"Nie ma nic pięknego poza człowiekiem, lecz najpiękniejsza jest kobieta"
Tak brzmi w tłumaczeniu na język polski jeden z 21 Satanistycznych Punktów, pochodzących z Codex Saerus - Czarnej Księgi Szatana autorstwa ONA.
(Poniższy tekst jest owocem moich ostatnich rozważań na temat kobiecości w duchowym kontekście)
Zarówno płeć żeńska jak i męska odgrywają równie ważną rolę w Naturze, a rozumienie ich energii oraz jej zastosowania bez wahania zaliczyłbym do podstaw rozumienia magii i oddziaływania tych sił na człowieka.
Dziś jednak pochylam się nad kobiecością.
Żeńska energia to siła fascynująca, potrafiąca doprowadzić człowieka do szaleństwa.
Kobiecość niezaprzeczalnie rozbudza wyobraźnię i przyciąga zarówno osobniki tej samej jak i przede wszystkim przeciwnej płci.
Ileż to mężczyzn z powodu kobiety doprowadziło do wielkich rozłamów, oszalało lub nawet popełniło samobójstwo.
Jaki tego powód?
Według mnie mimo, iż złożony to jednak dosyć oczywisty.
Energia żeńska leży u podstaw ziemskiego istnienia, u podstaw rozmnażania i przekazywania genów.
Oczywiście bez energii męskiej żadna z tych rzeczy nie mogłaby się odbyć, jednak nie to mam na myśli.
Mimo równego i wzajemnie uzupełniającego się udziału płci w kwestii wspomnianego rozmnażania i rodzicielstwa, zdecydowanie potężniejsza, głębiej docierająca zdaje się być rola energii żeńskiej.
Podczas gdy w mężczyźnie dominuje wojownik, siła i zabójca, kobiety z natury wykazują głębsze przeżywanie emocji, intuicję i spostrzegawczość (co nie czyni ich mniej wojowniczymi i zabójczymi - ile bowiem razy w Naturze to matka sama wychowuje i walczy o dzieci z agresorem).
To one częściej sięgają wgłąb tego co niewidocznie, niematerialne, mistyczne.
W Naturze to zazwyczaj samica odgrywa poważniejszą, czasem wręcz zuchwałą rolę.
Samce starają się o jej względy, wysilają się i nierzadko ryzykują życie, aby tylko dostąpić zaszczytu bycia wybranym i spłodzenia z nią potomstwa.
Również sam akt późniejszej ciąży i narodzin jest przesycony energią żeńską.
Przesycona nią jest także sama Ziemia i Natura.
Jej duchowa reprezentacja, Wielka Matka Krwi - Baphomet, jest od wieków przedstawiana jako kobieta mimo, że istoty duchowe w rzeczywistości nie posiadają płci.
Jednak ich energie z racji swojej natury przyjmują zazwyczaj męską lub żeńską formę.
Jej wyobrażenia zazwyczaj pokazują ją nagą, często także zakrwawioną o przenikliwym spojrzeniu.
Ziemia jest wielką rodzicielką i za razem wielką zabójczynią własnych dzieci.
Jest swego rodzaju żeńskim odpowiednikiem Mistrza Chaosu - Szatana, który to jest panem wielkiej kreacji i absolutnej zagłady.
Ten wątek można by rozwijać w siną dal, ja jednak chciałem jedynie nakreślić jego główny motyw, by skupić się na tym co chcę przeanalizować.
Niespełna tydzień temu cały nazareński naród polski obchodził święto dedykowane ich wielkiemu autorytetowi - maryji zwanej przez nich "matką boską" (pisane celowo małą literą w celu ukazania mojego braku szacunku).
Tamtego dnia naszła mnie (któryś już raz) jako satanistę refleksja - jak bardzo religia chrześcijańska i pokrewne zbeszcześciły i upodliły kobietę.
Kobieta według ich doktryny powinna być skromna, pokorna, służalcza i podporządkowana.
Prócz tego oczywiście najważniejsze - CZYSTA (cokolwiek to znaczy)...
Oczywiście odnosi się to do seksualności, która w owych systemach jest w ogólności uważana za grzeszną, jednak kobiety obarczone są nią o wiele ciężej.
Powód takiego ich postrzegania przez owe religie można łatwo wydedukować spoglądając na wspomniane przeze mnie wcześniej informacje.
Według mojej teorii owe pogardliwe i umniejszające podejście do kobiet w systemie nazareńskim wynika z koniecznego dla powodzenia jego celu wyeliminowanie owej żeńskiej potęgi.
Nawet najbardziej męski mężczyzna powinien rozumieć pierwiastek żeńskiej energii który się w nim znajduje i powinien...ba! ma obowiązek rozumieć kobiecość.
(działać powinno to również w przeciwną stronę)
Usunięcie z duchowości tej zmysłowej, pobudzającej energii żeńskiej i jej duchowego otwarcia ma na celu nie tylko uśpienie w człowieku tego aspektu, ale również oddalić nazareńczyka od prawdziwej natury Ziemi.
Bowiem wmawia im się przecież, że to ich mizoginistyczny jahwe jest stwórcą i panem całego świata, a kobieta ma być jedynie podległą szmatą mężczyzny.
Ileż w ich śmiechu wartej biblii jest takich odniesień i instrukcji, łącznie z traktowaniem kobiety jako własności i narzędzia, decydując za nią.
Jest to żałosne, prostackie myślenie i mówię to jako mężczyzna absolutnie zachwycony swoją męskością i niekoniecznie lubujący się we współczesnej, nieraz absurdalnej lewicowej narracji feministycznej (tak dla jasności).
Niezbyt interesuje mnie co ma na ten temat do powiedzenia społeczno-polityczna przepychanka.
I tu wracamy do wspomnianej maryji.
Dla mnie cały ten kult jest absurdem ponad absurdami.
Owinięta od stóp do głów pokorna, ascetyczna kobieta, prosta oddana jehowie żydówka i matka słynnego zabitego na krzyżu kaznodziei.
Realistycznym okiem patrząc wzór chrześcijańskiej kobiety jakich wiele.
Nie trzeba długo szukać by je spotkać, przechadzają się ulicami w smętnych, zakrywających większość ich kobiecego oblicza szatach, oddane swemu fałszywemu bogu , płaczące gdzieś w głębi za swą zmysłowością i namiętnością, modlitwami odganiające "grzeszne myśli".
Jednak ze względu na teologiczną rolę maryji w chrześcijaństwie została ona wyniesiona na piedestały.
Lekkiego kalibru przykładem takiego zachowania jest podejście jednej z nazareńskich religii - islamu.
Tam bowiem nie otrzymuje ona wielkiego, wręcz boskiego kultu ale stawiana jest i szanowana jako wzór idealnej islamskiej kobiety.
Podobnie jest także u żydów.
To dość zabawne, że na bliskim wschodzie, gdzie kiedyś wierzono w zabobony pokroju tego, że krew menstruacyjna jest cudownym nawozem dla pól, a sama menstruacja jest czymś wyjątkowym*, obecnie mężowie odcinają się od swoich kobiet na czas okresu, by nie przeszedł na nich wielki grzech spowodowany tymże nieczystym elementem natury.
(*menstruacja jest niezaprzeczalnie czymś niezwykłym z duchowego punktu widzenia, łączy ona w sobie zarówno kobiecą energię jak również magię krwi. Tutaj odnoszę się do wymienionego zabobonu, który to już można kwestionować...)
Jednakże największym apogeum tego szlamu jest chrześcijaństwo, w szczególności katolicyzm.
Tutaj maryja otrzymała kult prawie tak wielki, jak dawniej kult Bogini Matki.
I nie są to tylko moje spostrzeżenia, niektóre opracowania naukowe archetypu Bogini Matki wymieniają pomiędzy takimi jej emanacjami jak Anat, Gaja, Tiamat itd. właśnie chrześcijańską postać maryji...Serio?
Dla mnie jako satanisty tradycyjnego, praktykującego magię związaną z boginią Baphomet oraz żyjącego w więzi z Naturą jest to skandal i kompromitacja ludzkości.
Czy naprawdę Bogini Matka została zamieniona na zniewoloną, upodloną chrześcijańską niewolnicę, której to wzór do dziś napędza narzuconą kobietom rolę i prowadzi do nadużyć, na które to z kolei spętane i pozbawione swej naturalnej mocy nazareńskie kobiety nie umieją nawet odpowiedzieć?
Pozostawię czytelnika z tą refleksją.
Im dalej w las tym gorzej.
Wizerunek maryji pojawia się również w religiach takich jak voodoo, w którym to jej wizerunki reprezentują duchy, które (o ironio!) reprezentują kobiecość i jej witalną siłę.
Voodoo to system wierzeń opartych na pradawnych afrykańskich kultach, który doprawiony został chrześcijaństwem za sprawą kolonizacji i przymusowej chrystianizacji.
Dziś tych dwóch ostatnich zjawisk już nie ma, ale niestety kult się utrzymał.
Jest to przykre, ponieważ rdzenne wierzenia mieszkańców Afryki są niemniej interesujące od naszych słowiańskich czy starożytnych blisko wschodnich praktyk magicznych.
Jednak to już temat na inny wpis.
Posłowie:
Na samym początku wspomniałem o źródle inspiracji do mojego postu, zatem podzielę się na koniec iście bluźnierczą historią z ostatnich dni.
Pomysł na treść powyższego tekstu przyszedł do mnie nagle, z nikąd.
Przechadzałem się wówczas terenem leśnym i rozmyślałem.
Wewnętrznie skoncentrowany i podburzony owym tematem kroczyłem leśną ścieżką.
Chwilę później wychodząc na rozdroże dostrzegłem pewne miejsce i dwa obiekty, które w mojej głowie tworzyły idealne połączenie.
Wręcz jakbym to przyciągnął, wręcz jakby Bogini, której łono przemierzałem nagrodziła mnie wręczając mi narzędzie zemsty.
Kilka metrów za linią drzew znajdował się niewielki betonowy placyk, na jego środku cokół a na cokole figurka maryji...
Kilka metrów dalej, przy drodze leżał czarny, cuchnący przeleżałym piwem i nieco wymiocinami wór pełen śmieci, pozostawiony przez jakiegoś degenerata.
Wiedziałem co chcę zrobić.
Stanąłem na uboczu w krzakach, gdyż nie byłem sam.
Musiałem poczekać aż siedzący na ławce przed posążkiem nazareńczyk przestanie się modlić.
Około 5 minut później wreszcie wstał, z opuszczoną w pokorze głową przeżegnał się i wolnym krokiem oddalił.
Odczekałem dla pewności około 2 minuty i przeszedłem do działania.
W przypływie gniewu i triumfu chwyciłem śmierdzący worek, zaś w drugą rękę pierwszy lepszy kawałek grubej, suchej gałęzi.
Z wypiętą piersią wkroczyłem na placyk, inwokując imię Baphomet i Szatana.
Improwizując wygłosiłem płynącą prosto z serca bluźnierczą przemowę, uwypuklając omówiony przeze mnie skandaliczny upadek kobiecej duchowości, zwracając uwagę na to iż ten pomnik kobiecej słabości i podeptania żeńskiej energii stoi na łonie Matki Ziemi, co jest wyjątkowo oburzające.
Spluwając symbolicznie na pomnik wymierzyłem mocny cios kijem w stojące pod owiniętym plastikowymi różańcami cokołem znicze i sztuczne kwiaty.
W leśnej ciszy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła a chwilę później głuchy odgłos sypiących się koralików.
Przerobiony i ukradziony sznur medytacyjny, z którego powstało liczydło chrześcijańskich modłów...
Chwyciłem za oba różańce i rozdarłem je jednym, zdecydowanym szarpnięciem, by za chwilę jeden z nich znalazł się pod moją podeszwą.
Oburącz złapałem czarny wór i usłałem cokół śmieciami, a dźwięk rozlatujących się odpadów poniósł się echem po okolicy.
Podpierając się nogą o krawędź wspiąłem się na cokół. Nie był wysoki więc nie miałem problemu by zrobić to jedną ręką.
Lewą ręką ścisnąłem maryję za głowę, prawą rozpostarłem wór.
Chwilę później posąg zniknął w odmętach czarnego, śmierdzącego worka po śmieciach, którym ją udusiłem.
Marny i upokarzający wzór kobiety znalazł się tam gdzie jego miejsce!
Na odchodne wykonałem Satanistyczne Błogosławieństwo i opuściłem teren.
Ten bluźnierczy akt zbeszczeszczenia był formą emocjonalnej ofiary dla Bogini, poczynionym z satanistycznym honorem na Jej chwałę.
Było to doskonałe podsumowanie refleksji, które spłodziły ten tekst.
To był spontaniczny akt, jednakże podobne praktyki są spotykane w większości tradycji satanistycznych jako zamierzone działania z konkretnym celem.
Jaki jest cel niszczenia i beszczeszczenia artefaktów nazarejczyka można by zapytać.
Każdy kto wie czym jest Prawdziwy Satanizm dobrze wie, że zwalczanie chrześcijaństwa jest co najwyżej pobocznym celem życia satanisty, a sam Satanizm z chrześcijańską teologią ma niewiele wspólnego.
Owszem, jednak Satanizm jako esencja rozwoju, zmian i buntu zawsze będzie godził w system i jego organy.
Chrześcijaństwo jest jednym z wrogich obiektów, który tak się składa iż posiada ogromną władzę, jednocześnie idąc w jawny konflikt z Satanizmem, przedstawiając Szatana (z wiadomych powodów) jako swojego największego wroga, a w ich ujęciu "wroga jedynego boga i całej ludzkości".
Zatem takie akty mają na celu nie tylko pobudzenie szatańskiego ducha i praktykę transgresji, ale również z duchowego punktu widzenia godzą bezpośrednio w nazareński etos, osłabiając i odwracając przeciwko niemu jego energię, generowaną dzień w dzień, mniej lub bardziej świadomie w tysiącach kościołów, domów i mizernych dusz.
(Zaznaczam tutaj, jeśli ktoś nie wie, że absolutnie nie popieram śmiecenia w lesie. Sam regularnie zbieram śmieci z lasu. W tym przypadku wykorzystałem je jako narzędzie, przeniosłem w adekwatne miejsce, obciążając nimi betonowy placyk, co jest lepsze niż rozwalony worek leżący pomiędzy drzewami. Syf który zostawiłem najpewniej zaraz stamtąd zniknie, bo miejsce to jest sprzątane przez katolików, więc można powiedzieć, że beszczeszcząc ich miejsce kultu nakłonię ich do pozbycia się z lasu śmieci, które tam zalegały i nikt nie pomyślał by zabrać wór)
Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje każdego czytającego do refleksji na temat roli kobiecej energii w zarówno przyczynowej jak i duchowej rzeczywistości, a ja zwieńczam go cytatem z ONA (tłum:The Serpent):
dotknij mnie, a uczynię Cię silnym mieczem,
który rozcina i plami krwią mą Ziemię."
