Śmierć - skryte za Otchłanią oblicze Życia, jest zarówno zjawiskiem fizycznym jak i duchowym.
W wymiarze Przyczynowym jest ona naturalnym procesem, nieodwracalnym zahamowaniem funkcji życiowych lub (rozszerzając tę definicję) zatrzymaniem danego biologicznego procesu.
W wymiarze Bezprzyczynowym natomiast Śmierć jest energią, przemijaniem.
Duchowy aspekt Śmierci jest chłodem i ciszą, który przerywa ruch jakim jest Życie.
Zalicza się do niego zarówno energię towarzyszącą śmierci fizycznej, jak również ogół zjawisk, których natura oparta jest na odpływaniu w Cień
Śmierć jest elementem życiowego cyklu, zarówno na Ziemi jak i w całym Wszechświecie.
Umieramy my, inne zwierzęta, rośliny, jak również planety czy gwiazdy.
Jej ciała budują przyszłość, każdego dnia stąpamy po gruncie, który od wieków odżywia martwa materia.
Każdy z nas gdy przyjdzie jego moment zostanie porwany w objęcia Śmierci, przez chłodne i jednocześnie kojące ramiona Matki Baphomet, która złoży do martwej kołyski swoje dzieci, dawniej powołane do Życia przez jej planetę - Ziemię.
Energia Śmierci i jej odczuwanie zdaje się leżeć w naturze ziemskich istot.
Każdy żywy organizm jest bowiem bramą do świata Bezprzyczynowego, a istoty obdarzone świadomością mogą owy aspekt świadomie rozwijać i rozumieć.
Pewne rzeczy jednak dają się odczuć nie tylko mundanom gatunku ludzkiego, ale również przedstawicielom innych gatunków.
Psy, które w obliczu nadchodzącej śmierci wyciągają ostatni promień energii, ku pożegnaniu swojego właściciela, dzikie zwierzęta przejawiające dziwne zachowania w swych ostatnich chwilach.
Wszystkie te zdarzenia zdają się nie być przypadkowe, a raczej czynione pod wpływem intuicji, która zwiastuje to co ma nadejść.
Mając świadomość powagi i znaczenia Śmierci każdy praktykujący Satanista / Czarny Mag powinien poznać jej naturę, zrozumieć ją.
Żadne z nas nie powinno się jej obawiać, wszak to ona uczyni nas kiedyś wiecznymi.
Nasze wzmacniane za życia dusze odpłyną gdzieś w wir Otchłani, a nasze cielesne powłoki spoczną w łonie Ziemi, by następnie stać się częścią jej ciała.
Wyczuwali to i wiedzieli o tym nasi przodkowie, również ci magiczni.
Ludzka fascynacja śmiercią rozwija się i nie zwalnia od samych początków istnienia.
W owej fascynacji możemy wyróżnić kilka prądów, jednak te najbardziej typowe to:
1. Religijne nadzieje - złudne wizje spowodowane lękiem przed nieuniknionym, pocieszające siebie nawzajem w swej niedorzeczności, pokrzepiające przerażony lud wymysłami jakie to wspaniałości ich nie czekają po drugiej stronie, że spędzą wieczność u boku swoich zmarłych bliskich, którzy czekają z utęsknieniem.
Te nadzieje naturalnie przybierają dualistyczny charakter, rodząc wizje koszmaru i kaźni przewidzianych dla ludzi znienawidzonych, co również ma wymiar pokrzepiający - ludzie chcą wierzyć, że dany zbrodniarz po śmierci doświadczy cierpienia. Takie przekonanie często stanowi również swoisty środek uspokajający, lub usprawiedliwiający bierność wobec denegeratów.
Ludzie, którym brak odwagi by poczynić zdecydowane kroki i odstrzelić śmieciowe jednostki, lub ugruntować taki odstrzał prawnie, czują w głębi niezadowolenie, a zatem wizje kaźni dla przestępców służą im jako uspokajacz.
Ten prąd fascynacji śmiercią bywa interesujący, jednak z perspektywy Natury i Satanizmu umieściłbym go między baśniami a poezją.
2. Opętanie - od czasu do czasu usłyszeć można o ludziach upojonych śmiercią, zdających się do niej należeć. Osoby takie często są ludźmi z traumatycznymi doświadczeniami, niemogącymi okiełznać swojej słabości, pragnąc jedynie ułożenia w Martwej Kołysce.
Znamy też przypadki ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, co zaowocowało przekonaniem o chwilowym pobycie po drugiej stronie i naznaczyło ich życie Śmiercią już na zawsze.
3. Magia Śmierci i sztuka Nekromancji - ten prąd fascynacji śmiercią jest tym co do Nas należy.
Jest domeną Magów/Czarownic, którzy poprzez duchową współpracę ze Śmiercią, energią cmentarzy, miejsc egzekucji (takich jak szubienice) oraz Cieniami (duchami) zdobywają wiedzę na Jej temat.
Praktyki Nekromancji sięgają historycznie czasów początków magii i praktyk szamańskich.
Jest ona bardzo szeroką dziedziną, obejmującą szeroki zakres rytuałów i działań.
Do najbardziej charakterystycznych należą: tradycje składania ofiar zmarłym, inwokowanie duchów przodków w celu pozyskania wiedzy, medytacje, zbieranie i korzystanie z darów cmentarzy takich jak Ziemia Cmentarna, oraz te na których w tym tekście się skupię - zastosowanie w magii szczątków i kości ludzi/zwierząt.
Nie uwierzę jeśli usłyszę, że jakiś Czarownik lub Czarownica nie posiada pośród swoich magicznych przedmiotów przynajmniej jednej czaszki/kości/skóry.
Przywiązanie do Ziemi, a tym samym cyklu życia i śmierci jest wręcz wpisane w magię i nie tyczy się to bynajmniej jedynie Czarnej Magii i Satanizmu.
Użycie tego typu przedmiotów rzecz jasna różnić się będzie w zależności od tradycji, ale podstawowa idea pozostanie ta sama.
Praca ze szczątkami zwierzęcymi lub ludzkimi przynieść może głębokie i intrygujące doznania.
Pozwala dotknąć ciała Śmierci, poczuć je we własnych rękach, materializuje i uwydatnia kontemplację nad Śmiercią.
Chwyć w ręce zwierzęcą czaszkę i skup się na niej.
Pomyśl, że kiedyś była elementem składowym żywego organizmu, przez który przepływało ciepło, ruch i życie, a przede wszystkim energia bezprzyczynowa.
Teraz ten element składowy, zimny i martwy znajduje się w twoich rękach, jest wspomnieniem, śladem dawnej świetności - nawet taka krótka kontemplacja potrafi dać do myślenia, szczególnie u początków pracy z energią Śmierci.
Z czasem jednak Mag zapragnie poszukiwać głębiej i doświadczać więcej...
(W tym artykule skupiam się przede wszystkim na szczątkach, więc stare i często niebezpieczne praktyki stosowane przez niektóre tradycje nie znajdą tu miejsca)
Kolejnym stadium może być podobna kontemplacja, jednak tym razem nad człowiekiem.
Jestem zdania iż każdy Mag, tym bardziej praktykujący Tradycyjny Satanizm i mroczne dziedziny Czarostwa powinien posiąść jakiś element ludzkiego szkieletu.
Namacalny kontakt ze szczątkami przedstawiciela własnego gatunku będzie bowiem znacznie silniejszym doznaniem.
Posiadanie kości (lub czegoś więcej), które należały niegdyś do kogoś z naszego gatunku, kogoś kto [może nie duchowo] ale fizycznie był do nas podobny, miał życie zdecydowanie bardziej skomplikowane niż dzik czy jeleń. Czy to cię przeraża? A może jednak pociąga?
Jeszcze głębszym wymiarem obcowania z ciałem śmierci, może być kontakt nie ze Szczątkami, a ze ZWŁOKAMI danej istoty.
Grzebanie własnymi rękami zmarłych zwierząt, krojenie zwłok na mięso i skóry lub w celu pozyskania kości, sekcje zwłok etc.
Wszystkie te aktywności pozwalają na żywe i niezwykle intensywne obcowanie ze Śmiercią, z ciałami które zostały opuszczone przez ciepło i życie niedawno.
Dzięki nim możemy uświadomić sobie kim naprawdę jesteśmy, jaki jest stosunek naszego aspektu przyczynowego i bezprzyczynowego.
Tak skrajnie odmienne, a jednak niemogące istnieć bez siebie nawzajem.
Gdy umrze ciało, pozostanie subtelna energia, która nie będzie wbrew popularnym pomysłom przypominać nas za życia, nie będzie niewidzialną wersją Nas, w ziemskich ubraniach i wyglądzie.
Gdy zaś ta subtelna energia z nas uleci, pozostanie jedynie fizyczna skorupa, odżywiająca nas, stanowiąca naszą bazę, której główny procesor - mózg - umożliwia nam eksplorację naszych bezprzyczynowych sfer.
Na zakończenie przytoczę kilka własnych z życia wziętych przykładów pracy z Energią Śmierci.
Na wstępie zaznaczę, iż nie jestem jeszcze biegłym nekromantą, stawiam w tej dziedzinie raczej intuicyjne kroki. Mimo tego jednak moje postrzeganie Śmierci jest moim zdaniem dostatecznie rozległe by podjąć ten temat.
Od dziecka interesowałem się Naturą, a w tym również Śmiercią.
I nie, nie była to ubrana w piękne barwy śmierć, niczym królewna z Disney'owskiej bajki.
Nie mając nawet dziesięciu lat regularnie podziwiałem napotkane ciała martwych zwierząt, wyłowionych z wody ryb.
Interesował mnie proces egipskiej mumifikacji, który już wtedy zgłębiałem z wielką precyzją, znając każdy jego element.
Pobieżnie uczyłem się anatomii, tworzyłem już wtedy prymitywną dziecięcą sztukę, która nierzadko przedstawiała krew i zwłoki.
I za tę kwestię jestem wdzięczny mojej rodzinie, ponieważ nie blokowała mnie w tej osobliwej gałęzi rozwoju mimo, że fascynacja takimi rzeczami u tak młodego dziecka przyprawia o dreszcze.
Często rozważam tą fascynację jako jeden ze znaków, jako zwiastun tego, w którą stronę pójdę w swoim życiu (a znaków było więcej!).
Obecnie jako Tradycyjny Satanista kontynuuję tą eksplorację.
Posiadam dość pokaźną liczbę czaszek, w tym kilka dużych czaszek jelenia, samodzielnie znalezioną i oczyszczoną czaszkę dzika, którą przekształciłem w amulet Mrocznego Boga Noctuliusa, a także kilka czaszek saren, z których jedna stała się amuletem Azazela.
Oprócz tego dzięki pewnym koneksjom rodzinnym z medycyną posiadam na swoim Ołtarzu garstkę autentycznych ludzkich kości nadgarstka.
Te przedmioty wiele dla mnie znaczą, jednak na tym się nie kończy.
Oto historia o tym, jak pierwszy raz poczułem zapach Śmierci i uwieczniłem zwierzę, któremu to zawdzięczam.
Jechałem rowerem wzdłuż drogi na przedmieściu mojego miasta, gdy nagle na poboczu dostrzegłem martwego gołębia, przedstawiciela gatunku Columba palumbus.
Ewidentnie zaliczył zderzenie z rozpędzonym samochodem, nie był zmasakrowany i ewidentnie świeży.
Poczułem wtedy intuicyjną potrzebę, wiedziałem, że jest to dla mnie okazja ku nowemu doświadczeniu.
Wracając tą samą drogą zaopiekowałem się martwym gołębiem - zapakowałem go do torebki i zabrałem do domu.
Gdy zapadł zmrok, wyposażony w satanistyczne utensylia ruszyłem do pobliskiego lasu, w którym to już zdarzało mi się praktykować.
Niosłem gołębia w dłoniach, poszukując odpowiedniego miejsca.
Gdy już je znalazłem rozłożyłem obrus, który był moim ołtarzem i rozpocząłem rytuał.
Odczytałem Inwokację do Baphomet, by następnie przystąpić do uwiecznienia.
Własnymi, płynącymi z serca słowami zwróciłem się do Matki Krwi oraz samego zwierzęcia.
Wyraziłem pragnienie pochowania go w Naturze, zamiast pozwolić mu gnić przy ruchliwej drodze oraz uwiecznienia go, na znak doświadczonego kontaktu ze Śmiercią.
Chwyciłem do ręki specjalny, dedykowany Baphomet nóż i odciąłem nogi ptaka, a następnie go zdekapitowałem.
Dotknąłem jego miękkiego, bezwładnego ciała, w świetle świecy dostrzegłem krew na klindze noża.
Poczułem niezwykłą bliskość ku przemijaniu.
Zakopałem ciało gołębia w pobliskim dole (po powrocie w to miejsce kilka dni później zauważyłem, że został rozkopany, prawdopodobnie przez lisa - krąg natury się zamknął).
Głowę i łapki ptaka zabrałem do domu i umieściłem w pojemniku z solą, niejako na wzór fascynujących mnie w dzieciństwie mumifikacji, których częścią było zasypywanie ciał natronem w celu ich wysuszenia.
Proces suszenia nadal trwa, a związki chemiczne są przeze mnie regularnie wymieniane.
Gdy dobiegnie on końca, szczątki gołębia zajmą miejsce na moim Ołtarzu - jako symbol cyku życia i śmierci oraz pamiątka tego niezwykłego doświadczenia.
„Z mojego gnijącego ciała wyrosną kwiaty, a ja będę w nich, i to jest wieczność.” ~ E. Munch (prawdopodobnie)
Agios o Muerte!