wtorek, 4 lutego 2025

ABSURDY WSPÓŁCZESNEJ EZOTERYKI

Z coraz większym zażenowaniem obserwuję "rozwój" ezoterycznych dziedzin wśród współczesnej cywilizacji.
Odbywa się to głównie za pośrednictwem internetu, ponieważ to właśnie tutaj można natrafić na najwięcej tego typu wesołego contentu (wesołego bo czasem naprawdę można się uśmiać).
Samozwańczy astrolodzy, horoskopy na Onecie, wywody o zodiaku i tarocie z ust ludzi nie mających o tym najmniejszego poza dostępną na wyciągnięcie ręki wiedzą pojęcia, kończąc na ezoterycznych targach sprzedających radioaktywne naszyjniki.
Takie zjawisko bywa zabawne, ale częściej reaguję na nie lekką odrazą i zażenowaniem.
Podobnie sprawa ma się z okultyzmem, którego to szeregi od kilku wieków zdominowane są przez kabailstyczną żydomagię. Gagatki pokroju Johna Dee, Edwarda Kelleya stanowią autorytety dla okultystów. Niestety ich praktyki stanowiły to co teraz stanowi 80% okultyzmu: anioły, jahwe, kabała i Salomon. 
Pomijam już fakt, że większość takich ancymonów to zwykła banda showmanów i oszustów, którzy robili to dla pieniędzy (wspomniany John Dee był nadwornym astrologiem Elżbiety I).
Dlatego też ja jako satanista nie chcę nazywać siebie okultystą mimo, iż definicja tego słowa jest na tyle szeroka, że mogłoby to pasować. Poza satanistą nazywam siebie jedynie czarnym magiem, ze względu na dziedzinę magii, którą praktykuję a do której należy satanizm.

Jak już wspominać o sławach okultyzmu to warto napisać też kilka słów o Crowleyu.
Crowley to postać interesująca, budząca skrajne emocje. Błędnie nazywany przez wielu satanistą mistyk, który większość swojego życia spędził na duchowej tułaczce szukając swojego miejsca we wszechświecie.
Uważam go za osobę wartą uwagi ze względu na niektóre jego teksty, dzieła i elementy filozofii, ale jego wychowanie przez Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku będący kwintesencją dziedziny okultyzmu o której wspominałem, (przejawiający się chociażby w pierwszym z brzegu Rytuale Odegnania Pentagramu, uwzględniającym w swojej treści przyzywanie archaniołów) doprowadziło do tego, że cała późniejsza działalność Crowleya była zatruta tego typu poglądami.
Thelema i O.T.O to w zasadzie ścieżki post-złoty brzask. I tak oto nasz bohater skończył jako heroinista z rozwalonym życiem. Koleś dobrze kombinował ale poszedł nie w tą stronę, w którą mógł pójść.

Po co natomiast wspominam o tych ludziach? Ano dlatego, żę to właśnie oni są tymi, którzy do dzisiaj wyznaczają trasę współczesnych okultystów, otoczonych aniołami i ich sigilami.
Crowley jest autorytetem nie tylko dla okultystów. Muzycy i artyści z jego rodzimej brytyjskiej ziemi przez lata zachwycali się i jarali jego filozofią.
Jako przykład posłużyć mogą chociażby Jimmy Page, gitarzysta Led Zeppelin, który kupił nawet dom należący niegdyś do Aleistera, czy Paul McCartney.

I tak dochodzimy do tak ułomnego pod wieloma względami XXI wieku.

Dzisiejszy świat ezo przepełniony jest ludźmi, którzy pod coraz mniejszym ciśnieniem chrześcijaństwa sięgają po magię i tego typu dziedziny. Obserwujemy istny wysyp tzw. zodiakar czy kamieniar.
Osoby te nawet nie zadają sobie trudu by chociaż przez chwilę zastanowić się nad sposobem działania magii kamieni, albo dowiedzieć się czym w ogóle jest zodiak.
Im wystarczy tylko wizyta na Tik Toku lub innym gówno wartym medium i wszystko już wiedzą.
Kopiąc głębiej można natknąć się na ludzi, którzy realnie praktykują kabałę (stanowiącą dosłowną część judaizmu), magię enochiańską itp.
Podczas swoich rytuałów używają skomplikowanych jak skurwysyn anielskich symboli Johna Dee, bełkoczą po enochiańsku czy hebrajsku jakieś kompletne brednie, których sami nie rozumieją i liczą na to, że ich intencje się spełnią, bo przecież aniołki zrozumieją ten język.

Zasmucę ich i zgaszę zapał podwójnie.
O samych aniołach powiem krótko. Praca z takimi istotami nie ma żadnego sensu.
Pomijam już fakt, że są zwykłymi śmierdzącymi sługami lub poplecznikami jahwe i karmiąc ich karmi się również ich zwierzchnika, a cała ta enochiańska praktyka jest tak naprawde wartością prawie na równi z chrześcijaństwem/judaizmem/islamem pod względem bóstwa, któremu SŁUŻĄ a nie współpracują.

(prawie bo jednak uwzględniają czasem obiektywnie wartościowe praktyki rozwijające duchowo pokroju medytacji itd, które następnie wrzucają do kielicha miksera z tym całym szlamem)

A co do języka...
Niestety dla takich person, ale muszę poinformować, że istoty duchowe nie są ludźmi.
Nie mają ludzkich zmysłów, nie słyszą, nie widzą a już tym bardziej nie mówią i nie znają ludzkiej mowy.
I mówię to jako osoba, która współpracuje z Demonami, od których przekazy zapisuje w języku polskim.

Otóż Demony czy wszelkiej maści duchy nie znają wszystkich języków świata. Ich językiem jest energia.
Przekazy odbierane w jakimkolwiek języku zawsze będą jedynie dziełem naszej interpteracji. To zresztą jest powodem dla którego kontakt z Demonami jest tak trudny. Należy bowiem nauczyć się interpretować ową energię i przekładać na zrozumiałą dla człowieka treść, co naprawdę wymaga zrównoważenia, bo bardzo łatwo tu coś pomylić/przekręcić.
Magia nie jest werbalna, więc z równie dużym rozbawieniem obserwuję wywody o słowach mocy czy zaklęciach.
Ludzie, którzy wierzą w takie rzeczy zapomnieli chyba, że alfabet i język są najbardziej ludzkim wynalazkiem jaki może być.
To ludzie stworzyli język, który miał im posłużyć do łatwiejszego komunikowania się, w którym to konkretne wyrażenia oznaczają konkretne rzeczy, a całość jego przekazu jest umowna i symboliczna.
Mowa natomiast jest dzwiękiem, którego istoty duchowe również nie wydają, bo nie mają aparatu gębowego i "narządów głosu".
Oczywiście, słowa mają pewien duchowy potencjał, ale ogranicza się on jedynie do wpływu na człowieka.
Szatan, Demon lub inny byt nie będzie rozumiał naszych słów, bo niby jak?
Natomiast my rozumiemy je doskonale, dlatego też ja swoje rytuały przeprowadzam w ojczystym języku polskim.
Słowa, a raczej skojarzenia i emocje które wywołują wpływają na nasz umysł wytwarzając odpowiedni rodzaj energii. I to właśnie ten wytwarzany "materiał" jest przedmiotem przekazu między nami a duchami.
Dlatego też preferuję własne słowa, a korzystając z czyichś stawiam na ładnie napisane, poezyjne inwokacje zamiast bełkotu w jakimś wymyślonym języku.
Podobnie sprawa ma się z symbolami. Są to po prostu figury, których cała moc drzemie w ludzkiej podświadomości. Sigile Demonów nie są ich firmową pieczątką, po raz kolejny są to symbole, które dla nas mogą przedstawiać danego ducha i przybliżać do niego nasz umysł.
Nic więc nie stoi na przeszkodzie by tworzyć własne sigile, które czasem mogą działać nawet lepiej, bo symbolizują nasze osobiste, prywatne połączenie z Demonem, a to już naprawdę potężna energia.

Kadzidła o konkretnych zapachach, kolory świec, sigile i mantry. 
Te wszystkie magiczne instrumenty są niezwykle wartościowe ale rozumienie ich działania we współczesnej ezoteryce to niezły wał.
Za pomocą tych przedmiotów nie "zwabimy" Demona, bo co go obchodzi jakiś losowy człowiek, który z jakiegoś powodu chce się z nim skontaktować.
Te przedmioty oddziałują na nas, nas dostrajają do duchowych sfer w których przebywają Mroczni Bogowie, a to czy taka podróż zakończy się udanym kontaktem to już zależy od naszej otwartości i wartości, która zadecyduje o tym czy dany Demon zechce nas prowadzić.

O magii kamieni też można wspomnieć. W ogromnym skrócie ta również opiera się na naszym umyśle. Naszym magicznym amuletem równie dobrze może być przypadkowy, znaleziony w lesie kamień który wyczyścimy i ozdobimy. Kamienie jako wytwory ziemi mają swoją specyficzną energię, która to może okazać się pomocna w magicznej pracy. Niektóre przywodzą miłość lub kreację, inne chorobę i zniszczenie. A więc po raz kolejny magia leży w naszej ręce i o ile np kwarc różowy możę stanowić przydatny rekwizyt w magii miłosnej, o tyle noszenie go w kieszeni i wierzenie, że w ten sposób znajdziemy miłość życia (a najlepiej to ona znajdzie nas w kącie) to jakiś chory i niezwykle bzdurny zabobon 😆

Ostatnio przejaw podobnego do omawianych przeze mnie absurdu zauważyłem podczas wizyty w sklepie ezoterycznym. Przychodzę tam regularnie bo mają w rozsądnej cenie świece z naturalnego wosku oraz kadzidła i generalnie podobne przybory.
Przeszukując regał z kadzidłami usłyszałem dyskusję dwójki klientów. Było w niej wszystko co tylko mogłem sobie "wymarzyć": który kamień dobry na pieniądze i gdzie jest najbardziej oklepany sposób oczyszczania czyli biała szałwia :P
Ekspedientka zapytana o to co jest dobre na pieniądze od razu wypluła kilka nazw minerałów i zaproponowała im....mały zestaw do rytuału na pieniądze, złożony ze świeczki i czegoś tam jeszcze. Urocze.
Już widzę tą niezwykłą fortunę, którą zdobędzie taka osoba zapalając sobie na półce świeczkę z takiego zestawu, do płaszcza wrzucając kamień i nie uwzględniwszy żadnej wizualizacji rzuci sobie pod nosem "chce zarabiać dużo kasy", po czym zostawi palącą się świeczkę i pójdzie oglądać Netflixa wpierdalając lody.

Rzecz jasna nie mam tu na myśli, że tego typu magia nie działa. Oczywiście, że może działać.
Sam wykonałem w swoim życiu wiele udanych rytuałów, ale różnica polegała na tym, że angażowałem w nie swój umysł. Narzędzia, których używam to jedynie stroiki do prawdziwego instrumentu magii - umysłu.
Oczywiście nie ujmuję prawdziwej mocy wszelakich kamieni, ale ich duchowa energia nie działa w taki sposób żeby dawać ludkom coś tak trywialnego z perspektywy natury jak pieniądze. Magia kamieni opiera się na korzystaniu z ich energii, która w zależności od poszczególnych z nich może pomagać np w dziełach dotyczących dóbr materialnych.
Dlatego taki rytuał nie może odbyć się bez wizualizacji i silnej stymulacji naszej duszy.
Różnica między mną a takimi osobami polega na tym, że ja żyję swoją magią, żyję z istotami, które przeze mnie przemawiają i działają.
Żyję zgodnie z biegiem natury, w praktykach demonicznych praktykując Inwokację (stany posesyjne) aniżeli Ewokację, którą uwielbiają biali magowie. Zapraszaj do siebie byty a potem chroń się przed nimi w kółeczku...

Swoją drogą temat kręgów i pokręconego podejścia takich świętojebliwych anielskich do Demonów też warto omówić ale innym razem.
Wracając, angażuję się w swoją ścieżkę i doprowadzam do stanu, w którym mroczna energia Szatana i Demonów oraz jej aspekty daje o sobie znać kształtując mój charakter. Doprowadza do przemyśleń, wizji, nastrojów.
Na tym właśnie polega życie magią. 
I jak irytujące nie byłoby omawiane przeze mnie głupie podejście współczesnej ezoteryki, tak zadowalającym jest fakt, że tego typu zjawiska mają miejsce w pozbawionej pojęcia białej loży, która na dobrą sprawę przyklaskuje wiodącym religiom abrahamicznym.

Oczywiście nie oznacza to, że w środowisku czarnej magii tacy zaboboniarze się nie zdarzają. Zdarzają się i to dość często, bowiem wszelkie tego typu praktyki to nie są przelewki i osobie pozbawionej zdrowego uziemienia i umiejętności analizy łatwo jest zwariować. Jednak w przypadku niezwykle trudnej dziedziny jaką jest czarna magia, owa praktyka (cytując Vovina Ors, autora innego bloga satanistycznego) "albo oni kończą z magią, albo magia kończy z nimi". Nie ma tu miejsca dla bezwartościowych materialistów, fanatyków i foliarzy.
Biała strona pod władaniem pasożyta jahwe ukochała sobie natomiast takich gnuśnych wanna be magów, bo dopóki można żerować to jest ok :) Sprzedawcy na targach też cieszą mordę sprzedając niedziałające i szkodliwe radioaktywne medaliony za wygórowane ceny. I tak się ten biznes kręci.

Cieszę się zatem, że ludzie ci boją się i trzymają z daleka od Czarnej i ogólnie prawdziwej, mądrej magii. Dzięki takiemu podejściu możemy działać indywidualnie, we własnym środowisku, pozostając w cieniu i nie będąc wrzucanymi do jednego wora z takimi prostakami i fanatykami.

JEFFREY EPSTEIN A SATANIZM - O TYM JAK IGNORANCI NAPĘDZAJĄ SPIRALĘ FAŁSZU

Przyznam, iż nie śniło mi się nawet pisanie artykułu na taki temat, lecz po tym co ostatnio zobaczyłem i przeczytałem czuję się wręcz sprowo...