", po czym po sprawdzeniu owej postaci okazuje się ona być zagubionym nazarejczykiem, który będąc słabą owcą spodziewał się odnaleźć w Szatanie drogę do potęgi - dobrze szukał, ale taki człowiek jak on nigdy jej nie dostąpi.
Tacy ludzie bardzo szybko wracają na kolana przed krzyż, ponieważ nigdy nie przestali wierzyć w nazareńskie kłamstwo, nawet w swoim "satanistycznym" epizodzie życiowym wierzyli w wymyśloną postać Szatana z nazareńskiej teologii.

Słowo "nawrócony satanista" to oksymoron. Człowiek, który pozna Prawdziwego Szatana, doświadczy Piękna Ciemności i otworzy w sobie nexion do wymiaru Bezprzyczynowego naznacza siebie na zawsze - nie ma już dla niego innej drogi.
Prawdziwy Satanista "nawrócony" na nazareński etos byłby jak Mikołaj Kopernik nawrócony na Teorię Płaskiej Ziemi i Geocentryzm.

Na ścieżce tak trudnej jak Satanizm przetrwają tylko najsilniejsze i najlepiej rezonujące z nią jednostki -odważne, chętne sięgać zakazanego, samoświadome i zdolne porzucić naleciałości nazareńskiego społeczeństwa, zarówno moralność jak i religijne wyobrażenia, które były im wpajane.

Gdy dochodzi do zderzenia biegunów, gdy przemierzamy tereny mundańskiej cywilizacji, w której stanowimy mniejszość, wielu z nas czuje się jak w obozie pracy, w którym żaden mechanizm nie ma sensu.

Mamy wtedy wybór - pozwolić, aby ten fakt nas frustrował i niszczył życie, albo przejąć nad nim kontrolę.
Prawdziwy Satanista zawsze postawi na to drugie, wzniesie się ponad swoją irytację, aby dostrzec nowe możliwości.

Kiedy już bowiem zaakceptujemy środowisko, w którym się poruszamy oraz zrozumiemy swoje położenie, możemy spróbować podprogowo wpłynąć na bieg zdarzeń i rozwój społeczeństwa, manipulując jednostkami lub grupami, wprowadzając Ruch.

Ruch jest domeną Szatana, a my wprowadzając go stajemy się niejako przedłużeniem Jego wpływu.
Magia Eoniczna, propagowanie satanistycznej filozofii pod przykrywką lub infiltracja.
Nasze działania, celowo ukryte, mogą być dla nas świetną nauką, jak również wsparciem dla wpływu naszych Mrocznych Bogów.
Tępi ludzie, których spotkamy, są jedynie przeszkodą do pokonania lub wykorzystania. Jeśli jesteś Satanistą, nie obawiaj się manipulować tymi gorszymi - swoją naiwną postawą sami na to pozwalają.

Na szacunek Satanisty zasługują tylko sprytni, samodzielni i znający swoją wartość ludzie, przewyższający intelektem, potencjałem i ambicjami niewolnicze owce. 

Miejsce tych drugich jest za kratami Złowieszczej Dialektyki.



wtorek, 2 grudnia 2025

MŁOT NA NAZAREJCZYKÓW



My, Sataniści i Czarownicy, nosiciele Prawdy, Wiedzy i Naturalnego Ducha Ziemi, w iluzorycznym i upojonym fałszem społeczeństwie Mundanów i Nazareńczyków stanowimy i od wieków stanowiliśmy obiekt potępienia oraz obelgę.

Oddane ślepej i dogmatycznej wierze w kłamstwa i bajki ludzie, albo raczej stado owiec, linczowali nas tysiące razy. Nasz kunszt był wyśmiewany i potępiany.
Prastare praktyki magiczne były obrzydliwie wymazywane z rzeczywistości i zastępowane nazareńskim stekiem bzdur, nasze ziemskie święta kontemplujące brutalną, dziką i zmienną Naturę były przerabiane na święta ku chwale obcego, pasożytniczego pseudo-boga, określającego siebie panem świata.
Tysiące lat dziedzictwa, setki pokoleń, interakcje z Mrocznymi Bogami i Duchami, praktyki magiczne, nekromantyczne - wszystko to zostało zapomniane wraz z przejęciem naszych ziem przez nazareńczyków.

Ci ludzie nie przejęli tych ziem siłą, nie przejęli ich dlatego, że byli potężniejsi lub współpracowali z potężniejszymi Bogami - przejęli je Strachem, Słabością i Kłamstwem.
Kto dumny i zbuntowany był mordowany za herezję, kto słaby i konformistyczny dołączał do owczego stada.
Ludzie zostali wyrwani z karmiącego ich Siłą i Wielkością łona Matki Baphomet, by zamiast niego zostać uwiązanymi smyczą na pastwisku.
Naturalny dla Ziemi Duch Szatana, zbuntowanego Syna Chaosu, którego pierwiastek odnajdziemy w każdym żywym istnieniu został parszywie upodlony - z nieokiełznanego, rozszalałego i zmiennego Mrocznego Boga, który swą energią Buntu i Chaosu stanowi Esencję Istnienia napędzającą Ewolucję; stał się rzekomym Upadłym Aniołem, potępionym i pokonanym przez żałosnego pseudo-boga Jahwe.

Jest to wstyd i hańba, by na szatańskich ziemiach, na łonie Baphomet - tu, gdzie kłamstwo nazareńskie nie istnieje, władali ogarnięci tym kłamstwem ludzie, którzy bezmyślnie oddają cześć narzuconemu bóstwu, wkładają mu w ręce nie jego świat, uznają jego osłabiającą i sprzeczną z Naturą moralność za przeznaczenie ludzkiego życia i z każdym kolejnym rokiem (który odmierza czas od rzekomych narodzin największej ofiary Jahwe i największego kłamcy w dziejach - jezusa) zatapiają Nasz Świat w coraz głębszym bagnie fałszu.

W roku 1487 ukazał się Młot na Czarownice (Malleus Maleficarum) - katolicki traktat o magii, czarostwie oraz czarownicach. Wypełniony po brzegi wyssanymi z palca bajeczkami, przez dekady stanowił dla nazareńskiego społeczeństwa kompendium wiedzy na temat czarów oraz magii.
Informacje w nim zawarte były tak dalekie od prawdy, ponieważ w dobie prześladowań i kar śmierci każdy czarownik/czarownica musiał wykazać się sprytem i zdolnością kamuflażu, praktyki i tradycje nie wykraczały poza próg kowenu lub świątyni, a każdy kto potencjalnie mógł tą zasłonę unieść był uprzednio usuwany.
Oczywiście nie każdemu się to udało, wielu naszych magicznych przodków poniosło śmierć. 
Nie miało znaczenia czy byli to Poganie, Sataniści, Szamani, Nekromanci czy nawet zwyczajni zielarze i numerolodzy - każdy kto był powiązany z jakąkolwiek formą magii był zagrożony.
Z tego też powodu praktyki odbywały się w głębokim podziemiu, a nazareńskie społeczeństwo nie miało do nich dostępu - trzeba więc było zmyślać.

Młot na Czarownice zawiera w sobie za równo nieprawdziwe informacje na temat praktyk magicznych, ale również stosy obelg, głownie w stosunku do kobiet.
Całość tego "dzieła" zwieńczona jest zbiorem instrukcji odnośnie polowania, torturowania i eliminacji Czarownic, lub raczej domniemanych czarownic.
Eliminacji czynionej ponownie, nie z powodu dominacji, a z powodu Strachu - strachu owiec przed wilkami, oraz karą ze strony pasterza.

Obecnie większość nazareńczyków przybiera formę jałowych, niezdecydowanych i tępych ludzi.
Wciąż się boją, lecz obecnie boją się nawet mówić, wielu z nich nie wierzy w magię, a wręcz ją wyśmiewa, co jest wyjątkowo zabawne gdy pochodzi od ludzi wierzących na słowo w kłamliwe bajeczki.
My natomiast przestaliśmy być paleni na stosach, Nazareński Eon chyli się ku upadkowi, a płomienie energii Szatana opornie, lecz konsekwentnie przebijają się przez nazareński ściek, ogarniając swą Potęgą jednostki, które widzą więcej.
Wreszcie możemy mówić, głośno i donośnie.
Niech zatem Młot wzniesie się ponad głowami Nazareństwa i uderzy prosto w głowę ich pseudo-boga.


Oto przed wami Słowo Bluźnierstwa - tym słowem jest PRAWDA, Surowa PRAWDA!


ROZDZIAŁ 1 - Świat Bezprzyczynowy [Duchowy] (obalenie perspektywy nazareńskiej)

Świat Bezprzyczynowy i jego postrzeganie jest najważniejszym czynnikiem kształtującym każdą ideologię opartą na tym co niematerialne.
Podczas gdy ścieżki ezoteryczne takie jak Satanizm Tradycyjny lub szeroko pojęte Czarostwo eksplorują ten świat poprzez interakcje i doświadczanie, a surowej prawdy na jego temat nie ubierają w poetyckie frazesy, o tyle w Religii sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Religia bowiem nie bazuje na Surowej Prawdzie lecz na Dogmacie, propaguje wizje i przekonania, które nie mogą być kwestionowane, a jeśli będą, wówczas sceptyczni zostaną oskarżeni o herezję.
Wielkie religie (nie tylko nazareńskie) nie są rozwijające duchowo - to metoda kontroli ludzi.
Nie ma tu miejsca na indywidualną eksplorację, samodzielny rozwój i samotną wędrówkę.
Systemy te wykorzystują ludzką niewiedzę na temat świata duchowego i tworzą jego wizje tak, aby dać złudną nadzieję i jednocześnie przestraszyć wiernych.
I jest to jeden z głównych powodów, dla których współcześni ludzie nie wierzą w Świat Bezprzyczynowy - ich umysły są wypełnione religijnymi wyobrażeniami, w które żaden racjonalnie myślący człowiek nie uwierzy. Wyobrażają oni sobie Świat Duchowy jako krainę ostateczną, zlokalizowaną gdzieś między chmurami, w której żyją podobne ludziom boskie istoty, których naczelnym celem jest nas zbawić i uszczęśliwić, a przy okazji połączyć ze zmarłymi bliskimi, którzy tam na nas czekają.

Taka wizja Świata Duchowego wynika z ludzkiego strachu przed Rzeczywistością i potrzeby żywienia nadziei na lepsze miejsce po Śmierci.
Niech ostatecznym podsumowaniem tej kwestii będzie cytat z bardzo udanego artykułu: 

"Unspeakable Horror - Consequences of Failure in the Sinister Way" autorstwa Sirius Al-Ghul.


"
Jednym z bardziej zabawnych aspektów rozprzestrzeniania się etosu Nazarejczyka w scenie
okultystycznej/duchowej “” jest przekonanie, że świat niematerialny/”spirit, ”, który nazywamy kontinuum(-ami) Acausal, różni się w jakiś sposób od naszego własnego świata przyczynowego tym, że jest wypełniony pokojowymi, życzliwymi bytami, które chcą nas oświecić, którzy rzekomo nie życzą nam żadnej krzywdy i tylko po to, by pomóc nam osiągnąć “spokój i szczęście.”

To oczywiście jest głupie. Zapytaj dowolnego szamańskiego medyka należącego do odizolowanego plemienia Ameryki Południowej; zapytaj dowolnego Aghori Yogi z Indii; zapytaj dowolnego mnicha buddyjskiego wadżrajany na szczycie gór Tybetu, "jaki jest świat duchowy  i jakie są istoty duchowe?: bez wahania powiedzą Ci, że świat niematerialny i jego istoty są destrukcyjne, chaotyczne, drapieżne, a przede wszystkim niebezpieczne.
Podobnie jak różne tradycje Mrocznego Pogaństwa i okultyzmu odziedziczone przez ONA, wyżej wymienione niezachodnie tradycje okultystyczne mają swoje korzenie w przedchrześcijańskiej epoce historii ludzkości; dlatego ich starożytnym tradycjom duchowym brakuje zniekształcenia “miłości i światła” nazareńczyków, które przenika większość duchowych ścieżek, więc rozumieją w ten sposób, że “duchowy świat” odzwierciedla nasz świat na wiele sposobów.
Rzeczywistość ta jest skodyfikowana w alchemicznym aksjomacie ‘jak powyżej, tak i poniżej’ - podobnie jak nasz świat przyczynowy jest światem zabijania lub bycia zabijanym, doboru naturalnego, okrutnego drapieżnictwa i konsumpcji, Acausal “świat duchów, ” i istoty w nim zamieszkujące, mają w dużej mierze tę samą naturę; 
innymi słowy, Bogowie i Duchy NIE są istotami miłości, światła i przebaczenia - są raczej drapieżnymi istotami Ciemności i Chaosu."

W religiach nazareńskich (judaizm, islam, chrześcijaństwo) występuje ten sam idiotyczny schemat.
Ich wyobrażenie Świata Duchowego jest przedstawione jako obiecana kraina wiecznego życia, zarządzana przez jedynego boga Jahwe i zastępy jego służalczych aniołów.
Jest w tym jednak pewien haczyk - do owej krainy dostaną się tylko ci, którzy za swojego "niedoskonałego" ziemskiego życia będą wyrzekać się swojej natury i posłusznie stosować się do wytycznych religii.
My wiemy, że w ten sposób marnują swój potencjał poprzez oddanie się kłamstwu.
W ich mniemaniu jest to jedyna droga, na którą człowiek jest skazany od momentu urodzenia; jest skazany na bycie niewolnikiem i sługą swojego Stwórcy.

Zacznijmy od tego, że żadna koncepcja oparta na zbliżonym schemacie (istota Niematerialna tworząca Materię, Święta Księga jako kodeks życia ludzkiego oraz obowiązek służenia i posłuszeństwa) NIE JEST PRAWDZIWA.

Żadna istota Duchowa nie może STWORZYĆ Materii - to wbrew Naturze obu światów i wbrew logice.
Świat materialny (Przyczynowy) oraz duchowy (Bezprzyczynowy) istnieją równolegle do siebie.
Różnią się od siebie pod niemal każdym względem - istnieją w nich inne rodzaje energii, jeden z nich jest ograniczony czasem zaś drugi jest pozaczasowy, jeden jest stworzony z fizycznej materii, drugi natomiast składa się wyłącznie z energii bezprzyczynowej/niematerialnej.
Światy te posiadają punkty styku, przenikają siebie nawzajem.
Takie punkty styku są nazywane w Tradycji Satanistycznej Bramą lub Nexionem, a należą do nich na przykład umysły żywych istot, które mimo iż są istotami materialnymi, to ze względu na niematerialny charakter Świadomości są w stanie połączyć się z rzeczywistością Bezprzyczynową, albo wszelkie obiekty Dzikiej Natury.
Każda materia może być, lub może zostać wypełniona duchem. Ów duch jednak nigdy sam w sobie nie przyjmie formy materialnej.

W prawdziwych tradycjach ezoterycznych ten podział jest jasno zaznaczony, nikt z nas nie wierzy w bajki o materializującym się w sposób dosłowny Duchu.
Duch może przyjąć formę pośrednio-materialną poprzez opętanie żywej istoty, lub świadome połączenie go z materią fizyczną. Nie jest jednak w stanie materii wygenerować.

W starożytnych religiach co prawda panowało powszechne przekonanie o takowej możliwości, skąd wzięły się chociażby absurdalne mity egipskie o Walce Horusa z Setem, która to wywoływała Noc lub Dzień, w zależności od tego, który wygrał potyczkę (i jakimś dziwnym cudem wygrywali na zmianę, zawsze o tej samej porze).
Takie przekonanie było spowodowane poziomem zrozumienia własnego kosmicznego podwórka - Świata Przyczynowego.
Nauka była wśród starożytnych ludów na imponującym jak na panujące warunki poziomie, ale jej osiągnięcia w zakresie fizyki i astronomii były na zbyt wczesnym poziomie - stąd taki wymiar mitów i wszelkie zabobony.

Tym samym wszystkie religijne bajki o tworzeniu świata przez 7 dni, niepokalanym poczęciu z dziewicy czy innych "cudach" można od razu wyrzucić do śmietnika.

Wraz z nimi do owego śmietnika idzie Moralność.

Ustaliliśmy już bowiem, że istoty duchowe nie posiadają ani naszej materii ani ludzkiego usposobienia.
Istoty te są związane z Surową Naturą, a więc taką, w której Słowo oraz Koncept nie isntnieją.
Moralność jako zbiór twierdzeń o tym co można, a czego nie jest fikcją - ludzkim wymysłem, który kształtowany był z różnych powodów, jednak zazwyczaj przewodnim czynnikiem jest KONTROLA.
Zasady moralne wpojone ludziom mają na celu utrzymać ich w pewnej określonej ramie, nie pozwalać im za nią wykraczać.
W Naturze - królestwie Dzikiego Bytu, coś takiego jak Moralność NIE ISTNIEJE.
Zwierzęta nie posiadają Moralności, posiadają Instynkt oraz Świadomość (tak jak my).
Oczywiście jest to Świadomość na niższym poziomie zaawansowania niż nasza, ale tak samo jak my posiadają uczucia, zdolności poznawcze i świadomość istnienia, oczywiście o znacznie mniejszym wglądzie w siebie niż ludzie, ale jednak je posiadają.
Jeśli Moralność opiszemy jako pojęcie względne, wówczas wyjdzie na to, że każdy posiada własną.
Każdy z nas posiada (lub powinien posiadać) swój własny kodeks postępowania. Każdy powinien sam zdecydować co i dlaczego chce czynić.
Podejmując się takiego działania należy liczyć się z konsekwencjami ze strony osób, którym nasze poglądy się nie spodobają, ale takie jest Życie i taka jest Natura.
Jej domeną jest Chaos i Ciemność, a więc to co wielowątkowe, niejasne i ukryte, często wymagające zapuszczenia się w ryzykowną podróż do głębin Mroku, by coś zrozumieć.

Moralność nazareńska natomiast, poza tym że jest fikcyjna, to jest również wyjątkowo szkodliwa.
Jej struktura zakłada odrzucenie wszystkiego co Naturalne i Silne, w miejsce Słabego, Podległego i Pokornego sposobu życia.
Nazareńska moralność tworzy jednostki słabe, wstydzące się siły i swojej drapieżnej natury, pokorne i naiwne.
Wszystko, co w Biblii jest wskazane jako grzech występuje w Naturze. 
Mało tego, jest KONIECZNE aby osiągnąć Wgląd i Wielkość, a tym samym zrealizować swój potencjał.

Oto przykłady:

Zazdrość? - bez niej nie byłoby determinacji, chęci bycia lepszym od innych oraz samego siebie.

Gniew? - to naturalna emocja, potrzebna do prawidłowego funkcjonowania, odpowiednio ukierunkowana pozwala budować osobistą Potęgę poprzez wyraz siły i dominacji.

Nieczystość? - do tego pojęcia zaliczane są wszystkie "niemoralne" pragnienia związane z seksualnością, a więc naturalną sferą Życia, której eksplorowanie również rozwija.

Zabójstwo? - zemsta, likwidacja ludzkich odpadków, selekcja - nie obędą się bez Zabójstwa lub wyrządzenia krzywdy. Przemoc jest naturalnym zjawiskiem, bez którego Życie i Natura nie ma prawa funkcjonować.

Widzimy zatem, na podstawie kilku powyższych przykładów, że nazareńska moralność obejmuje swoim potępieniem wszystko, co nieodłączne dla ludzkiej natury, a co prowadzi do Intensywności, Chaosu i Zmian, czasem okupionych Bólem i Krwią.
Funkcja takiego kodeksu jest oczywista - kształtuje on jednostki słabe, zawstydzone swoją naturą, obrzydzone swoimi pragnieniami i emocjami.
Zamiast doświadczać, eksplorować i poznawać siebie są one upokarzane, osłabiane i rzucane na kolana.
Wymaga się od nich bycia łagodną, miłującą swoich wrogów i potępiającą przemoc istotą, która prędzej samą siebie pozwoli zabić, niż kogoś innego zabije.
W ten sposób powstaje tłum niepewnych siebie, jałowych owiec, przestraszonych i zdających się całkowicie na łaskę swojego kłamiącego boga, w którym widzą wielki autorytet.
Wyrzekają się natomiast Natury, Prawdy, Surowej Rzeczywistości i tego, co posiada każde żywe istnienie - Ducha Szatana.
Żeby jednak wyrzec się go całkiem, musieliby zupełnie porzucić swoją godność i resztki instynktu, stać się pozbawionymi jakiejkolwiek sprawczości, bezmyślnymi jednostkami, które zaatakowane padną przed wrogiem na kolana zamiast się bronić.
Ich pierwiastek Szatana jest dziurawy, upośledzony i zniekształcony, ale wciąż na tyle silny by dawać o sobie znać co tylko dowodzi, że Natury nie da się okiełznać.


ROZDZIAŁ 2 - Jahwe (obalenie postaci pseudo-boga)

Według teologii nazareńskiej Jahwe jest Jedynym Bogiem, Stwórcą Świata i Wielkim Sędzią.
Ich monoteistyczna koncepcja wymusiła dostosowanie do siebie wierzeń z minionych epok.
Tym sposobem Prawdziwi Bogowie stali się w owej teologii upadłymi aniołami, z Szatanem na czele.

By ustalić, albo przynajmniej zebrać najbardziej prawdopodobne teorie na temat tego czym / kim jest ten byt, trzeba spojrzeć w przeszłość, a konkretniej na wydarzenia, które poprzedzają powstanie Judaizmu - pierwszej nazareńskiej religii uprawiającej monoteistyczny kult Jahwe jako Jedynego Boga.

Przeszukując dostępne informacje na temat starożytnych kultur i ich wierzeń możemy dostrzec, że w każdej z nich występował kult politeistyczny.
Jest to spowodowane tym, że cywilizacje starożytne były pierwszymi większymi społecznościami po plemiennym życiu prehistorycznego człowieka.
Ich folklor i wierzenia bazował więc na tradycjach pochodzących z pogańskich plemion.
Ludzie, którzy żyjąc blisko Natury odkrywali duchowe zjawiska, siły oraz istoty, praktykowali te wierzenia w niewielkich grupach.
Szamani i Czarownicy prowadzący surowe życie na pograniczu światów znali te Istoty, nadawali im imiona, tworzyli symbole, pieśni i rytuały, które tak jak dziś służyły do połączenia się z Nimi i sferą Acausal, poprzez zastosowanie materialnych środków stymulacji.

Gdy społeczności zaczęły się rozwijać, a wierzenia przyjmować charakter kultury, wówczas bezpośrednie połączenie ze światem bezprzyczynowym było stopniowo utracane.
Ludzie wciąż oddawali hołd prawdziwym bogom, składali im ofiary etc., ale relacja pomiędzy nimi a tymi Istotami uległa zmianie.
Przestano je postrzegać jako Dzikie Energie z innego świata, często zawiłe i niebezpieczne, od których można się uczyć i rozwijać w ten sposób własną boskość; a zaczęto, jako wyrocznię, Istoty, które czekają na nas z nagrodami lub karą.
Do tej tendencji przykładały się tworzone przez ludzi mity, opisujące rzekome dzieje wszechświata, a Bogów jako postacie, które rozgrywają między sobą Kosmiczną Grę, w której człowiek jest jedynie pionkiem.

W ten sposób Praktyki Ezoteryczne stały się Religią.

Oprócz tego religia stała się jednym z ulubionych narzędzi władców, którzy widząc relację jaka łączy ludzi z wierzeniami zaczęli je sprytnie modyfikować i używać jako manipulacji społeczeństwem.
Jako przykład podać można egipskich faraonów, którzy wmawiali swoim poddanym, iż są wysłannikami Bogów, a ludzkość musi być im posłuszna, podczas gdy w rzeczywistości byli oni jedynie charyzmatycznymi manipulatorami, którzy postanowili użyć religii jako elementu kultury do ujarzmienia społeczeństwa, któremu przewodzili.

W latach 1353–1336 p.n.e. władzę w Egipcie sprawuje faraon Echnaton (Amenhotep IV).
Władca ten zasłynął wprowadzeniem Reformy Amarneńskiej - stworzył własną religię monoteistyczną, opartą na kulcie boga Atona.
Początkowo system przyjmował formę Henoteizmu, wywyższającą boga Atona ponad innych Bogów, którzy jednak zostali uwzględnieni w panteonie.
Aton był rzekomym, nowym Bogiem Słońca, którego faraon był najwyższym kapłanem.
Opisywał go jako miłosiernego, moralnego i pragnącego pacyfizmu.
Ta reforma oraz pacyfizm Echnatona spowodowały osłabienie pozycji i marginalizację Egiptu jako państwa na arenie międzynarodowej.

Dlaczego wspominam o tej historii w Młocie na Nazarejczyków?

Otóż panowanie i reformy Echnatona zbiegają się w czasie z życiem Mojżesza - pierwszego "proroka" i założyciela judaizmu, odpowiedzialnego za wyprowadzenie żydów z Egiptu do "Ziemi Obiecanej".
Należy zatem postawić pytanie: czy Mojżesz zainspirował się pomysłem Echnatona i stworzył nową religię dla swoich ludzi, założył sektę i głosił im nową wiarę licząc na to, że przyniesie mu to zysk?

A może obaj panowie ulegli ślepo wpływowi tej samej kłamliwej i pasożytniczej istoty, która wywierała na nich presję i oczekiwała stworzenia dedykowanego jej kultu? 

Za pierwszą teorią przemawiać może fakt, że w poprzednich wiekach zaobserwować można było wyraźnie jak bardzo władcy manipulują religią jako narzędziem i wykorzystują ją do swoich celów.
Echnaton mógł zapragnąć stworzenia własnego systemu wierzeń, w którym to on będzie centralną postacią, licząc na większą kontrolę nad społeczeństwem i płynące z niej korzyści.
To samo mógł potem (lub w tym samym okresie) zrobić Mojżesz, który wprowadzając monoteistyczny kult Jahwe liczył na to samo.

Jednak ta teoria ma pewną lukę - jeśli Echnaton chciałby uczynić z Egiptu osobiste Imperium poprzez wprowadzenie monoteistycznego systemu, to dlaczego zdecydował się na dogmat pacyfistyczny, który doprowadził do osłabienia kraju, a więc również jego samego, zamiast owe Imperium stworzyć?

Ta jedna niezgodność skłania nas ku drugiej teorii.

Co jeśli obaj mężczyźni znaleźli się z podobnego powodu, w podobnym czasie i podobnym miejscu pod wpływem tej samej duchowej istoty, oczekującej od nich bezwzględnego poddania i monoteistycznego kultu?
Czy to możliwe, że ten obrzydliwy byt zwany Jahwe celowo zwiódł i otumanił swoją zawiścią słabe psychicznie jednostki, aby zyskać tym samym źródło energii w wyznawcach?

Jest to jak najbardziej możliwe, ponieważ taki sposób działania jest typowy dla wszelakich pasożytniczych bytów duchowych.
W rozdziale pierwszym, w przytoczonym przeze mnie cytacie, została zbiorczo opisana natura bytów duchowych.
Ogólnie rzecz biorąc są one (tak jak dzikie zwierzęta) indywidualistycznymi, wolnymi i niezależnymi bytami, często potężnymi Siłami, niebezpiecznymi i o silnym wpływie na jednostki, z którymi wchodzą w interakcje.
Mogą przynieść człowiekowi korzyść lub w czymś pomóc jeśli uznają, że warto, jednak mogą również go zniszczyć, doprowadzić do stanu szaleństwa, a stamtąd prosto za woal Śmierci.
Jednak znaczna większość bytów duchowych to nie złożone i wielce potężne siły, a raczej niższe byty poszukujące swojego miejsca lub żywiciela (w przypadku bytów o naturze pasożytniczej).
Takie duchowe larwy karmią się energią człowieka, jego emocjami, strachem, gniewem etc.
Często wprowadzają w poczucie zależności od siebie, osłabiając i wyprowadzając żywiciela z psychicznej równowagi.

Wobec tych podobieństw kształtują się dwa warianty:

1. Jahwe jest egregorem - myślokształtem zaprojektowanym przez człowieka i odżywianym energią nieświadomych wyznawców.
Istnieje poza ludzkimi umysłami, jednak jego forma jest od nich zależna. Każdy nazareńczyk wprowadza do niego swoją energię, a ta następnie krąży pomiędzy zbiorowością.
To mogłoby wyjaśnić dlaczego nazareńska religia jest tak słaba w swojej strukturze i dlaczego ich wierzenia z każdym wiekiem są aktualizowane, nie mogąc przetrwać na stałych fundamentach wobec światowych przemian.

2. Jahwe jest niezależnie istniejącym duchowym pasożytem, który zdołał zjednać sobie wpływowe osoby, które następnie pod jego wpływem zbudowały kult - stworzyły mitologię i kosmogonię, spisały przykazania i święte księgi.
Za tą teorią przemawiać mogą postacie religijnych "świętych" ogarniętych obsesyjną wiarą i pokutą, która prowadziła do takich wydarzeń jak wyrzekanie się swojej godności i zgoda na upokorzenie w postaci męczeńskich śmierci, zawierzania całego swojego życia Jehowie, oraz zachowań autoagresywnych takich jak biczowanie lub tworzenie "stygmatów".
Jeśli uznamy ten wariant za prawdziwy, wówczas Jezus jawi się jako przykład takiego człowieka - wiernego do granic możliwości wyznawcy, ofiary opętania użytej niczym marionetka do zbudowania nowego mitu.

Prawdopodobnie prawda leży gdzieś pośrodku, jednak wątpię by jakikolwiek Satanista chciał marnować czas na dociekanie tak mało istotnych dla niego kwestii. 

Ponieważ niezależnie od wariantu postaci, Jahwe jest fałszywym, kłamliwym, obrzydliwym i mizoginistycznym pseduo-bogiem, który drogą manipulacji i kłamstw zdołał upośledzić ludzki gatunek, uzależniając go od ideologii wymagającej wyrzeczenia się swojej natury i rezygnacji z własnego potencjału na rzecz bezwartościowego dogmatu, który ostatecznie zaprowadzi jego wyznawców do nikąd. Jak w przypadku każdego szkodnika - taka już jego natura, ale skoro wiemy, że szkodzi to trzeba go zniszczyć, a nie karmić.

W przypadku istoty duchowej dosłowne zniszczenie nie jest możliwe, ale zasypanie go niszczącą energią i doprowadzenie do upadku nazareńskiego systemu potencjalnie odcięłoby go od ludzkości raz na zawsze.

Pytanie tylko, czy po tej duchowej Cholerze nie nadejdzie Dżuma....


ROZDZIAŁ 3 - Jezus Chrystus (opętana marionetka)

Jezus jest centralną postacią we współczesnej nazareńskiej religii, a także co gorsza uznanym autorytetem moralnym współczesnego społeczeństwa.

Jest to postać tak (podobnie jak Budda) zmitologizowana i przekłamana, że rozprawianie się z każdym aspektem tej bajki zajęłoby zbyt dużo czasu.
Ogólnie można ukrócić ten temat do jednej myśli - postać jezusa jest kolejną cegiełką do budowania nazareńskiej zależności wyznawców od tyrana, oraz służy jako wzór dla nich.
Ten absolutnie słaby, godny potępienia, wyszydzenia i zapomnienia człowiek był [o ile w ogóle istniał] nazarejczykiem idealnym (stąd też wziął się używany przeze mnie termin "nazarene").

Jest to postać ucieleśniająca słabość, poddanie, pokorę i męczeństwo - nazareńskie cnoty, które z perspektywy satanistycznej zasługują jedynie na parsknięcie śmiechem i podeptanie.
Jego pacyfistyczna i miłosierna filozofia jest miodem na uszy dla pragnących ukojenia nazareńskich owieczek, a jego ofiara i śmierć wzorem postępowania.
Poglądy, które przedstawiał są dla mnie jako Satanisty absolutnie OBRZYDLIWE.

Przykładowo pogląd, że wrogom należy wybaczać i ich miłować...SERIO!?

Nazarejczycy są tym poglądem zachwyceni, "czy może być piękniejszy wyraz miłości do drugiego człowieka niż to?" - rzecz w tym, że W OGÓLE nie powinno go być.

Jeśli ktokolwiek uważa, że taki pogląd jest dobry, to wymagam od niego by w sytuacji gdy ktoś pod jego nieobecność włamie się do domu, zgwałci i zabije jego dzieci a następnie spali dom; padł swojemu oprawcy do stóp, ucałował je, wybaczył mu i za ostatnie oszczędności kupił mu samochód.

Rzecz w tym, że nikt tak nie zrobi, nikt kto ma swoją naturalną godność i chociaż resztki siły tak nie zrobi.
Każdy, kto znalazłby się w takiej sytuacji miałby naturalną chęć schwytania, brutalnego torturowania a następnie powolnego i bolesnego zabicia tego człowieka - to jest NORMALNA i ZDROWA reakcja każdego silnego i zdrowego Człowieka.

Nazareńczyk, który poważa takie poglądy jest wobec tego imitacją prawdziwego Człowieka - człowiekiem biologią, ale nie charakterem i naturą.

Filozofia jezusa opiera się na takich właśnie założeniach - miłowaniu wrogów, wybaczeniu, umiarkowaniu, umartwieniu i "oddawaniu Cesarzowi co cesarskie".

Chrześcijanie rozpływający się w zachwycie nad jego postacią i filozofią, twierdząc, że to takie piękne, że jezus "każdego by kochał i nikogo by nigdy nawet nie uderzył".

Jeśli jakiś człowiek kocha KAŻDEGO i nikogo by nawet nie uderzył, oznacza to, że jest słaby, uległy i pozbawiony własnej autonomii.
Każda taka osoba nadaje się do wyeliminowania.

Dodatkowo jezus jako człowiek był najprawdopodobniej opętany przez Jahwe, znajdował się pod jego silnym wpływem.
To właśnie to opętanie, wybranie jego jako oddanego kaznodziei do roli "zbawiciela", który złoży samego siebie w ofierze swojemu panu miało wyraźny cel - stworzyć mit postaci i autorytet, który ze względu na swoją otoczkę będzie wpędzał nazarejczyków w jeszcze głębsze poczucie winy i konieczności przestrzegania zasad, bo przecież "syn boży oddał za nas życie, więc MUSIMY".

Jezus (o ile w ogóle istniał) był archetypem nazarejczyka, człowiekiem, który całe swoje życie i godność oddał Jehowie.
Głosił anty-życiową, słabą filozofię dla ofiar, by następnie jak oszalały dać się do reszty upodlić, pozwalając na swoje upokorzenie i tortury, by następnie zostać złożony w ofierze Jehowie, pieczętując swój żałosny mit.

Bajeczki o cudach, które narosły wokół jego postaci rozmiękczają serca naiwnych nazarejczyków, a mit o zmartwychwstaniu i ponownym przyjściu wpędza ich w poczucie winy i strachu, które to jest z powodzeniem wykorzystywane przez nazareńskie religie.




ROZDZIAŁ 4 - Święci Męczennicy

Obok postaci Jezusa wspomnę krótko o świętych chrześcijańskich, którzy niewiele się od niego różnią.
Ponownie jest to kult LUDZI, zwykłych ludzi, których wyróżniała fanatyczna wiara nazareńska, która ostatecznie doprowadziła ich do upokorzenia i uwłaczającej śmierci.
Ci ludzie za życia, poza byciem oddanymi sługami Jahwe, promowali również osłabiającą etykę i ideologię tych religii, która to nakazuje kult słabszych i pomaganie im.

Oznaki tego widzimy do dzisiaj - przykładowo mimo możliwości jakie daje medycyna, odnośnie wykrywania wad i chorób na etapie życia płodowego, chore i zwyrodniałe dzieci wciąż są rodzone, a następnie hodowane jak rośliny w szpitalach, często prowadzonych przez nazareńskie zakonnice (ciekawe dlaczego).

Co gorsza taki sposób postępowania nie jest jedynie ideologią chrześcijańską - z powodu chrystianizacji przeniknęła ona również do konwencjonalnej, zbiorowej moralności współczesnej cywilizacji.
Nie trzeba być nawet nazarejczykiem, by mieć od dzieciństwa wpajane współczucie dla takich osób i przekonanie o słuszności takich działań.

Satanizm potępia taki sposób działania. Nie dość, że hodowani tam "ludzie" są w ten sposób upokarzani to jeszcze ludzie zdrowi są wychowywani w myśli, że takich ludzi należy stawiać nad sobą, że leżące od urodzenia na łóżku warzywo, które nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje jest tyle samo warte, co wybitny sportowiec i himalaista, który zdobył najwyższe i najtrudniejsze szczyty tego świata.
Taki egalitarystyczny i idiotyczny pogląd osłabia i buduje poczucie winy w ludziach, którzy się do niego bezmyślnie stosują.

Natura jest niesprawiedliwa i brutalna - taka była, jest i zawsze będzie.
Zwierzęta, które większość nazarejczyków uzna za gorsze od nas, wykazują w tej kwestii więcej zrozumienia i nie-upośledzonej empatii, prawdopodobnie dlatego, że nie zostały odcięte od Dzikiej Natury.
Lwice kiedy widzą, że ich młode jest chore lub zbyt słabe aby przetrwać, zwykle zabijają je niedługo po urodzeniu.
Przegryzają im kark, w wyniku czego młody kot momentalnie umiera, a matka zazwyczaj go wtedy zjada.
To jest podejście silnego i kochającego rodzica, który chce dobrze dla swojego dziecka - chce aby jego dziecko ŻYŁO, a nie po prostu żyło. 
Chce aby było zdrowe, silne i osiągało swoje cele, a nie leżało powykręcane na wózku inwalidzkim.

Wracając do męczenników - ci ludzie, słynący z tego typu aktywności, zazwyczaj słyną również męczeńską śmiercią.
Ta śmierć jest obiektem szczególnego kultu, ponieważ często przedstawia się ich z narzędziem własnej egzekucji w rękach.
Dodatkowo warunkiem, aby śmierć mogła zostać uznana za męczeńską, jest całkowite poddanie się woli oprawcy.
Czyli w skrócie - poddaj się, odłóż broń i pozwól się upokorzyć.

Czy muszę cokolwiek dodawać?

Dziewiąty z Satanistycznych Punktów brzmi: "Raczej Zgiń, niż Ulegnij"

Tutaj natomiast mamy do czynienia ze schematem "Zgiń boleśnie będąc Uległym".

ROZDZIAŁ 5 - Maria (wzór nazareńskiej kobiety)

Maria (zwana matką boską) jest kolejnym z nazareńskich archetypów ucieleśniających duchową słabość oraz wynaturzenie.
Jej postać oraz związany z nią mit "niepokalanego poczęcia" służy jako autorytet Nazareńskiej Kobiety.

Zacznijmy od tego, że owe Niepokalane Poczęcie odbyło się według tekstów źródłowych religii nazareńskiej (Biblia) z konkretnego powodu.
Maria została wybrana na matkę "syna jehowy" ponieważ była ucieleśnieniem nazareńskich cnót i oddaną służebnicą.
Według mitu tworzącego jej archetyp, nigdy nie popełniła ŻADNEGO grzechu.

Odwołując się do Rozdziału 1 - człowiek, który nie popełnił NIGDY żadnego z nazareńskich grzechów: po pierwsze - nie istnieje, po drugie - jest słabą jednostką z gatunku ofiar.
Człowiek, który nie jest gotowy zabić wroga, wykazać się Silnym i Złowieszczym charakterem, który nie zna siebie i wstydzi się swojej natury jest niewolnikiem, niewolnikiem idei oraz samego siebie.

Odnosząc się do nazareńskich mitów, ta słaba i upadła kobieta właśnie taka była - nigdy nie zgrzeszyła.
Dodatkowo zachowała również dziewictwo - tak, w chrześcijaństwie cnotą jest anty-seksualność.
Przedstawianie jej postaci jako autorytetu Kobiety jest hańbą i opluciem Kobiecości.
W kobiecie drzemie wielki potencjał, Siła i Złowieszczość, połączona z tradycyjnie przypisywaną żeńskiej energii Intuicją i Empatią.
W archetypie kobiety przedstawianym przez Marię otrzymujemy Słabość, Pokorę i Uległość, połączoną z typową dla nazarejczyków upośledzoną empatią i miłowaniem.

Maria była nikim innym jak personą, której wzór dzisiaj powielają zakonnice - pokorną służącą Jehowy, obarczoną winą i wstydem za własną seksualność, z której zrobiono wielki autorytet kobiety i jedną z naczelnych postaci w Zbawieniu. 

No właśnie, tutaj dochodzimy do sedna - postać Marii nie tylko jest obrzydliwym upokorzeniem kobiecej natury, ale również obrosła kultem i została w paskudny sposób na piedestał, który pozostał po Bogini Matce Baphomet wieki wcześniej.

Widocznie nazarejczycy wciąż będący w głębi duszy przywiązanymi do natury istotami ludzkimi potrzebowali wypełnienia tej luki. 
Odczuwali oni żeńską energię Ziemi, ale z racji iż czczą tylko jednego pseudo-boga, owe miejsce musiał zająć ktoś inny.
I tak właśnie znalazła się tam Maria, którą od tej chwili mogli adorować i wychwalać jako "Swoją Matkę" - zabawny ale jednak frustrujący i przykry koniec kultu prawdziwej, złowieszczej Bogini Matki.
Tej, która rodzi i zabija, tej niesprawiedliwej, głębokiej i silnej. Zamiast niej kult przedstawicielki gatunku ludzkiego, owiniętej od stóp do głów w ubrania i dogmaty "kobiety" będącej, jak jej biblijny syn, wzorem nazarejczyka, ale żeńskim.



EPILOG


Choroby i wirusy towarzyszą mieszkańcom Ziemi od zawsze.
Nasza historia pamięta wiele epidemii i plag, które nas dotknęły - dżuma, cholera, ebola etc.
Z każdym z tych wirusów poradziliśmy sobie w mniejszym, lub większym stopniu, ponieważ byliśmy zdeterminowani.

Jest jednak choroba, która trwa już od ponad 2 tysięcy lat, jej patogeny wciąż mutują, a świat zdaje się nie zwracać na nią uwagi, ponieważ cały jest nią zainfekowany i tylko nieliczni, którzy zdołali uniknąć zakażenia lub samodzielnie je zwalczyli zauważają problem.

Tą chorobą jest Choroba Nazareńska

Ideologiczno-duchowy ferment, będący połączeniem wpływów duchowych pasożytów, politycznej manipulacji, a także moralności ofiar, którą tak łatwo jest się zarazić, ze względu na jej powszechność i złudne poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia.
Ludzie bowiem są w większości tępi i słabi - nie chcą wyzwań, trudności i stawiania czoła przeciwnościom.
Zamiast tego wolą być tłumem płaczących i ospałych owiec, które potrafią tylko rzucać pretensjami.

Nazareńczyk pragnie bycia kochanym, akceptowanym i obdarzonym opieką. Boi się życia, boi się rzeczywistości.
Jego religijne nadzieje pozwalają mu o niej zapomnieć, odwrócić uwagę dając złudną nadzieję.
Każdy z nich na tym traci, a zysk idzie do ich przebrzydłego pseudo-boga Jahwe i dokarmia panujący Etos Nazareński, który jednak konsekwentnie sypie się pod własnym ciężarem - i oby kiedyś runął.

Satanista nie chce pomocy, nie chce wsparcia - Satanista chce Wolności, Potęgi i Triumfu.
Jest zdobywcą, buntownikiem i eksploratorem.

Staje się jasne, dlaczego to właśnie Szatan stał się głównym wrogiem Jahwe - Jego obecność i energia, która zasila Istnienie była przeszkodą na drodze do stworzenia owczej zagrody nazareńczyków.
Do chwili obecnej nie słyszałem o człowieku, którego Jahwe zdołałby całkowicie wyprać z Ducha Szatana - jest to zwyczajnie niemożliwe w Naszym Świecie.

Dawne Pogańskie ludy miały w sobie Jego Ducha, Szatan towarzyszył im pod różnymi imionami i emanacjami.
Dziś natomiast jest Szatanem - Przeciwnikiem, a my jako Sataniści razem z nim.
Jesteśmy, poza byciem zdobywcami i odkrywcami, również wojownikami, walczącymi o Prawdę i Naturę, gotowymi złożyć w ofierze świat za światem by dopiąć swego.
Wielu z nas za poboczny cel obrało walkę z chorobą nazareńską, wielu z nas odprawiało rytuał Czarnej Mszy, by wykruszyć kolejną cegłę z sypiącego się pod własnym ciężarem nazareńskiego muru.

Religia Nazareńska zniszczyła wiele - zniszczyła kulturę, zniszczyła zabytki, zniszczyła ludzi.
Jednak tym, co Jahwe chciałby posiadać, a czego nigdy nie posiądzie, jest Natura - jedyny i prawdziwy Bastion Sił Ciemności.

Dobądźmy więc broń i bądźmy gotowi Jej bronić, dla naszego Szatańskiego Honoru i dla dziedzictwa, ku chwale Mrocznych Bogów, na czele z naszą Złowieszczą Parą - Baphomet i Szatanem!

Agios Ischyros Baphomet!

Agios o Satanas!

CURSUM PERFICIO

Każdy Prawdziwy Satanista powinien zdawać sobie sprawę z tego, iż po przekroczeniu pewnej linii jego życie zostanie owładnięte Tańcem Transf...