Za nami Równonoc Wiosenna, a tym samym rozpoczęcie owej pory roku - jak każda z nich niezwykłej w swojej naturze.
Wiosna to magiczny czas, gdy cała Natura odradza się po Zimie, a owa aura odrodzenia i płodności rozpościera się za równo na planie fizycznym, jak i duchowym (pod warunkiem, że umiemy ją wyczuć).
Nie zamierzam wspominać zbyt wiele na temat chrześcijańskiej, żałosnej przeróbki owego święta znanej jako wielkanoc. Chcę skupić się na przemianach jakie zachodzą w tym czasie w naturze, a także wspomnieć krótko w jaki sposób ja obchodzę tę okazję w ramach mojej Satanistycznej Tradycji.
Nakreślę jedynie zarys mojego zdania na ten temat, mianowicie iż wykorzystanie tak niezwykłego czasu dla Natury oraz jej odrodzenia jako kanwy dla wychwalania żałosnej bajeczki o umęczonym i zmartwychwstałym antyżyciowym kaznodziei jest absolutnym znieważeniem i bluźnierstwem względem Sił Natury, Bogini Matki oraz wszelakich duchowych istot związanych swą naturą z tym okresem.
Więcej "czasu antenowego" dla chrześcijaństwa nie przewiduję w tym wpisie.
Równonoc Wiosenna, znana w dawnych kręgach pogańskich jako Ostara (do czego nawiążę później) to jeden z tradycyjnych sabatów z koła roku, odnoszących się do naturalnego cyklu.
Owe poszczególne święto jest jak wspomniałem czasem Odrodzenia i Płodności.
Natura budzi się do życia, pozbawione liści krzewy zaczynają puszczać pierwsze pędy, lasy zazieleniają się a zwierzyna nabiera witalności.
Z mojej perspektywy duchowej jest to świetny czas na wszelakie działania magiczne odnoszące się do przemian, wyznaczania nowych perspektyw, celów. Myślę, że zaklęta w tym czasie energia płodności jest również dobrą przestrzenią do wszelakich rytuałów wiążących się z miłością, pożądaniem i namiętnością. To czas planowania i wyznaczania celów na nadchodzący "ciepły" okres.
Ma ona również swój nieco bardziej bojowy wymiar, wszak Natura w czasie Odrodzenia odkopuje także wojenne topory, które to następnie przelewać będą krew celem przetrwania najsilniejszych.
W mojej satanistycznej tradycji ten czas jest momentem poświęconym Naturze, Bogini Matce Bafomet, a także Astarte. I tu warto poświęcić jej kilka zdań.
Astarte (znana również jako Astaroth) - to imię kananejskiej bogini miłości, płodności oraz wojny. W Mezopotamii znana jako Isztar/Inanna, na zachodzie Europy zaś jako Ostara bądź Eostre.
To właśnie z nią związane jest owe święto w wielu prastarych praktykach.
Obecnie większość zna ją zapewne z Lemegetonu pod imieniem Astaroth. Nie byłoby w tym nic takiego gdyby nie fakt, że za sprawą wielu błędów i niewiedzy została tam przedstawiona jako męski Demon, zamiast Pięknej, Demonicznej Bogini Płodności.
Zatem moje praktyki w tym okresie skupiają się właśnie na energii tej Bogini oraz reprezentowanych przez nią archetypach.
Podczas obchodów odnoszę się również do bogini Bafomet - Wielkiej Bogini Matki.
Stawiam wówczas na samotne przechadzki leśnymi ścieżkami. Staram się zgrać z Naturą, oddychać przemianami jakie w niej zachodzą, obserwować je.
Z początkiem wiosny wiążę również praktykę porządków, którą praktykować powinien nie tylko każdy Mag lub Czarownica, ale każdy człowiek na tej planecie.
Niestety z doświadczenia wiemy, że ludzie zamiast szanować swą matkę i dom wolą traktować je jako miejsce na darmowy wywóz śmieci...
Dzieje się tak ze względu na ideały współczesnej cywilizacji, depczące po naturze oraz na ludzką tępotę, która widocznie nie pozwala dostrzec świętości Ziemi.
My sataniści, czarnoksiężnicy oraz wszelcy inni praktycy magii, pracujący z chtonicznymi istotami, nosimy w sobie ducha Ziemi, wiemy skąd się wywodzimy, a więc szacunek do niej płynie w naszych żyłach.
W tym roku podczas porządków wywiozłem z lasu 3 duże worki śmieci. A wywiozłem na sklepowym wózku, również w owym lesie znalezionym, wraz z brudną pianką i starą oponą...
Przed sprzątaniem wykonałem krótką medytację do Bogini Bafomet by następnie rozpocząć porządki. To była forma ofiary, z racji iż jedyna ofiara, którą można jej złożyć to swoje zaangażowanie i miłość, inna ofiara mija się z celem, bowiem wszystko co ziemskie do niej należy, a ona sama jest zarówno rodzicielką, jak i zabójczynią.
Podczas sprzątania nuciłem również pod nosem Agios Baphomet i rozmyślałem nad rozpoczynającym się okresem Wiosny oraz tym co robię.
W między czasie napotkałem kilkoro spacerowiczów, spośród dwóch postanowiło na głos wyrazić aprobatę dla moich działań. Pochłonięty pracą krótko podziękowałem, choć żywię nadzieję, że na słowach się nie kończy i owe jednostki również postanowią coś zdziałać na rzecz oczyszczenia natury ze śmieci pozostawionych przez ludzkie śmieci.
Ten wpis nie porusza być może głębokich tematów i historycznych odniesień do dawnych praktyk, ale ma na celu przedstawić moje przemyślenia na ten temat, jak i moją relację z Ziemią i jej Duszą. Mam również nadzieję zachęcić czytelnika do podjęcia podobnych praktyk.
Powyższy zbiór refleksji podsumowuję ilustracją zatytułowaną Mistress Of The Earth autorstwa Richarda Moulta.
Pochodzi ona z talii Sinister Tarot, którą niedawno nabyłem i z której korzystam.
Agios o Baphomet! Agios o Astarte!