wtorek, 2 grudnia 2025

MŁOT NA NAZAREJCZYKÓW



My, Sataniści i Czarownicy, nosiciele Prawdy, Wiedzy i Naturalnego Ducha Ziemi, w iluzorycznym i upojonym fałszem społeczeństwie Mundanów i Nazareńczyków stanowimy i od wieków stanowiliśmy obiekt potępienia oraz obelgę.

Oddane ślepej i dogmatycznej wierze w kłamstwa i bajki ludzie, albo raczej stado owiec, linczowali nas tysiące razy. Nasz kunszt był wyśmiewany i potępiany.
Prastare praktyki magiczne były obrzydliwie wymazywane z rzeczywistości i zastępowane nazareńskim stekiem bzdur, nasze ziemskie święta kontemplujące brutalną, dziką i zmienną Naturę były przerabiane na święta ku chwale obcego, pasożytniczego pseudo-boga, określającego siebie panem świata.
Tysiące lat dziedzictwa, setki pokoleń, interakcje z Mrocznymi Bogami i Duchami, praktyki magiczne, nekromantyczne - wszystko to zostało zapomniane wraz z przejęciem naszych ziem przez nazareńczyków.

Ci ludzie nie przejęli tych ziem siłą, nie przejęli ich dlatego, że byli potężniejsi lub współpracowali z potężniejszymi Bogami - przejęli je Strachem, Słabością i Kłamstwem.
Kto dumny i zbuntowany był mordowany za herezję, kto słaby i konformistyczny dołączał do owczego stada.
Ludzie zostali wyrwani z karmiącego ich Siłą i Wielkością łona Matki Baphomet, by zamiast niego zostać uwiązanymi smyczą na pastwisku.
Naturalny dla Ziemi Duch Szatana, zbuntowanego Syna Chaosu, którego pierwiastek odnajdziemy w każdym żywym istnieniu został parszywie upodlony - z nieokiełznanego, rozszalałego i zmiennego Mrocznego Boga, który swą energią Buntu i Chaosu stanowi Esencję Istnienia napędzającą Ewolucję; stał się rzekomym Upadłym Aniołem, potępionym i pokonanym przez żałosnego pseudo-boga Jahwe.

Jest to wstyd i hańba, by na szatańskich ziemiach, na łonie Baphomet - tu, gdzie kłamstwo nazareńskie nie istnieje, władali ogarnięci tym kłamstwem ludzie, którzy bezmyślnie oddają cześć narzuconemu bóstwu, wkładają mu w ręce nie jego świat, uznają jego osłabiającą i sprzeczną z Naturą moralność za przeznaczenie ludzkiego życia i z każdym kolejnym rokiem (który odmierza czas od rzekomych narodzin największej ofiary Jahwe i największego kłamcy w dziejach - jezusa) zatapiają Nasz Świat w coraz głębszym bagnie fałszu.

W roku 1487 ukazał się Młot na Czarownice (Malleus Maleficarum) - katolicki traktat o magii, czarostwie oraz czarownicach. Wypełniony po brzegi wyssanymi z palca bajeczkami, przez dekady stanowił dla nazareńskiego społeczeństwa kompendium wiedzy na temat czarów oraz magii.
Informacje w nim zawarte były tak dalekie od prawdy, ponieważ w dobie prześladowań i kar śmierci każdy czarownik/czarownica musiał wykazać się sprytem i zdolnością kamuflażu, praktyki i tradycje nie wykraczały poza próg kowenu lub świątyni, a każdy kto potencjalnie mógł tą zasłonę unieść był uprzednio usuwany.
Oczywiście nie każdemu się to udało, wielu naszych magicznych przodków poniosło śmierć. 
Nie miało znaczenia czy byli to Poganie, Sataniści, Szamani, Nekromanci czy nawet zwyczajni zielarze i numerolodzy - każdy kto był powiązany z jakąkolwiek formą magii był zagrożony.
Z tego też powodu praktyki odbywały się w głębokim podziemiu, a nazareńskie społeczeństwo nie miało do nich dostępu - trzeba więc było zmyślać.

Młot na Czarownice zawiera w sobie za równo nieprawdziwe informacje na temat praktyk magicznych, ale również stosy obelg, głownie w stosunku do kobiet.
Całość tego "dzieła" zwieńczona jest zbiorem instrukcji odnośnie polowania, torturowania i eliminacji Czarownic, lub raczej domniemanych czarownic.
Eliminacji czynionej ponownie, nie z powodu dominacji, a z powodu Strachu - strachu owiec przed wilkami, oraz karą ze strony pasterza.

Obecnie większość nazareńczyków przybiera formę jałowych, niezdecydowanych i tępych ludzi.
Wciąż się boją, lecz obecnie boją się nawet mówić, wielu z nich nie wierzy w magię, a wręcz ją wyśmiewa, co jest wyjątkowo zabawne gdy pochodzi od ludzi wierzących na słowo w kłamliwe bajeczki.
My natomiast przestaliśmy być paleni na stosach, Nazareński Eon chyli się ku upadkowi, a płomienie energii Szatana opornie, lecz konsekwentnie przebijają się przez nazareński ściek, ogarniając swą Potęgą jednostki, które widzą więcej.
Wreszcie możemy mówić, głośno i donośnie.
Niech zatem Młot wzniesie się ponad głowami Nazareństwa i uderzy prosto w głowę ich pseudo-boga.


Oto przed wami Słowo Bluźnierstwa - tym słowem jest PRAWDA, Surowa PRAWDA!


ROZDZIAŁ 1 - Świat Bezprzyczynowy [Duchowy] (obalenie perspektywy nazareńskiej)

Świat Bezprzyczynowy i jego postrzeganie jest najważniejszym czynnikiem kształtującym każdą ideologię opartą na tym co niematerialne.
Podczas gdy ścieżki ezoteryczne takie jak Satanizm Tradycyjny lub szeroko pojęte Czarostwo eksplorują ten świat poprzez interakcje i doświadczanie, a surowej prawdy na jego temat nie ubierają w poetyckie frazesy, o tyle w Religii sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Religia bowiem nie bazuje na Surowej Prawdzie lecz na Dogmacie, propaguje wizje i przekonania, które nie mogą być kwestionowane, a jeśli będą, wówczas sceptyczni zostaną oskarżeni o herezję.
Wielkie religie (nie tylko nazareńskie) nie są rozwijające duchowo - to metoda kontroli ludzi.
Nie ma tu miejsca na indywidualną eksplorację, samodzielny rozwój i samotną wędrówkę.
Systemy te wykorzystują ludzką niewiedzę na temat świata duchowego i tworzą jego wizje tak, aby dać złudną nadzieję i jednocześnie przestraszyć wiernych.
I jest to jeden z głównych powodów, dla których współcześni ludzie nie wierzą w Świat Bezprzyczynowy - ich umysły są wypełnione religijnymi wyobrażeniami, w które żaden racjonalnie myślący człowiek nie uwierzy. Wyobrażają oni sobie Świat Duchowy jako krainę ostateczną, zlokalizowaną gdzieś między chmurami, w której żyją podobne ludziom boskie istoty, których naczelnym celem jest nas zbawić i uszczęśliwić, a przy okazji połączyć ze zmarłymi bliskimi, którzy tam na nas czekają.

Taka wizja Świata Duchowego wynika z ludzkiego strachu przed Rzeczywistością i potrzeby żywienia nadziei na lepsze miejsce po Śmierci.
Niech ostatecznym podsumowaniem tej kwestii będzie cytat z bardzo udanego artykułu: 

"Unspeakable Horror - Consequences of Failure in the Sinister Way" autorstwa Sirius Al-Ghul.


"
Jednym z bardziej zabawnych aspektów rozprzestrzeniania się etosu Nazarejczyka w scenie
okultystycznej/duchowej “” jest przekonanie, że świat niematerialny/”spirit, ”, który nazywamy kontinuum(-ami) Acausal, różni się w jakiś sposób od naszego własnego świata przyczynowego tym, że jest wypełniony pokojowymi, życzliwymi bytami, które chcą nas oświecić, którzy rzekomo nie życzą nam żadnej krzywdy i tylko po to, by pomóc nam osiągnąć “spokój i szczęście.”

To oczywiście jest głupie. Zapytaj dowolnego szamańskiego medyka należącego do odizolowanego plemienia Ameryki Południowej; zapytaj dowolnego Aghori Yogi z Indii; zapytaj dowolnego mnicha buddyjskiego wadżrajany na szczycie gór Tybetu, "jaki jest świat duchowy  i jakie są istoty duchowe?: bez wahania powiedzą Ci, że świat niematerialny i jego istoty są destrukcyjne, chaotyczne, drapieżne, a przede wszystkim niebezpieczne.
Podobnie jak różne tradycje Mrocznego Pogaństwa i okultyzmu odziedziczone przez ONA, wyżej wymienione niezachodnie tradycje okultystyczne mają swoje korzenie w przedchrześcijańskiej epoce historii ludzkości; dlatego ich starożytnym tradycjom duchowym brakuje zniekształcenia “miłości i światła” nazareńczyków, które przenika większość duchowych ścieżek, więc rozumieją w ten sposób, że “duchowy świat” odzwierciedla nasz świat na wiele sposobów.
Rzeczywistość ta jest skodyfikowana w alchemicznym aksjomacie ‘jak powyżej, tak i poniżej’ - podobnie jak nasz świat przyczynowy jest światem zabijania lub bycia zabijanym, doboru naturalnego, okrutnego drapieżnictwa i konsumpcji, Acausal “świat duchów, ” i istoty w nim zamieszkujące, mają w dużej mierze tę samą naturę
innymi słowy, Bogowie i Duchy NIE są istotami miłości, światła i przebaczenia - są raczej drapieżnymi istotami Ciemności i Chaosu."

W religiach nazareńskich (judaizm, islam, chrześcijaństwo) występuje ten sam idiotyczny schemat.
Ich wyobrażenie Świata Duchowego jest przedstawione jako obiecana kraina wiecznego życia, zarządzana przez jedynego boga Jahwe i zastępy jego służalczych aniołów.
Jest w tym jednak pewien haczyk - do owej krainy dostaną się tylko ci, którzy za swojego "niedoskonałego" ziemskiego życia będą wyrzekać się swojej natury i posłusznie stosować się do wytycznych religii.
My wiemy, że w ten sposób marnują swój potencjał poprzez oddanie się kłamstwu.
W ich mniemaniu jest to jedyna droga, na którą człowiek jest skazany od momentu urodzenia; jest skazany na bycie niewolnikiem i sługą swojego Stwórcy.

Zacznijmy od tego, że żadna koncepcja oparta na zbliżonym schemacie (istota Niematerialna tworząca Materię, Święta Księga jako kodeks życia ludzkiego oraz obowiązek służenia i posłuszeństwa) NIE JEST PRAWDZIWA.

Żadna istota Duchowa nie może STWORZYĆ Materii - to wbrew Naturze obu światów i wbrew logice.
Świat materialny (Przyczynowy) oraz duchowy (Bezprzyczynowy) istnieją równolegle do siebie.
Różnią się od siebie pod niemal każdym względem - istnieją w nich inne rodzaje energii, jeden z nich jest ograniczony czasem zaś drugi jest pozaczasowy, jeden jest stworzony z fizycznej materii, drugi natomiast składa się wyłącznie z energii bezprzyczynowej/niematerialnej.
Światy te posiadają punkty styku, przenikają siebie nawzajem.
Takie punkty styku są nazywane w Tradycji Satanistycznej Bramą lub Nexionem, a należą do nich na przykład umysły żywych istot, które mimo iż są istotami materialnymi, to ze względu na niematerialny charakter Świadomości są w stanie połączyć się z rzeczywistością Bezprzyczynową, albo wszelkie obiekty Dzikiej Natury.
Każda materia może być, lub może zostać wypełniona duchem. Ów duch jednak nigdy sam w sobie nie przyjmie formy materialnej.

W prawdziwych tradycjach ezoterycznych ten podział jest jasno zaznaczony, nikt z nas nie wierzy w bajki o materializującym się w sposób dosłowny Duchu.
Duch może przyjąć formę pośrednio-materialną poprzez opętanie żywej istoty, lub świadome połączenie go z materią fizyczną. Nie jest jednak w stanie materii wygenerować.

W starożytnych religiach co prawda panowało powszechne przekonanie o takowej możliwości, skąd wzięły się chociażby absurdalne mity egipskie o Walce Horusa z Setem, która to wywoływała Noc lub Dzień, w zależności od tego, który wygrał potyczkę (i jakimś dziwnym cudem wygrywali na zmianę, zawsze o tej samej porze).
Takie przekonanie było spowodowane poziomem zrozumienia własnego kosmicznego podwórka - Świata Przyczynowego.
Nauka była wśród starożytnych ludów na imponującym jak na panujące warunki poziomie, ale jej osiągnięcia w zakresie fizyki i astronomii były na zbyt wczesnym poziomie - stąd taki wymiar mitów i wszelkie zabobony.

Tym samym wszystkie religijne bajki o tworzeniu świata przez 7 dni, niepokalanym poczęciu z dziewicy czy innych "cudach" można od razu wyrzucić do śmietnika.

Wraz z nimi do owego śmietnika idzie Moralność.

Ustaliliśmy już bowiem, że istoty duchowe nie posiadają ani naszej materii ani ludzkiego usposobienia.
Istoty te są związane z Surową Naturą, a więc taką, w której Słowo oraz Koncept nie isntnieją.
Moralność jako zbiór twierdzeń o tym co można, a czego nie jest fikcją - ludzkim wymysłem, który kształtowany był z różnych powodów, jednak zazwyczaj przewodnim czynnikiem jest KONTROLA.
Zasady moralne wpojone ludziom mają na celu utrzymać ich w pewnej określonej ramie, nie pozwalać im za nią wykraczać.
W Naturze - królestwie Dzikiego Bytu, coś takiego jak Moralność NIE ISTNIEJE.
Zwierzęta nie posiadają Moralności, posiadają Instynkt oraz Świadomość (tak jak my).
Oczywiście jest to Świadomość na niższym poziomie zaawansowania niż nasza, ale tak samo jak my posiadają uczucia, zdolności poznawcze i świadomość istnienia, oczywiście o znacznie mniejszym wglądzie w siebie niż ludzie, ale jednak je posiadają.
Jeśli Moralność opiszemy jako pojęcie względne, wówczas wyjdzie na to, że każdy posiada własną.
Każdy z nas posiada (lub powinien posiadać) swój własny kodeks postępowania. Każdy powinien sam zdecydować co i dlaczego chce czynić.
Podejmując się takiego działania należy liczyć się z konsekwencjami ze strony osób, którym nasze poglądy się nie spodobają, ale takie jest Życie i taka jest Natura.
Jej domeną jest Chaos i Ciemność, a więc to co wielowątkowe, niejasne i ukryte, często wymagające zapuszczenia się w ryzykowną podróż do głębin Mroku, by coś zrozumieć.

Moralność nazareńska natomiast, poza tym że jest fikcyjna, to jest również wyjątkowo szkodliwa.
Jej struktura zakłada odrzucenie wszystkiego co Naturalne i Silne, w miejsce Słabego, Podległego i Pokornego sposobu życia.
Nazareńska moralność tworzy jednostki słabe, wstydzące się siły i swojej drapieżnej natury, pokorne i naiwne.
Wszystko, co w Biblii jest wskazane jako grzech występuje w Naturze. 
Mało tego, jest KONIECZNE aby osiągnąć Wgląd i Wielkość, a tym samym zrealizować swój potencjał.

Oto przykłady:

Zazdrość? - bez niej nie byłoby determinacji, chęci bycia lepszym od innych oraz samego siebie.

Gniew? - to naturalna emocja, potrzebna do prawidłowego funkcjonowania, odpowiednio ukierunkowana pozwala budować osobistą Potęgę poprzez wyraz siły i dominacji.

Nieczystość? - do tego pojęcia zaliczane są wszystkie "niemoralne" pragnienia związane z seksualnością, a więc naturalną sferą Życia, której eksplorowanie również rozwija.

Zabójstwo? - zemsta, likwidacja ludzkich odpadków, selekcja - nie obędą się bez Zabójstwa lub wyrządzenia krzywdy. Przemoc jest naturalnym zjawiskiem, bez którego Życie i Natura nie ma prawa funkcjonować.

Widzimy zatem, na podstawie kilku powyższych przykładów, że nazareńska moralność obejmuje swoim potępieniem wszystko, co nieodłączne dla ludzkiej natury, a co prowadzi do Intensywności, Chaosu i Zmian, czasem okupionych Bólem i Krwią.
Funkcja takiego kodeksu jest oczywista - kształtuje on jednostki słabe, zawstydzone swoją naturą, obrzydzone swoimi pragnieniami i emocjami.
Zamiast doświadczać, eksplorować i poznawać siebie są one upokarzane, osłabiane i rzucane na kolana.
Wymaga się od nich bycia łagodną, miłującą swoich wrogów i potępiającą przemoc istotą, która prędzej samą siebie pozwoli zabić, niż kogoś innego zabije.
W ten sposób powstaje tłum niepewnych siebie, jałowych owiec, przestraszonych i zdających się całkowicie na łaskę swojego kłamiącego boga, w którym widzą wielki autorytet.
Wyrzekają się natomiast Natury, Prawdy, Surowej Rzeczywistości i tego, co posiada każde żywe istnienie - Ducha Szatana.
Żeby jednak wyrzec się go całkiem, musieliby zupełnie porzucić swoją godność i resztki instynktu, stać się pozbawionymi jakiejkolwiek sprawczości, bezmyślnymi jednostkami, które zaatakowane padną przed wrogiem na kolana zamiast się bronić.
Ich pierwiastek Szatana jest dziurawy, upośledzony i zniekształcony, ale wciąż na tyle silny by dawać o sobie znać co tylko dowodzi, że Natury nie da się okiełznać.


ROZDZIAŁ 2 - Jahwe (obalenie postaci pseudo-boga)

Według teologii nazareńskiej Jahwe jest Jedynym Bogiem, Stwórcą Świata i Wielkim Sędzią.
Ich monoteistyczna koncepcja wymusiła dostosowanie do siebie wierzeń z minionych epok.
Tym sposobem Prawdziwi Bogowie stali się w owej teologii upadłymi aniołami, z Szatanem na czele.

By ustalić, albo przynajmniej zebrać najbardziej prawdopodobne teorie na temat tego czym / kim jest ten byt, trzeba spojrzeć w przeszłość, a konkretniej na wydarzenia, które poprzedzają powstanie Judaizmu - pierwszej nazareńskiej religii uprawiającej monoteistyczny kult Jahwe jako Jedynego Boga.

Przeszukując dostępne informacje na temat starożytnych kultur i ich wierzeń możemy dostrzec, że w każdej z nich występował kult politeistyczny.
Jest to spowodowane tym, że cywilizacje starożytne były pierwszymi większymi społecznościami po plemiennym życiu prehistorycznego człowieka.
Ich folklor i wierzenia bazował więc na tradycjach pochodzących z pogańskich plemion.
Ludzie, którzy żyjąc blisko Natury odkrywali duchowe zjawiska, siły oraz istoty, praktykowali te wierzenia w niewielkich grupach.
Szamani i Czarownicy prowadzący surowe życie na pograniczu światów znali te Istoty, nadawali im imiona, tworzyli symbole, pieśni i rytuały, które tak jak dziś służyły do połączenia się z Nimi i sferą Acausal, poprzez zastosowanie materialnych środków stymulacji.

Gdy społeczności zaczęły się rozwijać, a wierzenia przyjmować charakter kultury, wówczas bezpośrednie połączenie ze światem bezprzyczynowym było stopniowo utracane.
Ludzie wciąż oddawali hołd prawdziwym bogom, składali im ofiary etc., ale relacja pomiędzy nimi a tymi Istotami uległa zmianie.
Przestano je postrzegać jako Dzikie Energie z innego świata, często zawiłe i niebezpieczne, od których można się uczyć i rozwijać w ten sposób własną boskość; a zaczęto, jako wyrocznię, Istoty, które czekają na nas z nagrodami lub karą.
Do tej tendencji przykładały się tworzone przez ludzi mity, opisujące rzekome dzieje wszechświata, a Bogów jako postacie, które rozgrywają między sobą Kosmiczną Grę, w której człowiek jest jedynie pionkiem.

W ten sposób Praktyki Ezoteryczne stały się Religią.

Oprócz tego religia stała się jednym z ulubionych narzędzi władców, którzy widząc relację jaka łączy ludzi z wierzeniami zaczęli je sprytnie modyfikować i używać jako manipulacji społeczeństwem.
Jako przykład podać można egipskich faraonów, którzy wmawiali swoim poddanym, iż są wysłannikami Bogów, a ludzkość musi być im posłuszna, podczas gdy w rzeczywistości byli oni jedynie charyzmatycznymi manipulatorami, którzy postanowili użyć religii jako elementu kultury do ujarzmienia społeczeństwa, któremu przewodzili.

W latach 1353–1336 p.n.e. władzę w Egipcie sprawuje faraon Echnaton (Amenhotep IV).
Władca ten zasłynął wprowadzeniem Reformy Amarneńskiej - stworzył własną religię monoteistyczną, opartą na kulcie boga Atona.
Początkowo system przyjmował formę Henoteizmu, wywyższającą boga Atona ponad innych Bogów, którzy jednak zostali uwzględnieni w panteonie.
Aton był rzekomym, nowym Bogiem Słońca, którego faraon był najwyższym kapłanem.
Opisywał go jako miłosiernego, moralnego i pragnącego pacyfizmu.
Ta reforma oraz pacyfizm Echnatona spowodowały osłabienie pozycji i marginalizację Egiptu jako państwa na arenie międzynarodowej.

Dlaczego wspominam o tej historii w Młocie na Nazarejczyków?

Otóż panowanie i reformy Echnatona zbiegają się w czasie z życiem Mojżesza - pierwszego "proroka" i założyciela judaizmu, odpowiedzialnego za wyprowadzenie żydów z Egiptu do "Ziemi Obiecanej".
Należy zatem postawić pytanie: czy Mojżesz zainspirował się pomysłem Echnatona i stworzył nową religię dla swoich ludzi, założył sektę i głosił im nową wiarę licząc na to, że przyniesie mu to zysk?

A może obaj panowie ulegli ślepo wpływowi tej samej kłamliwej i pasożytniczej istoty, która wywierała na nich presję i oczekiwała stworzenia dedykowanego jej kultu? 

Za pierwszą teorią przemawiać może fakt, że w poprzednich wiekach zaobserwować można było wyraźnie jak bardzo władcy manipulują religią jako narzędziem i wykorzystują ją do swoich celów.
Echnaton mógł zapragnąć stworzenia własnego systemu wierzeń, w którym to on będzie centralną postacią, licząc na większą kontrolę nad społeczeństwem i płynące z niej korzyści.
To samo mógł potem (lub w tym samym okresie) zrobić Mojżesz, który wprowadzając monoteistyczny kult Jahwe liczył na to samo.

Jednak ta teoria ma pewną lukę - jeśli Echnaton chciałby uczynić z Egiptu osobiste Imperium poprzez wprowadzenie monoteistycznego systemu, to dlaczego zdecydował się na dogmat pacyfistyczny, który doprowadził do osłabienia kraju, a więc również jego samego, zamiast owe Imperium stworzyć?

Ta jedna niezgodność skłania nas ku drugiej teorii.

Co jeśli obaj mężczyźni znaleźli się z podobnego powodu, w podobnym czasie i podobnym miejscu pod wpływem tej samej duchowej istoty, oczekującej od nich bezwzględnego poddania i monoteistycznego kultu?
Czy to możliwe, że ten obrzydliwy byt zwany Jahwe celowo zwiódł i otumanił swoją zawiścią słabe psychicznie jednostki, aby zyskać tym samym źródło energii w wyznawcach?

Jest to jak najbardziej możliwe, ponieważ taki sposób działania jest typowy dla wszelakich pasożytniczych bytów duchowych.
W rozdziale pierwszym, w przytoczonym przeze mnie cytacie, została zbiorczo opisana natura bytów duchowych.
Ogólnie rzecz biorąc są one (tak jak dzikie zwierzęta) indywidualistycznymi, wolnymi i niezależnymi bytami, często potężnymi Siłami, niebezpiecznymi i o silnym wpływie na jednostki, z którymi wchodzą w interakcje.
Mogą przynieść człowiekowi korzyść lub w czymś pomóc jeśli uznają, że warto, jednak mogą również go zniszczyć, doprowadzić do stanu szaleństwa, a stamtąd prosto za woal Śmierci.
Jednak znaczna większość bytów duchowych to nie złożone i wielce potężne siły, a raczej niższe byty poszukujące swojego miejsca lub żywiciela (w przypadku bytów o naturze pasożytniczej).
Takie duchowe larwy karmią się energią człowieka, jego emocjami, strachem, gniewem etc.
Często wprowadzają w poczucie zależności od siebie, osłabiając i wyprowadzając żywiciela z psychicznej równowagi.

Wobec tych podobieństw kształtują się dwa warianty:

1. Jahwe jest egregorem - myślokształtem zaprojektowanym przez człowieka i odżywianym energią nieświadomych wyznawców.
Istnieje poza ludzkimi umysłami, jednak jego forma jest od nich zależna. Każdy nazareńczyk wprowadza do niego swoją energię, a ta następnie krąży pomiędzy zbiorowością.
To mogłoby wyjaśnić dlaczego nazareńska religia jest tak słaba w swojej strukturze i dlaczego ich wierzenia z każdym wiekiem są aktualizowane, nie mogąc przetrwać na stałych fundamentach wobec światowych przemian.

2. Jahwe jest niezależnie istniejącym duchowym pasożytem, który zdołał zjednać sobie wpływowe osoby, które następnie pod jego wpływem zbudowały kult - stworzyły mitologię i kosmogonię, spisały przykazania i święte księgi.
Za tą teorią przemawiać mogą postacie religijnych "świętych" ogarniętych obsesyjną wiarą i pokutą, która prowadziła do takich wydarzeń jak wyrzekanie się swojej godności i zgoda na upokorzenie w postaci męczeńskich śmierci, zawierzania całego swojego życia Jehowie, oraz zachowań autoagresywnych takich jak biczowanie lub tworzenie "stygmatów".
Jeśli uznamy ten wariant za prawdziwy, wówczas Jezus jawi się jako przykład takiego człowieka - wiernego do granic możliwości wyznawcy, ofiary opętania użytej niczym marionetka do zbudowania nowego mitu.

Prawdopodobnie prawda leży gdzieś pośrodku, jednak wątpię by jakikolwiek Satanista chciał marnować czas na dociekanie tak mało istotnych dla niego kwestii. 

Ponieważ niezależnie od wariantu postaci, Jahwe jest fałszywym, kłamliwym, obrzydliwym i mizoginistycznym pseduo-bogiem, który drogą manipulacji i kłamstw zdołał upośledzić ludzki gatunek, uzależniając go od ideologii wymagającej wyrzeczenia się swojej natury i rezygnacji z własnego potencjału na rzecz bezwartościowego dogmatu, który ostatecznie zaprowadzi jego wyznawców do nikąd. Jak w przypadku każdego szkodnika - taka już jego natura, ale skoro wiemy, że szkodzi to trzeba go zniszczyć, a nie karmić.

W przypadku istoty duchowej dosłowne zniszczenie nie jest możliwe, ale zasypanie go niszczącą energią i doprowadzenie do upadku nazareńskiego systemu potencjalnie odcięłoby go od ludzkości raz na zawsze.

Pytanie tylko, czy po tej duchowej Cholerze nie nadejdzie Dżuma....


ROZDZIAŁ 3 - Jezus Chrystus (opętana marionetka)

Jezus jest centralną postacią we współczesnej nazareńskiej religii, a także co gorsza uznanym autorytetem moralnym współczesnego społeczeństwa.

Jest to postać tak (podobnie jak Budda) zmitologizowana i przekłamana, że rozprawianie się z każdym aspektem tej bajki zajęłoby zbyt dużo czasu.
Ogólnie można ukrócić ten temat do jednej myśli - postać jezusa jest kolejną cegiełką do budowania nazareńskiej zależności wyznawców od tyrana, oraz służy jako wzór dla nich.
Ten absolutnie słaby, godny potępienia, wyszydzenia i zapomnienia człowiek był [o ile w ogóle istniał] nazarejczykiem idealnym (stąd też wziął się używany przeze mnie termin "nazarene").

Jest to postać ucieleśniająca słabość, poddanie, pokorę i męczeństwo - nazareńskie cnoty, które z perspektywy satanistycznej zasługują jedynie na parsknięcie śmiechem i podeptanie.
Jego pacyfistyczna i miłosierna filozofia jest miodem na uszy dla pragnących ukojenia nazareńskich owieczek, a jego ofiara i śmierć wzorem postępowania.
Poglądy, które przedstawiał są dla mnie jako Satanisty absolutnie OBRZYDLIWE.

Przykładowo pogląd, że wrogom należy wybaczać i ich miłować...SERIO!?

Nazarejczycy są tym poglądem zachwyceni, "czy może być piękniejszy wyraz miłości do drugiego człowieka niż to?" - rzecz w tym, że W OGÓLE nie powinno go być.

Jeśli ktokolwiek uważa, że taki pogląd jest dobry, to wymagam od niego by w sytuacji gdy ktoś pod jego nieobecność włamie się do domu, zgwałci i zabije jego dzieci a następnie spali dom; padł swojemu oprawcy do stóp, ucałował je, wybaczył mu i za ostatnie oszczędności kupił mu samochód.

Rzecz w tym, że nikt tak nie zrobi, nikt kto ma swoją naturalną godność i chociaż resztki siły tak nie zrobi.
Każdy, kto znalazłby się w takiej sytuacji miałby naturalną chęć schwytania, brutalnego torturowania a następnie powolnego i bolesnego zabicia tego człowieka - to jest NORMALNA i ZDROWA reakcja każdego silnego i zdrowego Człowieka.

Nazareńczyk, który poważa takie poglądy jest wobec tego imitacją prawdziwego Człowieka - człowiekiem biologią, ale nie charakterem i naturą.

Filozofia jezusa opiera się na takich właśnie założeniach - miłowaniu wrogów, wybaczeniu, umiarkowaniu, umartwieniu i "oddawaniu Cesarzowi co cesarskie".

Chrześcijanie rozpływający się w zachwycie nad jego postacią i filozofią, twierdząc, że to takie piękne, że jezus "każdego by kochał i nikogo by nigdy nawet nie uderzył".

Jeśli jakiś człowiek kocha KAŻDEGO i nikogo by nawet nie uderzył, oznacza to, że jest słaby, uległy i pozbawiony własnej autonomii.
Każda taka osoba nadaje się do wyeliminowania.

Dodatkowo jezus jako człowiek był najprawdopodobniej opętany przez Jahwe, znajdował się pod jego silnym wpływem.
To właśnie to opętanie, wybranie jego jako oddanego kaznodziei do roli "zbawiciela", który złoży samego siebie w ofierze swojemu panu miało wyraźny cel - stworzyć mit postaci i autorytet, który ze względu na swoją otoczkę będzie wpędzał nazarejczyków w jeszcze głębsze poczucie winy i konieczności przestrzegania zasad, bo przecież "syn boży oddał za nas życie, więc MUSIMY".

Jezus (o ile w ogóle istniał) był archetypem nazarejczyka, człowiekiem, który całe swoje życie i godność oddał Jehowie.
Głosił anty-życiową, słabą filozofię dla ofiar, by następnie jak oszalały dać się do reszty upodlić, pozwalając na swoje upokorzenie i tortury, by następnie zostać złożony w ofierze Jehowie, pieczętując swój żałosny mit.

Bajeczki o cudach, które narosły wokół jego postaci rozmiękczają serca naiwnych nazarejczyków, a mit o zmartwychwstaniu i ponownym przyjściu wpędza ich w poczucie winy i strachu, które to jest z powodzeniem wykorzystywane przez nazareńskie religie.




ROZDZIAŁ 4 - Święci Męczennicy

Obok postaci Jezusa wspomnę krótko o świętych chrześcijańskich, którzy niewiele się od niego różnią.
Ponownie jest to kult LUDZI, zwykłych ludzi, których wyróżniała fanatyczna wiara nazareńska, która ostatecznie doprowadziła ich do upokorzenia i uwłaczającej śmierci.
Ci ludzie za życia, poza byciem oddanymi sługami Jahwe, promowali również osłabiającą etykę i ideologię tych religii, która to nakazuje kult słabszych i pomaganie im.

Oznaki tego widzimy do dzisiaj - przykładowo mimo możliwości jakie daje medycyna, odnośnie wykrywania wad i chorób na etapie życia płodowego, chore i zwyrodniałe dzieci wciąż są rodzone, a następnie hodowane jak rośliny w szpitalach, często prowadzonych przez nazareńskie zakonnice (ciekawe dlaczego).

Co gorsza taki sposób postępowania nie jest jedynie ideologią chrześcijańską - z powodu chrystianizacji przeniknęła ona również do konwencjonalnej, zbiorowej moralności współczesnej cywilizacji.
Nie trzeba być nawet nazarejczykiem, by mieć od dzieciństwa wpajane współczucie dla takich osób i przekonanie o słuszności takich działań.

Satanizm potępia taki sposób działania. Nie dość, że hodowani tam "ludzie" są w ten sposób upokarzani to jeszcze ludzie zdrowi są wychowywani w myśli, że takich ludzi należy stawiać nad sobą, że leżące od urodzenia na łóżku warzywo, które nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje jest tyle samo warte, co wybitny sportowiec i himalaista, który zdobył najwyższe i najtrudniejsze szczyty tego świata.
Taki egalitarystyczny i idiotyczny pogląd osłabia i buduje poczucie winy w ludziach, którzy się do niego bezmyślnie stosują.

Natura jest niesprawiedliwa i brutalna - taka była, jest i zawsze będzie.
Zwierzęta, które większość nazarejczyków uzna za gorsze od nas, wykazują w tej kwestii więcej zrozumienia i nie-upośledzonej empatii, prawdopodobnie dlatego, że nie zostały odcięte od Dzikiej Natury.
Lwice kiedy widzą, że ich młode jest chore lub zbyt słabe aby przetrwać, zwykle zabijają je niedługo po urodzeniu.
Przegryzają im kark, w wyniku czego młody kot momentalnie umiera, a matka zazwyczaj go wtedy zjada.
To jest podejście silnego i kochającego rodzica, który chce dobrze dla swojego dziecka - chce aby jego dziecko ŻYŁO, a nie po prostu żyło. 
Chce aby było zdrowe, silne i osiągało swoje cele, a nie leżało powykręcane na wózku inwalidzkim.

Wracając do męczenników - ci ludzie, słynący z tego typu aktywności, zazwyczaj słyną również męczeńską śmiercią.
Ta śmierć jest obiektem szczególnego kultu, ponieważ często przedstawia się ich z narzędziem własnej egzekucji w rękach.
Dodatkowo warunkiem, aby śmierć mogła zostać uznana za męczeńską, jest całkowite poddanie się woli oprawcy.
Czyli w skrócie - poddaj się, odłóż broń i pozwól się upokorzyć.

Czy muszę cokolwiek dodawać?

Dziewiąty z Satanistycznych Punktów brzmi: "Raczej Zgiń, niż Ulegnij"

Tutaj natomiast mamy do czynienia ze schematem "Zgiń boleśnie będąc Uległym".

ROZDZIAŁ 5 - Maria (wzór nazareńskiej kobiety)

Maria (zwana matką boską) jest kolejnym z nazareńskich archetypów ucieleśniających duchową słabość oraz wynaturzenie.
Jej postać oraz związany z nią mit "niepokalanego poczęcia" służy jako autorytet Nazareńskiej Kobiety.

Zacznijmy od tego, że owe Niepokalane Poczęcie odbyło się według tekstów źródłowych religii nazareńskiej (Biblia) z konkretnego powodu.
Maria została wybrana na matkę "syna jehowy" ponieważ była ucieleśnieniem nazareńskich cnót i oddaną służebnicą.
Według mitu tworzącego jej archetyp, nigdy nie popełniła ŻADNEGO grzechu.

Odwołując się do Rozdziału 1 - człowiek, który nie popełnił NIGDY żadnego z nazareńskich grzechów: po pierwsze - nie istnieje, po drugie - jest słabą jednostką z gatunku ofiar.
Człowiek, który nie jest gotowy zabić wroga, wykazać się Silnym i Złowieszczym charakterem, który nie zna siebie i wstydzi się swojej natury jest niewolnikiem, niewolnikiem idei oraz samego siebie.

Odnosząc się do nazareńskich mitów, ta słaba i upadła kobieta właśnie taka była - nigdy nie zgrzeszyła.
Dodatkowo zachowała również dziewictwo - tak, w chrześcijaństwie cnotą jest anty-seksualność.
Przedstawianie jej postaci jako autorytetu Kobiety jest hańbą i opluciem Kobiecości.
W kobiecie drzemie wielki potencjał, Siła i Złowieszczość, połączona z tradycyjnie przypisywaną żeńskiej energii Intuicją i Empatią.
W archetypie kobiety przedstawianym przez Marię otrzymujemy Słabość, Pokorę i Uległość, połączoną z typową dla nazarejczyków upośledzoną empatią i miłowaniem.

Maria była nikim innym jak personą, której wzór dzisiaj powielają zakonnice - pokorną służącą Jehowy, obarczoną winą i wstydem za własną seksualność, z której zrobiono wielki autorytet kobiety i jedną z naczelnych postaci w Zbawieniu. 

No właśnie, tutaj dochodzimy do sedna - postać Marii nie tylko jest obrzydliwym upokorzeniem kobiecej natury, ale również obrosła kultem i została w paskudny sposób na piedestał, który pozostał po Bogini Matce Baphomet wieki wcześniej.

Widocznie nazarejczycy wciąż będący w głębi duszy przywiązanymi do natury istotami ludzkimi potrzebowali wypełnienia tej luki. 
Odczuwali oni żeńską energię Ziemi, ale z racji iż czczą tylko jednego pseudo-boga, owe miejsce musiał zająć ktoś inny.
I tak właśnie znalazła się tam Maria, którą od tej chwili mogli adorować i wychwalać jako "Swoją Matkę" - zabawny ale jednak frustrujący i przykry koniec kultu prawdziwej, złowieszczej Bogini Matki.
Tej, która rodzi i zabija, tej niesprawiedliwej, głębokiej i silnej. Zamiast niej kult przedstawicielki gatunku ludzkiego, owiniętej od stóp do głów w ubrania i dogmaty "kobiety" będącej, jak jej biblijny syn, wzorem nazarejczyka, ale żeńskim.



EPILOG


Choroby i wirusy towarzyszą mieszkańcom Ziemi od zawsze.
Nasza historia pamięta wiele epidemii i plag, które nas dotknęły - dżuma, cholera, ebola etc.
Z każdym z tych wirusów poradziliśmy sobie w mniejszym, lub większym stopniu, ponieważ byliśmy zdeterminowani.

Jest jednak choroba, która trwa już od ponad 2 tysięcy lat, jej patogeny wciąż mutują, a świat zdaje się nie zwracać na nią uwagi, ponieważ cały jest nią zainfekowany i tylko nieliczni, którzy zdołali uniknąć zakażenia lub samodzielnie je zwalczyli zauważają problem.

Tą chorobą jest Choroba Nazareńska

Ideologiczno-duchowy ferment, będący połączeniem wpływów duchowych pasożytów, politycznej manipulacji, a także moralności ofiar, którą tak łatwo jest się zarazić, ze względu na jej powszechność i złudne poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia.
Ludzie bowiem są w większości tępi i słabi - nie chcą wyzwań, trudności i stawiania czoła przeciwnościom.
Zamiast tego wolą być tłumem płaczących i ospałych owiec, które potrafią tylko rzucać pretensjami.

Nazareńczyk pragnie bycia kochanym, akceptowanym i obdarzonym opieką. Boi się życia, boi się rzeczywistości.
Jego religijne nadzieje pozwalają mu o niej zapomnieć, odwrócić uwagę dając złudną nadzieję.
Każdy z nich na tym traci, a zysk idzie do ich przebrzydłego pseudo-boga Jahwe i dokarmia panujący Etos Nazareński, który jednak konsekwentnie sypie się pod własnym ciężarem - i oby kiedyś runął.

Satanista nie chce pomocy, nie chce wsparcia - Satanista chce Wolności, Potęgi i Triumfu.
Jest zdobywcą, buntownikiem i eksploratorem.

Staje się jasne, dlaczego to właśnie Szatan stał się głównym wrogiem Jahwe - Jego obecność i energia, która zasila Istnienie była przeszkodą na drodze do stworzenia owczej zagrody nazareńczyków.
Do chwili obecnej nie słyszałem o człowieku, którego Jahwe zdołałby całkowicie wyprać z Ducha Szatana - jest to zwyczajnie niemożliwe w Naszym Świecie.

Dawne Pogańskie ludy miały w sobie Jego Ducha, Szatan towarzyszył im pod różnymi imionami i emanacjami.
Dziś natomiast jest Szatanem - Przeciwnikiem, a my jako Sataniści razem z nim.
Jesteśmy, poza byciem zdobywcami i odkrywcami, również wojownikami, walczącymi o Prawdę i Naturę, gotowymi złożyć w ofierze świat za światem by dopiąć swego.
Wielu z nas za poboczny cel obrało walkę z chorobą nazareńską, wielu z nas odprawiało rytuał Czarnej Mszy, by wykruszyć kolejną cegłę z sypiącego się pod własnym ciężarem nazareńskiego muru.

Religia Nazareńska zniszczyła wiele - zniszczyła kulturę, zniszczyła zabytki, zniszczyła ludzi.
Jednak tym, co Jahwe chciałby posiadać, a czego nigdy nie posiądzie, jest Natura - jedyny i prawdziwy Bastion Sił Ciemności.

Dobądźmy więc broń i bądźmy gotowi Jej bronić, dla naszego Szatańskiego Honoru i dla dziedzictwa, ku chwale Mrocznych Bogów, na czele z naszą Złowieszczą Parą - Baphomet i Szatanem!

Agios Ischyros Baphomet!

Agios o Satanas!

JEFFREY EPSTEIN A SATANIZM - O TYM JAK IGNORANCI NAPĘDZAJĄ SPIRALĘ FAŁSZU

Przyznam, iż nie śniło mi się nawet pisanie artykułu na taki temat, lecz po tym co ostatnio zobaczyłem i przeczytałem czuję się wręcz sprowo...