Zasadniczo, człowiek staje się Satanistą poprzez Satanistyczne czyny.
Satanista z pewnym doświadczeniem powiedziałby co najmniej jedną z poniższych rzeczy:
'Doświadczyłem walki; zabijałem i patrzyłem jak giną moi towarzysze. Kochałem i nienawidziłem. Odkryłem coś po raz pierwszy. Żyłem sam przez wiele miesięcy, pozbawiony większości wygód, i dzięki temu poznałem siebie. Stałem przed obliczem własnej, nieuchronnej śmierci, nie raz, lecz wiele razy.
Osiągnąłem swym ciałem rzeczy, które uznawałem za niemożliwe. Cieszyłem się pokonywaniem fizycznych, intelektualnych i psychicznych wyzwań. Znam pasję, która motywowała Beethovena, van Gogha i Nietzschego, oraz znam uczucia i wielkość Cezara, Adolfa Hitlera i Aleksandra Wielkiego...
Słyszałem muzykę galaktyki oraz gwiazd i planet znajdujących się w niej. Eliminowałem ludzki ściek. Popełniłem przestępstwa - by się uczyć i rzucać wyzwania.'
W kontraście, samozwańczy "sataniści" są płytcy - dużo mówią, lecz posiadają niewiele lub wcale nie mają prawdziwego doświadczenia życia na krawędzi. Unikają prawdziwego wysiłku, prawdziwego pokonywania siebie i budują sobie fantazyjne światy, w których znajdują ukojenie. Potrzebują towarzystwa innych, tak samo jak podbudowywania swojego ego przez tych, których uważają za swoich pobratymców.
Przesadnie dużo rozmawiają z innymi o Satanizmie i prawdopodobnie, nauczywszy się sporo "teorii" z książek i różnych organizacji, piszą własne "satanistyczne" rytuały, które następnie wykonują z lubością nekrofilów.
Prawdziwi Sataniści są zaś na pierwszej linii frontu: oni Działają.
Dążą do realizacji osobistego Przeznaczenia i pracują nad realizacją Złowieszczej Strategii. Oznacza to, że swoim życiem i stylem bycia aktywnie wspierają twórcze siły Ciemności. Innymi słowy, wykonują dzieło Księcia Ciemności. Natomiast amatorzy i pozerzy trzymają się swoich bezpiecznych, wyimaginowanych i fantazyjnych "satanistycznych" światów - poprzez korespondencje, spotkania, konklawe, dyskusje; poprzez wykonywanie i pisanie/czytanie o bezwartościowych rytuałach okultystycznych; poprzez paplaniny o swoich pseudomistycznych fantazjach.
Satanista będzie żył satanicznie - i z tego powodu będzie niebezpieczny w prawdziwym świecie.
Będzie dokonywał satanistycznych czynów, aniżeli tylko o nich mówił lub pisał. Będzie on/ona, dla przykładu, praktycznie zakłócał porządek społeczny lub pracował nad aktywnym tworzeniem nowego, rewolucyjnego społeczeństwa, które będzie bardziej satanistyczne. Mogą być autentycznymi heretykami - walczącymi przeciwko państwu poprzez politykę lub walkę zbrojną, jeśli owe państwo (jak większość państw zachodnich) podtrzymuje nazareńską chorobę ducha (widoczną wyraźnie we współczesnych ideach, takich jak liberalizm, humanizm, oraz równość: triumf tego co bezwartościowe kosztem tego, co szlachetne).
Mogą również przyczyniać się do upadku takiego państwa i podsycać reakcję, podważając je moralnie, na przykład handlując narkotykami lub pornografią.
Być może będą nauczycielami na wpływowych stanowiskach, potajemnie nakłaniając innych do Satanizmu, lub przejściowych form, jakie Satanizm często przybiera, aby zdobyć kontrolę i wpływ.
Mogą także aktywnie eliminować ludzki ściek - jako strażnik porządku publicznego lub gorliwy, honorowy funkcjonariusz policji...
Tak czy inaczej, będą mieli obrany kierunek, cel i zamiar wykraczający poza budowanie własnego ego. Będą dążyć do osiągnięcia rzeczy wielkich, dzięki którym będą mogli osiągnąć realny sukces w swoim życiu i żyć jego pełnią.
Będą rozwijać i wykorzystywać swój potencjał, swoje umiejętności - i w ten sposób czerpać radość z życia i pokonywania wyzwań. Będą wpływać na własną ewolucję oraz ewolucję samego istnienia, ponieważ korzystają z Ciemnych Sił w praktycznym wymiarze. Ich celem będzie Satanistyczna Strategia lub Eonika.
Racjonalne, a tym samym świadome zrozumienie tych sił, które kształtują i zmieniają ewolucję oraz formy przyjmowane przez świadome organizmy, od jednostek, przez społeczeństwa, po cywilizacje i eony.
Każdy członek ONA jest zatem Nexionem do Bezprzyczynowości - uczestniczy w dziele ewolucji poprzez podążanie Ścieżką i rytuały, które odprawia: czyni swoje życie narzędziem bezprzyczynowej zmiany. Mówiąc prościej, realizuje swój ukryty potencjał. Wnosi pozytywny wkład w ewolucję - wykorzystuje swoje życie w jakimś celu. Członkowie ONA działają i osiągają sukcesy - odgrywają znaczące role i kształtują przyszłe wydarzenia. Tworzą historię.
W zestawieniu w nimi, inne grupy są nieistotne.
Order of Nine Angles
Sinister Art Of Satanas
piątek, 8 maja 2026
Z MANUSKRYPTU ONA
środa, 18 marca 2026
JEFFREY EPSTEIN A SATANIZM - O TYM JAK IGNORANCI NAPĘDZAJĄ SPIRALĘ FAŁSZU
Przyznam, iż nie śniło mi się nawet pisanie artykułu na taki temat, lecz po tym co ostatnio zobaczyłem i przeczytałem czuję się wręcz sprowokowany.
Zakładam, że każda osoba z dostępem do internetu słyszała już nie raz o wybrykach J. Epsteina i jego żałosnych towarzyszy.
Nie będę więc skupiał się tutaj na analizie ich działań, bo niczym nowym, ani godnym zainteresowania, nie jest fakt istnienia słabych, zboczonych jednostek, które dzięki wpływom i pieniądzom mogą bez obaw o schwytanie realizować swoje fantazje.
To co jednak zasługuje na moją (i czytelników) uwagę, to medialna nagonka i plotki krążące wokół tego tematu. Bowiem z różnych źródeł można dowiedzieć się, że w kręgu pana Epsteina dochodziło do wielu ekscentrycznych wybryków. Usłyszeć można chociażby o rzekomych "kanibalistycznych rytuałach", ćwiartowaniu dzieci przez tzw. elity światowe (sic!) oraz innych podobnych rewelacjach.
Czy rzeczywiście miało to miejsce? - według mnie ma to niewielkie znaczenie, bo zabawiać się w ten sposób może każdy debil, a tym bardziej taki z kontaktami, pieniądzem i wpływami.
Oczywistym jest jednak, że nazareńskie media przerażone tymi doniesieniami zaczną łączyć Epsteina i jego kumpli z satanizmem. Celowo pomijając fakt, że żadna z czyniących takie połączenia jednostek nie ma zielonego pojęcia o Satanizmie, mam zamiar wykazać dlaczego każdy kto głosi takie rewelacje jest pierdolonym ignorantem, podobnego sortu intelektualnego co sam Epstein.
(od razu zaznaczam, że nie jest moim celem walka z uporem maniaka przeciwko chochołom, a raczej dotarcie do nieco bardziej wnikliwych jednostek jakie spodziewam się gościć na swoim blogu)
Dla solidnego wprowadzenia w temat warto z góry nakreślić mój stosunek do Epsteina i podobnych person, oraz rozważyć na ile taki człowiek mógłby mieć cokolwiek wspólnego z Satanizmem.
Nie muszę fatygować się osobiście, ponieważ przeszło 30 lat temu zrobił to Anton Long w manuskrypcie o wymownym tytule "Satanism and Child Abuse", który zamieszczam w całości poniżej, by później płynnie przejść do meritum.
Z powyższego tekstu (pod którym podpisuję się obiema rękami) jasno wynika, że skłonnościami do zachowań pedofilskich cechują się jednostki słabe, o nierozwiniętej samoświadomości, wglądzie i zrozumieniu, niezdolne do świadomej ewolucji i podejmowania osobistych zmagań w celu wewnętrznego rozwoju. Jest to zatem ostateczny gwóźdź do trumny w kwestii łączenia Epsteina z jakąkolwiek formą magii - ten człowiek zwyczajnie nie byłby zdolny do jej świadomego praktykowania. Ponadto przy swoim wygodnictwie i próżności nie widzę go w roli wojującego ze sobą maga. To kim się stał - lanserskim zboczeńcem uzależnionym od bogactw i wygód - dobitnie to potwierdza.
I żeby było jasne - każdy może nazwać siebie kimkolwiek zechce. Gruby i pryszczaty czternastolatek z upośledzeniem, bity w szkole przez rówieśników, malujący sprayem pentagramy i zabijający koty licząc, że "wielki Pan Szatan" wysłucha jego modlitw i przywróci mu kontrolę nad jego własnym, żałosnym życiem, może jak najbardziej nazywać sam siebie "SATANISTĄ" i nie ma możliwości by mu tego zabronić. Istnieje jednak możliwość weryfikacji. Po jej przeprowadzeniu wyjdzie czarno na białym, że osobnik ten nie tylko nie jest satanistą, lecz przede wszystkim, że posiada on WSZYSTKIE sprzeczne z Satanizmem cechy jakie można sobie wyobrazić - jest dzieciakiem, jest niezbyt inteligentny, zakompleksiony, słaby psychicznie i zdesperowany.
Nasz hipotetyczny samozwańczy "satanista" nie jest nim dokładnie tak samo, jak laveyański hedonista, klifotyczny kabalista czy kolorowowłosa nastolatka o zmiennych zaimkach, należąca do grupy Global Order Of Satan na Facebooku. Każdą z tych jednostek można by zweryfikować w dokładnie ten sam sposób, a wyniki nie pozostawiłyby złudzeń.
Ciężko jest zweryfikować czym były rzekome rytuały Epsteina (o ile w ogóle miały miejsce), ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że koło magii to nawet nie stało.
Rzecz jasna takie doniesienia wzbudzają fascynację, grozę i pobudzają wyobraźnię lecz, jak to zazwyczaj bywa, nie wszystko jest takie jakie się wydaje na pierwszy rzut oka, a oczy łatwo dają się oszukać.
Każdy bowiem może w tym momencie w pomalowanym na czarno pomieszczeniu z pentagramem na ścianie rozpalić świece, kadzidło i co tam mu jeszcze przyjdzie do głowy, a następnie zebrać tam grupkę ludzi i wspólnie zamordować na stole dziecko uprowadzone z placu zabaw, robiąc dla każdego członka grupy szalik z jego jelit. Mogą oni wierzyć, że w ten sposób otrzymają mądrość, bogactwo, że to co robią to prawdziwa, mroczna magia, a noszone przez nich "szaliki" będą przynosić im szczęście.
Co więcej, jeśli posiadają wystarczającą siłę woli, ich przekonania mogą przynieść jakiś śladowy skutek. Będzie to jednak WYŁĄCZNIE efekt ich ułudy i potencjalnego, nieświadomego użycia własnej energii.
Nie ma więc dla mnie znaczenia w co wierzyli amerykańscy bogacze oddający się tym dziwacznym praktykom. Mogę natomiast z absolutną pewnością stwierdzić, że byli nikim więcej niż idiotami.
Powody mojego stanowiska znajdują się powyżej. Ponadto każdy kto zna treść Satanizmu Tradycyjnego wie, jak wygląda podejście do ofiar z ludzi i w jaki sposób są one praktykowane.
Spoglądając w tradycyjne kryteria doboru ofiar (Culling) spostrzeżemy, że według tychże kryteriów (jak również moich własnych) to właśnie Epstein, a także jego żona, Donald Trump i pozostała część tej wesołej ferajny nadawałaby się idealnie do złożenia w ofierze. Wyeliminowanie TAKICH jednostek byłoby przysługą dla Natury oraz wsparłoby Satanistyczną Złowieszczą Dialektykę.
Usuwanie ludzkich śmieci to jeden z najważniejszych jej punktów.
Jeśli chodzi o to skąd biorą się pomysły głoszące, że omawiane jednostki miałyby mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek mroczną tradycją, nie trzeba być mistrzem dedukcji by to zrozumieć.
Ludzie to zwykli ignoranci, którzy rzadko decydują się na rzetelną analizę. Zamiast tego wolą wydawać ślepe werdykty, ponieważ jest im to na rękę. Chrześcijanie z wielką chęcią łączą te wydarzenia z satanizmem, przy okazji wiążąc sam Satanizm z masonami i (nieistniejącymi od końca XVIII wieku) iluminatami. Teorie o tajnych stowarzyszeniach rządzących światem słyszał chyba każdy.
Ci ignoranci nie tylko nie są w stanie poświęcić czasu na zagłębienie się w temat Satanizmu (lub przełamać strachu przed czytaniem takiej herezji), ale przede wszystkim zupełnie nie zdają sobie sprawy z natury tej i wielu innych mrocznych tradycji. Nie zdają sobie sprawy z tego jak wymagające i trudne są to ścieżki. Pan J. Epstein wymiękłby już na samym starcie - po pierwsze nie będąc w stanie ogarnąć ich intelektualnie, po drugie nie chcąc opuszczać swojej ciepłej pozłacanej sauny w celu zmierzenia się z niebezpiecznymi wyzwaniami jakie owe ścieżki rzucają.
Jego zdegenerowany umysł nie byłby w stanie sam siebie zrozumieć i przejąć nad sobą kontroli, czego jak wiadomo WYMAGA Satanizm Tradycyjny.
Co więcej - Satanizm to jedno, a Szatan to drugie. Prawdziwy Szatan (jako Energia, a nie jakaś "duchowa persona") objawia się tam, gdzie jego Bezprzyczynowa Energia odnajduje sprzężenie z Przyczynowością. W praktyce chodzi o to, że energia Szatana (przenikająca ogół Bytu) zamieszkuje pewne rejony Rzeczywistości, a co za tym idzie - może powodować zmiany i zjawiska.
Energia Szatana pojawi się tam gdzie Chaos, Bunt, Wojna, Rewolucja, Przemoc, Ekstaza i Intensywność.
Żałośni pedofile ani sobą jako jednostkami, ani swoimi czynami nie przyciągają energii Szatana. Zapewne niektórzy zapytają "jak to, skoro wymieniłem Przemoc jako jedno z siedlisk jego energii?".
Otóż przemoc przemocy nie równa. Wystarczy spojrzeć w tym celu na Naturę. W jej brutalnych realiach zdarzają się różne sytuacje, również te obiektywnie negatywne w swych skutkach, np. wadliwe jednostki powodujące bezsensowną destrukcję wśród osobników swojego gatunku. Jednak Natura ma na to odpowiedź - Selekcję Naturalną. Czy jest to Przemoc? W rzeczy samej. Czy jednak pozbawiona zasadności - nic z tych rzeczy!
Podobnie sprawy mają się w kwestii Energii Szatana. Jego zmienna, chaotyczna i odżywiająca ewolucję energia raczej nie znajdzie punktów styku z jednostką przejawiającą deewolucję.
Szatan i Jego Energia to Zwycięstwo obmyte we Krwi. Los przegranych to efekt Jej działania, a nie przejaw.
Warto nakreślić również jedną ważną kwestię. Satanizm w swej naturze jest rzecz jasna Złem (w konwencjonalnym, nazareńskim rozumieniu moralnym). Jest Złem dokładnie tak jak całość Natury i Wszechświata. Zatem nie należy zapominać, że w swej Tradycji obejmuje on przemoc, mord i przekraczanie granic.
Dlaczego więc zachowania, których dopuszczał się Epstein i inni są przeze mnie jawnie potępiane?
Zostało to już nakreślone w tekście Longa, ale ja dołożę do tego swoją perspektywę.
Satanizm obejmuje wiele działań, które przez nazareńskie jednostki postrzegane będą jako Złe. Nie robi tego jednak bezcelowo i przypadkowo. Warto zauważyć, że satanistyczne "Akty Zła" są głęboko przemyślane i esencjonalnie potrzebne z perspektywy świadomej Ewolucji.
Podobnie jest w Naturze, z którą Satanizm Tradycyjny jest mocno powiązany - przemoc, walka i zabijanie są w nią wpisane jako niezbędny element. Jednak żaden z ich przejawów nie dzieje się z przypadku, lecz jest głęboko uzasadniony w mechanizmie Przyrody. I tu dochodzimy do sedna.
Z perspektywy tej samej Natury, której Brutalność jest drugim imieniem, wszelakie zboczenia i zaburzenia psychiczne są PRZEGRANĄ JEDNOSTKI. Świadczą one albo o jej słabości, albo złych genach. W Dzikiej Naturze takie osobniki prędzej czy później giną, a przede wszystkim są odtrącane przez stado.
A Homo Sapiens jest z definicji systematycznej gatunkiem społecznym.
Zupełnie więc nie dziwi fakt, że NIKT, a już tym bardziej nikt kto ma dzieci, nie chce w swoim otoczeniu zboczonego pedofila, który z powodu swoich dewiacji stwarza zagrożenie dla jego potomstwa. Naturalną reakcją zdrowego człowieka jest chęć zabicia takiej jednostki i pogrzebanie jej istnienia na śmietnisku czasu i genów.
Jako Satanista odarty z abstrakcyjnej moralności nie potępiam więc pedofilów "bo są źli". Potępiam ich bo są obleśnymi, zdegenerowanymi jednostkami, nierzadko również niedorozwiniętymi umysłowo, niedojrzałymi, o niskim poczuciu własnej wartości. Oprócz tego stwarzają potencjalne zagrożenie dla dzieci, których ochrona jest wpisana w naturę każdego rodzica. Dno.
Jednak we współczesnym, zurbanizowanym i przeintelektualizowanym świecie, gdzie nie rządzą prawa Natury a ubzdurana moralność, media, populizm i pieniądze, jednostka tego typu może nie tylko przetrwać i nie zostać zdekapitowana. Może ona wręcz stać się bogatym i wpływowym finansistą, za którego majątkiem oglądać się będą głupawe tłumy owiec. Tych samych owiec, które później rozpalać będą pod nim stosy.
Co więcej, te same owce - oczarowane bogactwem oprawców - nierzadko sami pozwalają swoim dzieciom na kontakty z takimi ludźmi. Serio?!
Zagłębiając się w tą i podobne sprawy znajdziemy szereg relacji młodych dziewczynek, które w wieku nastoletnim dały się zmanipulować i wykorzystać. Pytam się - gdzie byli wtedy ich rodzice i jak bardzo musieli spierdolić w ich wychowaniu, że wyrosły one na naiwne i bezmyślne dzieciaki, które same pakują się w łapska takich degeneratów.
Ktoś powie, że czepianie się nastolatków za naiwność nie ma podstaw, lecz ja uważam, że ma.
Nastolatki owszem, lubią się stawiać, buntować itd. ale jednocześnie są (a przynajmniej powinny być) nieco bardziej świadome, niż najmłodsze dzieci, które nierzadko już we wczesnym dzieciństwie wiedzą jak postępować z podejrzanymi obcymi.
Podejrzewam (choć to tylko moja teoria), że ten brak czujności wynika z iluzorycznego przekonania o dobroci i sprawiedliwości świata. Ludzie przestali węszyć zagrożenie za każdym rogiem. Większość nie czuje potrzeby wzmacniania się fizycznie, ćwiczeń samoobrony, noszenia przy sobie jakiegoś rodzaju broni na wypadek ataku. Gdy więc dojdzie do takiej sytuacji są oni bezradni.
Prawda jest surowa i bolesna, lecz należy się z nią pogodzić - świat wręcz ocieka niebezpieczeństwami i nie ważne, czy mówimy o dzikim lesie czy gęsto zaludnionym mieście. To prawo Natury (jak i wiele innych) dogoni nas wszędzie, a my musimy być na to gotowi tak, jak gotowi są nasi dzicy kuzyni - czujni i zdolni do obrony.
Podsumowując - nie uważam sprawy Epsteina za wartą choćby chwili mojej uwagi więcej. Istnienie jednostek takich jak on nie jest niczym nadzwyczajnym. Po raz kolejny wzbudza natomiast mój śmiech i zażenowanie fakt, że oburzeni nazarejczycy nie widzą jak bardzo ich ideologia przyczyniła się do takiego stanu rzeczy. Jak bardzo ich oddalenie od Natury, połączone z biernością, miłowaniem ludzi, antropocentryzmem i egalitaryzmem, doprowadziło do tego, że jednostki silne i dumne mają skrępowane ręce, podczas gdy żałośni degeneraci mają władzę i wpływy. I nie kurwa, nie jest to zasługa Wielkiego Molocha, któremu naskładano odpowiednią liczbę dzieci w ofierze i teraz rozdaje prezenty swoim poddanym w zamian za duszę, sprzedaną kontraktem na byczej skórze. Wiara w takie bajeczki zarezerwowana jest dla dzieciaków w piaskownicy, w dodatku judeochrześcijańskiej.
Prawda jest natomiast prozaiczna i dotkliwie raniąca uczucia nazarejczyków - sami pozwolili degeneratom wejść sobie na głowę i nimi pomiatać, co zawdzięczają swojemu naiwnemu podejściu do życia i człowieka. To za sprawą ich ideologii rodzące się co jakiś czas "warzywa" muszą żyć, bo "życie ludzkie jest święte" (sic!), ludzie tępi, którzy nigdy nie powinni się rozmnożyć, dostają zasiłek zamiast kuli w łeb, a zdegenerowane geny i wzorce są utrwalane w przekroju naszego gatunku.
W Naturze takie jednostki długo by nie przeżyły, a już na pewno nie posłałyby genów dalej.
Nie jestem jednak w stanie przejść obojętnie obok faktu, że całą sprawę wiąże się nieopatrznie z Satanizmem - jest to dla mnie po prostu niesmaczne. Jest takie, ponieważ dobrze wiem czym jest moja Tradycja, ile wysiłku, energii i krwi jej poświęciłem i ile jeszcze poświęcę; jak trudna, wymagająca oraz niebezpieczna jest to ścieżka, a także jak bardzo ignoranci (których niestety stanowią większość) mylą się w swoich osądach, udowadniając jednocześnie swoją niechęć do myślenia i eksploracji.
Powyższy artykuł nie powstał w celu tworzenia głupawej przepychanki i przerzucania winy, ani także w celu wylania frustracji. Powstał, by pokazać jak społeczeństwo zasiedlone przez idiotów potrafi zapędzić się wzajemnie w zaułek fałszu i żyć w ignoranckim przekonaniu, że "wiedzą wszystko", bo przecież słyszeli, czytali (biblię), oglądali (filmiki na youtube) itd.
wtorek, 10 marca 2026
środa, 25 lutego 2026
GDY STANIEMY NA WOJENNYM FRONCIE
Od jakiegoś czasu zaobserwować można narastającą po cichu paranoję w obawie przed potencjalnym wybuchem wojny.
O ile obawy te są w zasadzie uzasadnione, a przezorność w tej kwestii w pełni aprobuję, o tyle moją uwagę nie po raz pierwszy zwracają zjawiska wykraczające poza instynkt przetrwania, mające swoje korzenie w nazareńskiej zgniliźnie kulturowej.
Mam na myśli oczywiście nastroje ideologiczno-moralne jakie towarzyszą społeczeństwu w obliczu hipotetycznego konfliktu.
Pacyfistyczna ideologia oraz naiwna myśl o możliwości powstrzymania wojen i wymazania ich z przyszłości jest stałym elementem światopoglądu przeciętnego mundanina.
Jest to rzecz jasna spowodowane kulturą i ideologią, w której tenże przeciętny mundanin został wychowany.
Etos współczesnej cywilizacji zachodu został wieki temu zdeformowany poprzez uczynienie jej kamieniem węgielnym ideologii bazującej na klasycznej filozofii grecko-rzymskiej i chrześcijaństwie.
Te wpływy zdefiniowały konwencjonalną, dominującą moralność oraz stały się wykładnią tego co dobre, a co złe.
Wraz z postępem technologicznym i urbanizacją, oraz z powodu braku pielęgnacji i kontemplacji Natury we wspomnianym etosie, ludzie zaczęli coraz mocniej oddalać się od korzeni, a tym samym coraz łatwiej wierzyć w słuszność wpojonych im idei oraz możliwość realizacji nawet najbardziej nierealnych z nich.
Jednym z takich nierealnych poglądów, na który ludzie (podobnie jak na wszelką moralność) wciąż się nabierają jest Pacyfizm.
Ideologia o wzajemnej miłości, pokoju, słownym rozwiązywaniu konfliktów, a najlepiej całkowitym ich braku.
Dla śniących o dobru i pragnących przeżyć życie bez cienia dyskomfortu brzmi to pięknie, dla mnie natomiast obrzydliwie.
Jako Satanista Tradycyjny nie tylko uważam zasadę Pathei Mathos za jedną z najmądrzejszych i esencjonalnych dla ścieżek pokroju Satanizmu, ale również w pełni akceptuję Naturę i Jej realia takimi, jakie są.
Ci pogrążeni w iluzji wierzą jednak, że bólu można się pozbyć. Jest to bardzo wygodne założenie z ich perspektywy.
Przekonywanie siebie samego oraz innych, że ból, którego wszyscy oni się boją, jest tylko karą za grzechy i wyrzekając się Natury można mu uciec jest dla nich złudną nadzieją, że kiedyś będzie im lepiej.
Taka postawa jest wyrazem kilku koszmarnie niekorzystnych dla realizacji osobistego potencjału cech:
1. Strachu przed jakimkolwiek zaburzeniem własnego komfortu - a więc tym samym strachu przed Życiem, którego struktura oparta jest na walce, zdobywaniu, podboju i zawsze obecnej niepewności.
2. Wiary w kłamliwy etos nazareńskiej cywilizacji, negujący prawa Natury, a tym samym utrzymujący zawierzonych mu ludzi w wiecznym dystansie od Jej prawdziwego oblicza.
3. Mniej lub bardziej świadomej niechęci do tego co ziemskie i naturalne, a więc zupełnego niezrozumienia Rzeczywistości, oraz idącej za tym chęci wyzbycia się tego co daje Życie.
Nie ma bowiem Życia bez wojny, podboju, działania i bólu; oraz Rozwoju bez rewolucji, ryzyka, kreatywności i geniuszu.
Pacyfizm jest jedną z najbardziej nieudolnych i naiwnych idei o jakich słyszałem.
Nie tylko uważam jego założenia za niemądre, ale przede wszystkim ułudne, niemożliwe do realizacji.
Żeby się o tym przekonać wystarczy obserwować dziką Naturę, która swoimi mechanizmami upokarza ideologię omawianych jednostek, a je same potrafi oburzać.
Zarówno w mikro i makro świecie przyrody dostrzeżemy nieustanną walkę o dominację, okupioną ofiarami, stratą i zniszczeniem.
Owe zniszczenie jednak nigdy nie owocuje stratą, trzeba jedynie umieć spojrzeć z szerszej perspektywy.
Drapieżniki by przeżyć muszą nieustannie atakować, ścigać i zabijać roślinożerców, a ci usprawniać muszą swoje strategie obronne, by przeżyć.
Podczas pogoni ofiarą prawie zawsze pada również najsłabsze ogniwo - osobnik chory, stary lub po prostu o najsłabszej kondycji.
Predatorzy eliminują najsłabsze ogniwo nie ze wspaniałomyślności, lecz wyrachowania - mniejsza szansa niepowodzenia lub kontuzji, a zatem większa szansa na sukces.
Matki niemal wszystkich gatunków, zarówno ssaków jak i ptaków lub gadów, instynktownie eliminują swoje potomstwo, które okaże się w jakiś sposób wadliwe, do czego są ewolucyjnie przystosowane, potrafiąc poznać upośledzonego noworodka nawet po zapachu.
Robią to, aby kosztem jednego osobnika, który nie miałby szans na przetrwanie, zwiększyć owe szanse dla siebie i pozostałych dzieci - zabite młode np. lwa, jest zazwyczaj zjadane przez matkę, by po pierwsze nie zjedli go padlinożercy, a po drugie (ważniejsze) by zyskać dodatkową energię i składniki odżywcze potrzebne do opieki nad dziećmi oraz produkcji mleka w przypadku ssaków.
Robotnice szerszeni dedykują natomiast swój żywot królowej gniazda. Czynią to, ponieważ zapewnia im to pośredni sukces własnych genów - bronią gniazda i dokarmiają swoje rodzeństwo w fazie larwalnej, ponieważ w przyszłości to jemu przyjdzie stać się nowymi, płodnymi królowymi.
W imię królowej szerszenie bez wahania oddają swoje życie, a dla zapewnienia jak najlepszego pokarmu larwom dokonują nie tylko zabójstw na innych, napotkanych owadach, ale również są zdolne do skoordynowanych ataków.
Szerszenie przeprowadzają bowiem istny Blitzkrieg, którego celem są pszczele ule.
Kilka szerszeni potrafi wymordować podczas takiego nalotu kilka tysięcy pszczół.
Robią to dla skarbu, który znajduje się w środku - bezbronne i pożywne larwy.
Podobnych ataków potrafią dokonywać również mrówki, a ich celem są inne kolonie. Z zajętych mrowisk owady biorą nawet zakładników, którzy następnie niewolniczo pracują dla nieswojego rodu.
Te działania jednak mają swój wymiar ponadjednostkowy, bezprzyczynowy. Tym wymiarem jest schemat, który rządzi Naturą całego Wszechświata, a jego akauzalnym źródłem jest nie kto inny, jak sam Szatan.
Tym mechanizmem jest Chaos i jego manifestacje, z których każda wyraża ten sam schemat - irracjonalny, szaleńczy i nieokiełznany pęd do zmiany, ewolucji i rozwoju.
Na naszym ziemskim globie, w sferze przyczynowej ten schemat przybiera formę konstruktu, znanego nam jako Selekcja Naturalna, choć w zasadzie jest ona już końcowym skutkiem tego procesu.
Za nią stoi bowiem dokładnie ta sama zasada - pierwotna Siła, pchająca ewolucję do przodu, napędzająca i odżywiająca ją.
Jest to siła gwałtowna, nieobliczalna, przybierająca różne formy i obierająca różne kierunki w swym działaniu.
Wszystkie te zdarzenia zmierzają ku jednemu - wiecznej Transformacji.
Dlaczego jednak zdecydowałem się na tak długie opracowanie Energii leżącej u podstaw Natury Bytu?
Ponieważ zrozumienie tej energii jest esencjonalne i kluczowe dla zrozumienia faktu konieczności i wieczności zjawiska Wojny.
Wojna, którą znamy, jest niczym innym jak współczesnym, ludzkim odpowiednikiem tych samych schematów, które rządzą w Naturze.
Dla wielu jest to ciężkie do wyobrażenia, ze względu na wyraźne różnice pomiędzy działaniem człowieka, a innych zwierząt.
Celowo więc zdecydowałem się na zabieg ubrania działań owadów (tak bardzo zdawałoby się obcych człowiekowi) w typowo "ludzkie" pojęcia, takie jak: zabójstwo, niewolnictwo, zakładnicy oraz Blitzkrieg.
Czym bowiem różni się nalot Messerschmittów od ataku szerszeni na pszczele gniazdo?
Różni się jedynie skalą i poziomem zaawansowania zastosowanych środków.
Ataki szerszeni na gniazda pszczół przytoczyłem szczególnie wyraźnie, bo nie widzę lepszego i bardziej wymownego porównania do ludzkiej wojny.
Z jednej strony mamy ludzi, a z drugiej zdawałoby się nic nie znaczące (dla idiotów) owady, a jednak motywacje, przeprowadzone działania oraz ich skutki są niemalże takie same.
W obu przypadkach mamy do czynienia ze skoordynowanym atakiem, zazwyczaj lepiej przygotowanego oprawcy na słabsze ofiary. Mamy do czynienia z krwawą i brutalną walką, zaciętą defensywą, która nawet jeśli przyniesie zwycięstwo będzie kosztowała wiele żyć.
Gdy jednak zakończy się przegraną skutki będą katastrofalne. Wróg kroczyć będzie pomiędzy tysiącami jeszcze ciepłych trucheł, by zabrać to po co przyszedł.
Bowiem zarówno w przypadku ludzkich wojen oraz nalotów szerszeni, mord i tysiące ofiar nie są nawet celem ataku. Są jedynie konieczną do odwalenia mokrą robotą, która umożliwi osiągnięcie prawdziwego celu - zdobycia surowców, pożywnych larw, terytorium obcego państwa, przejęcia cudzego gniazda.
Wojna i związane z nią okrucieństwa są wpisane w naturę Wszechświata czy tego chcemy, czy nie.
Brutalność Natury jest częścią Jej Doskonałości, Wieczności i Piękna.
Nazareńczycy w swoim rozumowaniu postępują żałośnie.
Pomijam już fakt bezczelnego przypisywania owej Natury swojemu zmyślonemu, wstrętnemu pseudobogu, ale szczególną kpiną jest wybiórcze podejście.
Dziełem "Boga" jest tylko to co ładne, przyjemne i miłe (z perspektywy rzecz jasna WYŁĄCZNIE człowieka, dla którego PRZECIEŻ cały Wszechświat został stworzony), zaś wszystko co trudne, bolesne, niewygodne i przerażające jest winą grzechu pierwszych ludzi, winą Szatana i wielkiego ZŁA.
Według nich w Naturze wciąż można dostrzec "piękno" boskiego stworzenia "dokonanego" przez ich jahwe, ale wszystko to jest przykryte płaszczem grzechu i Zła
ŻAŁOSNE...
Wracając do Prawdy.
Całością mojego tekstu mam na celu uwydatnić bardzo niewygodne, lecz bardzo prawdziwe stwierdzenie - Wojna jest nie tylko naturalna, ona jest KONIECZNA.
I tak, brzmi to może paskudnie, ale czy na pewno?
Niechęć do globalnej wojny, spowodowanej politycznymi nieporozumieniami jest jak najbardziej uzasadniona, chociaż mało kto rozumie dlaczego. Większość ludzi reaguje strachem instynktownie, co również ma swoje uzasadnienie.
Każdy konflikt, niezależnie od formy, niesie za sobą ryzyko straty i porażki. Konflikt będący poza naszą kontrolą jest natomiast czymś, co drogą pierwotnego instynktu przetrwania budzi lęk.
Mało kto w momencie obawy o własne życie będzie myślał o abstrakcyjnych ideach takich jak naród.
Każdy skupi się na przetrwaniu swoim i swoich bliskich, bo z perspektywy biologicznej tylko oni powinni go obchodzić. Oczywiście mamy wiele zaprogramowanych abstrakcyjnymi ideami moralności czy państwa jednostek, które będą gotowe za flagę i godło ryzykować życiem.
Osobiście nie żywię pogardy do zjawiska Wojny.
Jako Satanista o rozwiniętym Wglądzie jestem z nim pogodzony i oswojony.
Dobrze rozumiem (i stale poznaję głębiej) motywacje, które stoją za jego występowaniem, oraz naturę samego zjawiska.
Z lubością wojuję, sam ze sobą oraz z innymi. Jestem gotów wszczynać konflikty, zarówno między jednostkami jak i całymi grupami ludzi.
Walka jako bezprzyczynowy żywioł jest przeze mnie wręcz ukochana, a to ze względu na Jednię z Szatanem, który JEST ową Walką, jest Rewolucją i Zrywem.
Uwielbiam patrzeć jak wszystko płonie, bo wiem, że w tym ogniu wykuwa się Zmiana, Ponadosobowa Zmiana. Dopóki wojny, konflikty, rewolucje i strajki trwają; naturalny Sataniczny Duch w jednostkach pozostaje żywy mimo, iż jest u nich w zaniku.
Nie obchodzi mnie los przypadkowych ludzi. Są mi tak samo obcy jak inne organizmy żywe, które mam okazję obserwować.
Dzika Natura jest moim domem, a Jej mieszkańcy moimi sprzymierzeńcami - znacznie bardziej szatańskimi od większości przedstawicieli homo sapiens.
Nie zmienia to jednak faktu, że napotkana w lesie sarna jest mi obca - nie znam jej, a ona nie zna mnie.
Nie mamy ze sobą bliskiej relacji ani więzi, wobec czego nie będę płakał, gdy zobaczę ją zabijaną przez drapieżniki. Wręcz przeciwnie - będę patrzył ze wzruszeniem i zachwytem na prawdziwe Piękno Natury.
Tak samo jest z ludźmi - nie ruszają mnie informacje na temat ofiar wojen czy chociażby ostatnich zamieszek w Meksyku.
Nie znam tych ludzi, oni nie znają mnie, nie mam pojęcia kim byli ani nawet jak się nazywali.
Doskonale wiem, że tam rozgrywają się dramaty i tragedie rodzin, ale nie moich rodzin, nie moich bliskich.
Zatem ofiary w ludziach nie są czynnikiem, który odraża mnie od zjawiska Wojny.
Owszem, często większość z tych ofiar jest zbędna, ale taka już przypadkowa kolej rzeczy
Takie rozwiązania jak zrzucanie ładunków wybuchowych, stosowane przez państwa podczas wojen, są wygodnym rozwiązaniem, które naraża ich na najmniejsze ryzyko straty w swoich ludziach - to wyrachowana kalkulacja, której wynik jest wygodny dla słabeuszy, jakimi bez wątpienia jest chociażby większość rosyjskich żołnierzy, którzy nie mogąc stawić oporu ukraińskiej armii wolą atakować cywilów.
Dlatego też ja wszelaki atak z mojej strony zawsze wymierzę w jednostki, które mam powód i cel zaatakować.
Chcąc zabić jedną osobę nie wysadzę w powietrze budynku, w którym przebywa 200 innych przypadkowych osób.
Pociąga to za sobą bezsensowne ofiary w ludziach, którzy potencjalnie mogliby okazać się wartościowi.
Jednak do selektywnej eliminacji potrzeba odwagi i determinacji, czego brakuje pizdom chcącym jedynie osiągnąć polityczny cel, używając mięsa armatniego.
Mówiąc jednak te jakże oburzające z humanistycznej perspektywy słowa nie jestem jebanym hipokrytą, który jest obojętny gdy giną inni, ale będzie miał pretensje gdy będą ginąć jego ludzie.
Każdy dba o swoją skórę, swoje przetrwanie i ważne dla siebie sprawy.
Dobrze wiem, że ja również mogę stać się jutro czy pojutrze celem znacznie lepiej przygotowanego komandosa, a może nawet ładunku, który zabije mnie razem z całym budynkiem, który zniszczy, nie wiedząc nawet kim są ludzie w środku.
Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba wojny bym został zaatakowany na ulicy przez przypadkowego frajera, którego sam z chęcią bym zabił, ale który w tej sytuacji ma nade mną przewagę.
Bliskie mi osoby każdego dnia mogą zostać skrzywdzone lub ulec wypadkowi, w każdej chwili mogę odebrać telefon z informacją o czyjejś brutalnej śmierci.
Nie jest to jednak powodem do przerażenia czy narzekania. Na "Marność Życia" i doczesności narzekają jedynie nazarejczycy, dopatrujący się gdzieś poza tym "niedoskonałym" światem "lepszej" rzeczywistości.
Takowa jednak nie istnieje i nigdy nie zaistnieje. Świat, który nas otacza, zarówno ten Przyczynowy jak i Bezprzyczynowy, to przepastna i złożona Rzeczywistość, która w takiej formie jaką przybiera, również brutalnej, bezwzględnej i egoistycznej jest Wieczna, Kompletna i Doskonała.
Nie uznaję więc tandetnego pojęcia marności - Życie jest dla mnie barwną i intensywną mozaiką skrajności i wielowątkowości. Nie boję się bólu czy śmierci - jestem pogodzony z ich koniecznością i niezbywalnością.
Ponad wszystko w Życiu cenię jego Dary i Możliwości, zrywam wszystkie jego owoce, zarówno te lśniące, soczyste, przynoszące Ekstazę, Rozkosz i Uniesienie, jak i te pachnące zgnilizną, bolesne przy przeżuwaniu i powodujące szalone, koszmarne wręcz wizje.
Moim rozwiązaniem zamiast narzekania, jest Działanie - i tak powinien funkcjonować każdy Prawdziwy Satanista.
Jeśli chcemy być spójni z Naturą naszego Mistrza Szatana, zwłaszcza jeśli staliśmy się czymś więcej niż tylko Adeptem Satanizmu - Zjawiskiem Satanisty, musimy akceptować wszystkie następstwa Jego działania, pokochać je i samemu wywoływać zapewniając im ekspansję.
Akceptować i pokochać zjawiska takie jak Trudność, Zmaganie, Walka, Wojna, Kreatywność, Selekcja, Indywidualny Geniusz.
Zamiast błagać żałośnie niczym konająca owca o litość, pokój i pozwolenie na spokojne, milutkie życie, wolę przygotowywać się na najgorsze.
Wiedzieć, że gdy przyjdzie mi się zmierzyć z krwawymi realiami, nie polegnę.
Zachęcam więc do ćwiczeń fizycznych, rozwijania sprawności, umiejętności samoobrony, survivalu, posiadania mniejszego lub większego arsenału i awaryjnego bagażu na wypadek nieprzewidywalnej sytuacji.
Powyższe działania powinny być według mnie elementem Tradycji każdego Satanisty.
ONA mówi o tym bardzo wyraźnie - "Naucz się samego siebie przerastać, byś nad wszystkimi mógł triumfować".
Wygodnie jest bowiem pisać o wojnie i brutalnych realiach siedząc w ciepłym domu na kanapie.
A nigdy nie wiadomo kiedy to nasz dom zacznie się walić na naszą bezcenną głowę.
Satanista musi być z tym pogodzony, a drogą swojej dynamicznej praktyki rozwoju i transgresji przygotowany na wszystko - gotowy fizycznie i psychicznie.
Gotowy na to by w sytuacji zagrożenia zachować zimną krew, obronić się przed napastnikiem, przetrwać w nieprzyjaznych warunkach, a gdy trzeba będzie, zabijać w imię własnego przetrwania.
(poniżej, jako poprzedni post, znajduje się mój wiersz zatytułowany "Oblicze", który idealnie ujmuje esencję całego powyższego tekstu.)
środa, 18 lutego 2026
OBLICZE
kiedy odkryć im przyjdzie, że nie uciekną Wojnie.
Gdy z hukiem walić się będzie następny gmach,
Szukasz w mej Przyrodzie harmonii i spokoju,
podtrzymując wyrzeczenie przez twych przodków zasiane.
Nie jesteś Jej częścią nazareńska trzodo
Twe marzenia i nadzieje brutalnie zostaną odebrane.
Przed tobą w mundurach i czołgach pierwotne Jej prawo,
które gniewem ociekające,
okrucieństwem się karmiące,
Żniwo swego piękna zbierać będzie krwawo.
I trwa ono wszędzie, gdzie nie spojrzysz tam właśnie będzie.
Zauważ więc walkę ciała twojego,
Poczuj zapach świeżej krwi rozlewanej,
Gdy selekcja się odbywa na polanie nią usłanej.
I dostrzeż Piękno najwyższe tam, gdzie spojrzeć się lękasz,
Ileż bólu ty doświadczysz na drodze swego Życia
nawet, gdy stagnacja twym sposobem bycia.
Nie godzien jesteś niedojdo spojrzeć w Jego oczy,
Tam gdzie rwący Chaos, Irracjonalny Pęd.
W oczy Tego, który od początku Czasu poza Przestrzenią kroczy
Swą bytnością Ekstazę budząc, Szaleństwo, Zachwyt, Wstręt.
Rewolucja i Bezprawie zaś Jego zasadą,
On zmianę powoduje, za bezprzyczynową skryty fasadą.
I to z Niego jest Namiętność, która życia pęd kreuje.
I w szaleńczy stan popada, kto go odnajduje.
I to Jego siłą tętni wszelki Byt nieokiełznany,
I zmienną Jego gwiazdą Perseusz rozświetlany.
Niszczy by tworzyć i by niszczyć tworzy,
W cierpieniu wielkim skonasz, jeśli zechcesz skoczyć w Ogień.
Są zaś tacy, którzy Płoną i jednoczą ze swym Bogiem.
W lśniących kałużach krwi odbicie Jego dostrzeżesz,
Żywego Go zaś dojrzysz w Życiu,
w Ciemności, Ekstazie i Złowieszczym Uniesieniu.
Koszmarna jest bowiem Natura dla każdego mundana,
Największe Piękno się ziści, gdy Złem jest Prawda ukochana,
Matmerd
czwartek, 22 stycznia 2026
BAPHOMET
Z krzykiem zbiegał po zboczu człowieka U stóp drzewa padł i ekstaza z niego ścieka Szaleństwem go naznaczyły szatańskie uniesienia Uświadamiając bezsłownie w Esencji Istnienia
Z MANUSKRYPTU ONA
Zasadniczo, człowiek staje się Satanistą poprzez Satanistyczne czyny. Satanista z pewnym doświadczeniem powiedziałby co najmniej jedną z po...
-
"Nie ma nic pięknego poza człowiekiem, lecz najpiękniejsza jest kobieta" Tak brzmi w tłumaczeniu na język p...
-
Od jakiegoś czasu zaobserwować można narastającą po cichu paranoję w obawie przed potencjalnym wybuchem wojny. O ile obawy te są w zasadzie ...
-
My, Sataniści i Czarownicy, nosiciele Prawdy, Wiedzy i Naturalnego Ducha Ziemi, w iluzorycznym i upojonym fałszem społeczeństwie Mundanów i ...